Irlandia po raz kolejny staje przed niewygodnymi pytaniami o sposób wydawania publicznych pieniędzy. Tym razem chodzi o projekt, który miał unowocześnić zarządzanie ruchem kolejowym i stać się jednym z filarów modernizacji krajowej infrastruktury transportowej. Zamiast sukcesu pojawiły się jednak gigantyczne koszty, opóźnienia i system, który po wydaniu ponad 50 milionów euro nadal nie działa.
Sprawa stawia zarówno państwową spółkę Irish Rail, jak i instytucje odpowiedzialne za nadzór nad inwestycjami publicznymi w niezwykle niezręcznej sytuacji. Pokazuje również, że nawet projekty realizowane w ramach oficjalnych procedur przetargowych, pod nadzorem urzędników i ekspertów, mogą zakończyć się stratami liczonymi w dziesiątkach milionów euro. Projekt nowego systemu zarządzania ruchem kolejowym miał być elementem szerszego przedsięwzięcia, którego celem było stworzenie nowoczesnego krajowego centrum kontroli ruchu w Dublinie. Pierwotnie zakładano, że oprogramowanie zostanie dostarczone w 2024 roku, a koszt przedsięwzięcia nie przekroczy 20 milionów euro.
Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna i według informacji przedstawionych przed Komisją Transportu Oireachtas, wykonawca projektu, międzynarodowa firma Indra, spóźnia się z realizacją o dwa lata. Co więcej, dostarczone do testów oprogramowanie zostało odrzucone przez Irish Rail z powodu licznych problemów technicznych. Jak ujawniła dyrektor naczelna spółki Mary Considine, część wykrytych usterek dotyczy kwestii o krytycznym znaczeniu dla bezpieczeństwa.
To szczególnie niepokojąca informacja, ponieważ mowa o systemie odpowiedzialnym za zarządzanie ruchem pociągów, a w takich projektach margines błędu powinien być praktycznie zerowy.
Jeszcze bardziej alarmujące są jednak okoliczności, w jakich doszło do obecnej sytuacji. Jak przyznał dyrektor ds. inwestycji kapitałowych Paul Hendrick, już w 2024 roku pojawiły się wyraźne sygnały ostrzegawcze dotyczące postępu prac. Obawy narastały, terminy były przesuwane wielokrotnie, a wykonawca nie dotrzymywał kolejnych zobowiązań. Mary Considine ujawniła, że harmonogram realizacji był zmieniany aż sześć razy. Mimo to zapewnienia wykonawcy, że projekt zostanie ukończony zgodnie z nowymi terminami, najwyraźniej wystarczały, by kontynuować współpracę.
Dziś rachunek za te decyzje wynosi już ponad 50,3 miliona euro.
Przewodniczący Komisji Transportu Michael Murphy nie krył oburzenia. Jego zdaniem dokumenty przedstawione przez Irish Rail pokazują systematyczny charakter opóźnień, utratę zaufania do projektu oraz rosnące koszty mimo pojawiających się od lat sygnałów ostrzegawczych. Najbardziej wymowne jest jednak jego stwierdzenie, że problem nie sprowadza się wyłącznie do wadliwego oprogramowania. Według Murphy’ego mamy do czynienia przede wszystkim z porażką zarządzania. Ryzyka związane z projektem były identyfikowane już w 2022 roku. Pomimo tego wydatki nadal rosły, a mechanizmy kontroli nie zdołały zapobiec sytuacji, w której dziesiątki milionów euro zostały wydane bez osiągnięcia zakładanego celu.
To właśnie ten aspekt budzi największe kontrowersje. Nie chodzi wyłącznie o błędy wykonawcy. W dużych inwestycjach publicznych opóźnienia zdarzają się regularnie, ale dlaczego instytucje odpowiedzialne za ochronę pieniędzy podatników nie zareagowały wystarczająco wcześnie, gdy pojawiały się kolejne sygnały ostrzegawcze.
Dodatkowym problemem jest fakt, że historia może jeszcze nie być zakończona. Irish Rail nadal pozostaje związane umową z firmą Indra i analizuje obecnie wszystkie możliwe scenariusze. Wśród rozważanych opcji znajduje się zarówno zerwanie kontraktu i wybór nowego wykonawcy, jak również zaangażowanie strony trzeciej do pomocy przy dokończeniu projektu. Każde z tych rozwiązań oznacza jednak kolejne koszty. Sama Mary Considine przyznała, że jeśli współpraca z Indrą będzie kontynuowana, wydatki przekroczą wydane już 50,3 miliona euro. Oznacza to, że końcowy rachunek dla podatników może okazać się jeszcze wyższy.
Pojawiają się również pytania o możliwość odzyskania choć części utraconych środków. Przedstawiciele Irish Rail wskazują na istniejące w kontrakcie mechanizmy kar umownych za niedotrzymanie terminów. Nie wiadomo jednak, czy będą one wystarczające, aby zrekompensować skalę poniesionych kosztów.
***
Cała sprawa jest kolejnym przykładem problemu, który regularnie powraca w Irlandii, bo wielomilionowe projekty publiczne rozpoczynają się od ambitnych zapowiedzi, rozsądnych kosztorysów i zapewnień o skutecznym nadzorze. Następnie pojawiają się opóźnienia, zmiany harmonogramów, wzrost kosztów i kolejne tłumaczenia, dlaczego inwestycja nie przebiega zgodnie z planem. W przypadku Irish Rail szczególnie niepokojące jest to, że nie mówimy o luksusowym dodatku czy projekcie o charakterze wizerunkowym. Chodzi o kluczowy element infrastruktury transportowej państwa. Jednocześnie obecny system zarządzania ruchem kolejowym jest coraz starszy, a przedstawiciele spółki ostrzegają, że jego ewentualna awaria mogłaby doprowadzić do poważnych zakłóceń funkcjonowania kolei.
Irlandia z całą pewnością potrzebuje nowoczesnych inwestycji infrastrukturalnych. Potrzebuje również zaufania mieszkańców, że publiczne pieniądze wydawane są odpowiedzialnie. Historia niedostarczonego systemu za ponad 50 milionów euro pokazuje jednak, że między tymi ambicjami a rzeczywistością wciąż istnieje bardzo kosztowna przepaść.
Bogdan Feręc
Źr. Independent/Irish Examiner
Fot. CC Kabelleger

