Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Powód nigdy nie jest jeden

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Spadek notowań ugrupowania rządzącego rzadko bywa wydarzeniem jednowymiarowym. To raczej proces powolny, często niezauważalny, aż do momentu, gdy wykres sondażowy opada jak igła sejsmografu po przejściu wstrząsu.

Najnowszy sondaż Business Post/Red C przeprowadzony w dniach 16–21 stycznia pokazuje właśnie taki moment dla Fianna Fáil. Partia, która przez dekady była jednym z filarów irlandzkiej polityki, notuje gwałtowny spadek poparcia, bo o trzy punkty procentowe w porównaniu z listopadem – do poziomu 15 procent. Przy marginesie błędu wynoszącym plus minus trzy punkty trudno mówić o statystycznym drobiazgu. To sygnał, który politycy powinni czytać z niepokojem, ponieważ w wyborcach tego ugrupowania rośnie obojętność.

Na tle tej korekty krajobraz polityczny Irlandii wyraźnie się przetasowuje, więc kolejny już raz Sinn Féin umacnia swoją pozycję, rosnąc o dwa punkty do 24 procent i pozostaje na prowadzeniu. Fine Gael, czyli koalicyjny partner Fianna Fáil, również notuje wzrost, choć skromniejszy, bo jednoprocentowy – do 18 procent. Pozostałe ugrupowania oczywiście są notowane, ale zgodnie z tradycją dryfują znacznie niżej w tym badaniu. Niezależni tracą jeden punkt i spadają do 13 procent, natomiast Socjaldemokracja zyskuje dwa punkty, osiągając 10 procent poparcia. Partia Pracy rośnie do pięciu procent, Aontú spada do tego samego poziomu, a poparcie dla Niezależnej Irlandii pozostaje stabilne na poziomie czterech procent. Zieloni tracą aż dwa punkty i lądują na jednym procencie, natomiast People Before Profit stoi w miejscu z trzema procentami.

Czy to tylko arytmetyka? Nie, to opowieść o zmęczeniu, aspiracjach i niepewności.

Fianna Fáil od zawsze była partią instytucji, państwa, kompromisu i cierpliwego administrowania. Taki model rządzenia sprawdza się w czasach stabilnych, jednak tylko wtedy, gdy społeczeństwo oczekuje spokoju i przewidywalności. Problem w tym, że Irlandia, podobnie jak reszta Europy, żyje dziś w trybie permanentnego kryzysu kosztów życia, mieszkalnictwa, migracji, usług publicznych. W takich warunkach cierpliwość wyborców topnieje szybciej, niż nie realizuje się przedwyborczych zapowiedzi.

Spadek poparcia dla ugrupowania rządzącego jest więc w pierwszej kolejności wyrazem frustracji z codzienności. W debatach publicznych, komentarzach medialnych i analizach politologicznych powraca motyw rozdźwięku między deklaracjami władzy a doświadczeniem obywateli. Inflacja, choć hamuje, zostawia po sobie trwały ślad w portfelach, a kryzys mieszkaniowy nie jest abstrakcją, bo to realne czynsze, realny brak mieszkań, wyrzucanie z domów, realna bezsilność młodych ludzi, którzy odkładają dorosłość na później, bo nie mają gdzie jej zacząć. Dla partii takich jak Fianna Fáil zakorzenionych w tradycyjnych strukturach to trudny teren i zarazem test, a wymaga nie tylko narracji, ale przede wszystkim zarządzania, którego coraz częściej brakuje.

Wzrost Sinn Féin nie jest więc przypadkowy. Partia od lat konsekwentnie buduje wizerunek głosu sprzeciwu wobec establishmentu, nawet jeśli sama coraz bardziej staje się jego częścią. W sondażach korzysta z prostego mechanizmu, że im większe rozczarowanie rządem, tym większa gotowość wyborców do poparcia alternatywy, która obiecuje zmianę językiem ostrym i bezpośrednim. Sinn Féin potrafi mówić do społeczeństwa o nierównościach i kosztach życia w sposób, który brzmi jak rozmowa przy kuchennym stole, a nie jak konferencja prasowa w gmachu ministerstwa, co z kolei przekłada się na ich rosnące, acz niestabilne notowania.

Fine Gael pomimo wzrostu pozostaje w cieniu tego procesu. Jako partner koalicyjny korzysta na względnej stabilności i wizerunku kompetencji, ale również ponosi koszty współodpowiedzialności. Wzrost o jeden punkt procentowy może cieszyć, lecz nie zmienia faktu, że elektorat rządowy jako całość się kurczy. Zieloni płacą najwyższą cenę, ponieważ ich spadek do jednego procenta pokazuje, jak brutalna potrafi być polityka w czasach usilnego wdrażania Zielonego Ładu, bo wówczas kwestie klimatyczne przegrywają z rachunkami za energię i czynsz.

Mniejsze ugrupowania i niezależni są barometrem nastrojów. Spadek poparcia dla niezależnych sugeruje, że wyborcy na nowo szukają wyraźnych szyldów, za którymi można się opowiedzieć. Wzrost Socjaldemokracji i Partii Pracy to z kolei sygnał, że lewicowa wrażliwość społeczna nie znika, lecz rozprasza się pomiędzy różne projekty. To elektorat nie tyle ideologiczny, ile pragmatyczny i głosuje tam, gdzie widzi szansę na realną poprawę jakości życia.

Dlaczego więc Fianna Fáil traci? Odpowiedź nie kryje się w jednym błędzie czy jednej decyzji. To raczej suma drobnych pęknięć. Partia, która przez lata była synonimem stabilności, dziś bardziej postrzegana jest jako symbol politycznego zmęczenia. W epoce mediów społecznościowych i natychmiastowych reakcji tradycyjny styl komunikacji brzmi jak list wysłany pocztą w świecie e-maili. Wyborcy nie chcą już tylko obietnic rozpisanych na kadencje. Chcą widzieć efekt tu i teraz, a jeśli go nie dostrzegają, karzą sondażowo bez sentymentów.

Nastroje społeczne wobec polityków, co widać w analizach i komentarzach, oscylują między cynizmem a rezygnacją. Zaufanie do instytucji pozostaje relatywnie wysokie na tle innych krajów, ale zaufanie do konkretnych aktorów politycznych wyraźnie słabnie. Polityk przestaje być więc figurą autorytetu, staje się menedżerem problemów, których nie potrafi rozwiązać. W takim klimacie każde polityczne zająknięcie, opóźniona reforma, źle wytłumaczona decyzja budżetowa, niejasny kompromis koalicyjny, rezonuje mocniej niż dawniej.

Ten sondaż nie przesądza jeszcze o przyszłych wyborach, a margines błędu o tym właśnie przypomina, że liczby są migawką, nie wyrokiem. Jednak te też potrafią być wymowne i pokazują moment, w którym część społeczeństwa odwraca głowę, szukając czegoś nowego lub przynajmniej innego. Dla Fianna Fáil to chwila próby, bo albo odnajdzie język, którym przemówi do zmęczonego elektoratu, albo pogodzi się z rolą partii, która zbyt długo wierzyła, że historia będzie głosować na nią z przyzwyczajenia.

Pod powierzchnią tych sondażowych procentów pulsuje coś jeszcze i jest to pytanie o sens polityki jako takiej. Wyborcy coraz częściej nie oczekują wielkich wizji, chcą uczciwości, sprawczości i poczucia, że ktoś naprawdę ich słucha, a gdy tego brakuje, nawet najbardziej zasłużone ugrupowanie zaczyna tracić grunt. W ciszy, która zapada między jednym sondażem a drugim, rodzi się nowa opowieść o władzy. I nie ma gwarancji, że dotychczasowi bohaterowie odegrają w niej główne role, o czym powinni pamiętać, bo społeczeństwo nie zawsze głosować będzie przeciwko Sinn Féin.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Ussama Azam on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version