„Półprodukt”, czyli próby na żywym organizmie?

Zatwierdzenie szczepionki firmy Johnson&Johnson miało być punktem zwrotnym, przynajmniej tak przedstawiały to władze niektórych państw unijnych, a skończyło się, jak zwykle.

W tym przypadku chodzi o dwie kwestie, więc po pierwsze, ilość dostarczonych do Europy dawek, a po drugie, termin realizacji tej dostawy. Dokładnie 19 kwietnia pierwsza partia szczepionki produkowanej przez Johnson&Johnson dotrze do Irlandii, a w okresie od kwietnia do czerwca, będzie ogółem 600 000 pojedynczych dawek.

To kropla w morzu potrzeb, bo nawet w przypadku Irlandii, ilość wydaje się skromna, jeżeli popatrzymy na okres, w jakim będzie dostarczona.

Bruksela chwali się natomiast, że renegocjowała z Johnson&Johnson kontrakt, co pozwoli na zwiększenie pierwszej partii, a ogółem zwiększenie dostaw do 200 milionów dawek.

Zadowolona jest również Irlandia, bo oznacza to, że w pierwszym okresie, kiedy preparat „J&J” docierać będzie na wyspę i będzie go trochę więcej, niż wcześniej było zaplanowane, a 600 000 jednodawkowej szczepionki, pomóc ma w terminowej realizacji szczepień. Twierdzenia rządu i HSE, opierają się obecnie na deklaracjach UE oraz giganta farmaceutycznego Johnson&Johnson, więc dokładnie tak samo, jak było i jest w przypadku innych producentów, więc Pfizer/BioNTech, Moderna i AstraZeneca, zakontraktowane ilości, wcale nie muszą docierać do Irlandii.

Jednodawkowa szczepionka „J&J”, która uzyskała akceptację Europejskiej Agencji Leków w połowie marca, może być jednak w pewien sposób problematyczna, bo o ile nie wymaga specjalnych warunków transportowania, a później przechowywania, to jej skuteczność jest kontrowersyjna. Badania na ochotnikach ze Stanów Zjednoczonych, RPA i państw Ameryki Południowej wykazały, że preparat Johnson&Johnson jest skuteczny w zapobieganiu zakażeniom koronawirusem, ale tylko w 67 procent przypadków. Wyniki badań klinicznych potwierdziła również Europejska Agencja Leków, która następnie zatwierdziła produkt do użycia w UE.

*

W związku z tym, można chyba użyć stwierdzenia, że ponownie otrzymujemy „półprodukt”, który może nawet chroni, ale tak nie do końca. Nie wiemy również, czy nie stanie się tak, jak miało to miejsce w przypadku szczepionki AstraZeneca, więc nie pojawią się niepożądane efekty uboczne. O tym przekonamy się po próbach na żywym organizmie.

Bogdan Feręc

Źr: Pa Media

Polska-IE: Udostępnij
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian