Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Pomnik Nieskończonej Cierpliwości, czyli Narodowy Szpital Dziecięcy otworzy się… kiedyś

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Irlandzkie dzieci zyskały właśnie nową, niezwykle cenną lekcję życia, że cierpliwość to cnota, a czas jest pojęciem wysoce relatywnym. Narodowy Szpital Dziecięcy w Dublinie (NCHI), którego saga budowlana ciągnie się już tak długo, że pierwsi potencjalni pacjenci zdążyli prawdopodobnie założyć własne rodziny, zostanie otwarty. Kiedy? To proste: gdy przyjdzie na to odpowiedni czas.

Minister zdrowia Jennifer Carroll MacNeill podczas medialnej wizytacji na placu budowy – transmitowanej ku pokrzepieniu serc przez narodowego nadawcę RTÉ – z rozbrajającą szczerością przyznała, że żadnej konkretnej daty podać nie jest w stanie. Winni są oczywiście inni: powtarzające się opóźnienia ze strony głównego wykonawcy (firmy BAM) oraz wieczna niepewność związana z dostawami.

Wyższa matematyka, czyli dwudziesta próba

Pani minister zapytana o jakiekolwiek realne terminy, błysnęła głębokim, niemal filozoficznym zrozumieniem ludzkiej natury i statystyki. Przyznała wprawdzie, że rząd dysponuje harmonogramem, ale natychmiast ostudziła zapał dziennikarzy, przypominając, że wykonawca zdążył już zignorować dziewiętnaście poprzednich terminów. „Mamy harmonogram”. „Ale czy zostanie on dotrzymany? Skoro doświadczyłeś czegoś 19 razy, czy spodziewasz się, że za dwudziestym będzie inaczej”?

To rewolucyjne podejście do zarządzania publicznymi projektami. Skoro tradycją stało się niedotrzymywanie słowa, a jednocześnie oczekiwanie punktualności byłoby przecież rażącym brakiem szacunku dla obyczajów wykonawcy. Jeszcze w lutym zeszłego roku ta sama minister z optymizmem (bądź wrodzoną przekorą) zapowiadała otwarcie na rok 2026. Dziś, gdy ten rok trwa w najlepsze, narracja uległa subtelnej modyfikacji, a szpital się otworzy, „kiedy będzie to bezpieczne i właściwe”. Trudno o bardziej precyzyjne parametry z ministerialnych ust.

Wojna na rysunki i niedomykające się drzwi

Główny wykonawca, więc firma BAM, nie zamierza jednak pokornie przyjmować roli czarnego charakteru. W oficjalnym oświadczeniu wykonawca odrzucił oskarżenia o chroniczną niesubordynację czasową, nazywając je „nieprawdziwymi i niekonstruktywnymi”. Zdaniem budowlańców, ciągłe przesuwanie terminów to nie ich wina, lecz efekt „zleconych zmian w projekcie”. Do 2026 roku zdążono rzekomo wprowadzić… 25 tysięcy poprawek.

Ta wersja wydarzeń spotkała się z natychmiastowym i stanowczym oporem ze strony Krajowej Rady ds. Rozwoju Szpitali Pediatrycznych. Rada uważa te liczby za wyssane z palca i tłumaczy opinii publicznej, że nanoszenie poprawek na rysunki techniczne to standardowa procedura, a nie „zmiana projektu”. Intencja i funkcjonalność budynku pozostają niezmienne od lat.

W tym biurokratycznym chaosie ministerstwo próbuje tonować nastroje sukcesami logistycznymi:

Pojawiają się jednak drobne mankamenty, które w kontekście placówki medycznej mogą budzić pewien dyskomfort. Państwo odmawia odbioru sal, w których… nie zamykają się drzwi, a systemy wentylacji nie spełniają norm klinicznych. Co więcej, w siedmiu z 22 ultranowoczesnych sal operacyjnych trzeba zerwać i od nowa położyć podłogi. Wykonawca uspokaja: to zupełnie normalne na tym etapie. Ot, drobnostki.

Siedem miesięcy i ponad dwa miliardy euro później

Nawet jeśli wydarzyłby się cud i wykonawca przekazałby państwu klucze do tzw. gorącego bloku (obejmującego OIOM i sale operacyjne), nie oznacza to bynajmniej, że do szpitala wejdą pacjenci. Wtedy dopiero rozpocznie się kluczowy, siedmiomiesięczny okres rozruchu. Urzędnicy i laboranci muszą precyzyjnie skalibrować sprzęt. Tego czasu – jak lojalnie uprzedza ministerstwo – nie da się już bardziej skrócić.

Warto przypomnieć, że cała ta epopeja zaczęła się w głowach planistów w zamierzchłym 1993 roku. Umowę z BAM podpisano ostatecznie w 2017 roku. Wtedy to ówczesny minister zdrowia, a dziś wicepremier Simon Harris parafował kontrakt opiewający na niespełna 983 miliony euro. Dziś szacowany koszt inwestycji przebił już barierę 2,24 miliarda euro.

Pani minister Jennifer Carroll MacNeill, pytana o polityczną odpowiedzialność za ten finansowy i logistyczny rollercoaster, dyplomatycznie ucina temat: „Nie skupiam się na przeszłości. Całą swoją energię poświęcam na to, aby móc uzyskać dostęp do gorącego bloku na odpowiednich warunkach”.

Rzeczywiście, przeszłość bywa bolesna, zwłaszcza gdy kosztuje podatnika grubo ponad miliard euro więcej, niż zakładano. Pocieszający jest jednak fakt, że ostateczna kwota to – według zapewnień rządu – zaledwie „jednorazowy koszt”, stanowiący mniej niż jedną dziesiątą rocznego budżetu zdrowia. Skoro to taka drobna suma, to chyba nie ma o co kruszyć kopii. Szpital w końcu powstanie. Kiedyś.

Bogdan Feręc

Źr. RTE/The Liberal

Fot. Wizualizacja NHCI

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version