Prawie się udało

Nicola Sturgeon nie może w pełni cieszyć się z wyniku wyborów w Szkocji, bo chociaż jej ugrupowanie poprawiło wynik, to jednak wciąż brakuje SPN większości.

W głosowaniu do szkockiego parlamentu Szkocka Partia Narodowa osiągnęła nieco więcej niż w 2016 roku, zdobywając 64 miejsca, co oznacza, że ma obecnie o jeden fotel więcej, ale do samodzielnej większości, zabrakło jednego parlamentarzysty. To jednak wskazuje, iż wcześniejsze sondaże, nie odpowiadały rzeczywistości, a prognozowano, że SPN, nie zdobędzie takiej liczby miejsc w parlamencie, jak było to pięć lat temu.

Po opublikowaniu wyników szkocka premier Nocola Sturgeon powiedziała, iż bardzo cieszy się z wyniku wyborów i dodała, że to właśnie pokazuje, w jakim kierunku chcą iść Szkoci. Tym samym zapowiedziała nowe otwarcie i dążenie do przeprowadzenia referendum niepodległościowego.

W Holyrood, czyli szkockim parlamencie, będzie więc musiała i to ponownie, powstać koalicja, a z zapowiedzi wynika, że do Szkockiej Partii Narodowej dołączą Zieloni, więc to oni współtworzyć będą rząd. Partia Zielonych w Szkocji może cieszyć się obecnie 8 mandatami poselskimi, co po pierwsze zapewni odpowiednią i bezpieczną większość podczas głosowań, a jednocześnie utrzymanie kierunku politycznego w Szkocji.

Zieloni, co bardzo podoba się SPN, nie są przeciwnikami referendum, do jakiego dąży partia Sturgeon, ale nie można też powiedzieć, aby było to wyznacznikiem ich politycznej drogi. Jakby jednak na to nie patrzeć, kierunek odłączenia się od Wielkiej Brytanii w Szkocji zostanie utrzymany, ale trzeba będzie pokonać dwie przeszkody.

Pierwszą jest premier Albionu Boris Johnson, a drugą sam Westminister. Zarówno premier Wielkiej Brytanii, jak i tamtejszy parlament, muszą wydać swoją zgodę na ponowne referendum niepodległościowe w Szkocji, a z tym, może być problem. Od chwili kiedy na Downing Street 10 zamieszkał Boris Johnson, wiadomo było, że nie jest on zwolennikiem „poprawki” głosowania na północy Królestwa, więc bronić będzie jedności UK. Co ciekawe, w ostatnim czasie Boris Johnson powiedział, co przez niektórych odebrane zostało, jako łagodzenie stanowiska, że obecnie, nie można przeprowadzić takiego referendum w Szkocji, gdy kraj wychodzi z pandemicznego kryzysu. To oczywiście może być tylko gra słów premiera Wielkiej Brytanii, bo ten znany jest z takich politycznych zagrywek.

Wracając jednak do samych wyborów w Szkocji, po publikacji oficjalnych wyników, a było to już czwarte z rzędu zwycięstwo parlamentarne SPN, premier Nicola Sturgeon powiedziała, iż jej działaniom przyświecać będzie teraz wyprowadzenie tej części Królestwa z pandemii, organizacja referendum niepodległościowego i kwestie związane z odbudową środowiska oraz ekologią.

Zaskoczeniem stała się partia Alba, byłego premiera Szkocji, która jest zwolenniczką szybkich zmian politycznych, więc odłączenia się od Wielkiej Brytanii, ale tym razem, Alba, nie wprowadzi do Holyrood żadnego parlamentarzysty.

Szkoccy Torysi zdobyli dokładnie taką samą ilość mandatów, jak miało to miejsce w 2016 roku, czyli 31, a stratę zanotowali laburzyści, którzy w szkockim parlamencie będą mieli o dwóch posłów mniej, więc 22. Liberalni Demokraci to też partia, która staje się coraz mniejszą reprezentacją szkockiego społeczeństwa, bo w ich przypadku stan posiadania również zmniejszył się o jeden fotel i mają 5 miejsc w Holyrood.

Bogdan Feręc

Źr: Press Association

Polska-IE - © MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian