Health Service Executive od lat słynie z umiejętności drenażu finansowego państwa, ale najnowsze dane rzucają zupełnie nowe światło na skalę niegospodarności w irlandzkiej służbie zdrowia. Choć rząd z dumą ogłaszał rekordowe 27,4 mld euro na budżet zdrowotny oraz dyscyplinujące embargo na nowe etaty, rzeczywistość szybko zweryfikowała ten papierowy triumf.
Zamiast obiecanej stabilizacji i cięcia kosztów publicznych stworzono gigantyczny mechanizm przepompowywania pieniędzy podatników do prywatnego sektora ochrony zdrowia. HSE wydało w minionym roku niemal miliard euro na pracowników z agencji zewnętrznych, a dokładnie 959,5 mln euro, udowadniając, że rządowa pauza rekrutacyjna to nic innego jak szkodliwa fikcja.
Uderzenie ze strony opozycji było kwestią czasu. Politycy Sinn Féin bezlitośnie punktują ten paradoks, wykazując, że rzekome oszczędzanie na etatach bezpośrednich wygenerowało potężne straty. Posiłkowanie się kadrami agencji zewnętrznych generuje stałą, od 20 do 30 procent wyższy narzut kosztowy w porównaniu do standardowego zatrudnienia. Rzecznik Sinn Féin ds. zdrowia David Cullinane określił te praktyki mianem bezapelacyjnego fiaska rządu: „Wydanie prawie miliarda euro na personel agencji w ciągu jednego roku to druzgocący dowód na błędy rządu w planowaniu zatrudnienia i rekrutacji”.
Rzeczywistość potwierdza te zarzuty. Początek tego roku przyniósł kolejne fatalne wieści, iż w zaledwie cztery miesiące na agencje wyciągnięto z budżetu 280 mln euro, przekraczając wyznaczone limity aż o 17 procent. Najgorzej sytuacja wygląda w stolicy, a konkretnie w regionie Dublina oraz w Midlands, gdzie przekroczenia planów sięgają dramatycznych 30 procent. Żaden, dosłownie żaden region w kraju nie zdołał zmieścić się w wyznaczonych ramach, co świadczy o całkowitym braku kontroli nad wydatkami w terenie.
Głównym zarzutem wobec kierownictwa HSE oraz Departamentu Zdrowia jest brak dalekowzroczności. Pielęgniarki, lekarze czy opiekunowie agencyjni wykonują często dokładnie tę samą pracę, co personel na umowach stałych, jednak różnicę wynikającą z pośrednictwa, płaci podatnik. Poseł Cullinane wskazuje jednoznacznie, na czym polega grzech zaniechania: „Pracownicy agencji zapewniają podstawową opiekę, ale prywatne zatrudnienie stało się trwałym substytutem bezpośredniego rekrutowania i zatrzymywania personelu, którego potrzebuje nasza służba zdrowia. Dzieje się tak w czasie, gdy rekrutacja jest ograniczana, a służby podlegają bardziej rygorystycznym kontrolom przy obsadzaniu wolnych stanowisk”.
Opozycja domaga się natychmiastowych działań od minister zdrowia Jennifer Carroll MacNeill oraz władz HSE.
Sensem reformy powinno być szybkie przekształcenie etatów tymczasowych w państwowe umowy stałe, co odcięłoby strumień pieniędzy kierowany do podmiotów prywatnych. Cullinane podsumowuje to zwięźle: „Musimy ograniczyć marnotrawstwo i uzyskać lepsze rezultaty. Pieniądze publiczne powinny służyć budowaniu trwałej zdolności operacyjnej, a nie napędzać zyski prywatnych agencji”.
Odpowiedź HSE brzmi w tym kontekście wyjątkowo blado i burokratycznie. Instytucja broni się zapowiedziami wieloletniego planu na lata 2026–2028, który ma rzekomo zepchnąć koszty agencyjne poniżej 720 mln euro, oraz zapewnia o „wdrażaniu kultury ciągłego doskonalenia produktywności”. Jednak obietnice dwuletnich umów finansowych i mówienie o „nowym środowisku kontroli” brzmią mało wiarygodnie w zderzeniu z faktem, że miliard euro zdążył już wypłynąć z systemu.
Dopóki rząd będzie uciekał przed bezpośrednim rekrutowaniem medyków i pielęgniarek, ale też niższego personelu medycznego, HSE pozostanie zakładnikiem prywatnego rynku, a pacjenci i podatnicy zapłacą rachunek za ten kosztowny teatr ułudy.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by JESHOOTS.COM on Unsplash

