Na korytarzach Rady Hrabstwa Wicklow rozegrał się spektakl, który rzuca jaskrawe światło na głęboko zakorzenione wypaczenie priorytetów lokalnych polityków. Podczas gdy rdzenni mieszkańcy Irlandii oraz inni podatnicy od lat zmagają się z bezprecedensowym, paraliżującym kryzysem mieszkaniowym, radni z Wicklow zorganizowali debatę zdominowaną przez lament i panikę nad losem beneficjentów ochrony tymczasowej, głównie obywateli Ukrainy.
Zamiast pochylić się nad dramatem własnych obywateli, którzy z powodu braku nieruchomości na rynku i drastycznie wysokich czynszów wypychani są na margines życia społecznego, samorządowcy wolą skupiać całą swoją empatię i energię polityczną na grupie, której rząd centralny zaczyna wreszcie – i tak z ogromnym opóźnieniem – ograniczać bezprecedensowe przywileje.
Zamiast twardego realizmu i obrony interesów społeczności lokalnej, od radnych usłyszeliśmy serię histerycznych ostrzeżeń o nadchodzącym „tsunami problemów”. Impulsem do tej fali politycznego niepokoju stały się rządowe plany stopniowego wycofywania darmowego zakwaterowania i wsparcia finansowego dla Ukraińców. Dyrektor Jackie Carroll oraz starsza dyrektor wykonawcza Meadhbh Quinn przedstawiły raport, z którego wynika, że zmiany w polityce krajowej zmuszą uchodźców do szukania lokali na prywatnym rynku wynajmu.
Fakt, że państwo próbuje normalizować sytuację i oczekuje od dorosłych, często pracujących lub zdolnych do pracy ludzi samodzielności, wywołał wśród radnych niedopuszczalne poruszenie. Radna Melanie Corrigan natychmiast zaczęła ubolewać nad „ciągle zmieniającym się krajobrazem”, jakby konieczność dostosowania się do przepisów, które od dawna duszą zwykłych mieszkańców wyspy, była dla migrantów jakąś szczególną formą niesprawiedliwości.
Najbardziej uderzające jest jednak to, jak dalece radni odkleili się od realiów, którymi żyją ich stali wyborcy. Radna Peir Leonard grzmiała w izbie, że nowa polityka rządu to „polityka rzucania się w przepaść dla ludzi tu mieszkających i ich dzieci”. O kim mówiła radna? Nie o irlandzkich rodzinach, które od pokoleń płacą podatki w Wicklow i nie mogą doprosić się o lokal socjalny. Mówiła o osobach, które przybyły tu niedawno i korzystały z pełnego, darmowego zabezpieczenia socjalnego.
Leonard opisywała też wielokrotne eksmisje i dzieci lądujące na ulicy, domagając się od rządu „mniej bolesnej transformacji”. To zdumiewające, że lokalni urzędnicy wykazują tak dalece posuniętą troskę o komfort obcokrajowców, jednocześnie ignorując fakt, że stały mieszkaniec hrabstwa Wicklow, tracąc dach nad głową, od lat nie może liczyć na żadną, nawet „płynną i bezbolesną transformację”, lecz staje twarzą w twarz z brutalną rzeczywistością bezwzględnego rynku najmu.
Prawdziwy obraz intencji lokalnych decydentów odsłoniła jednak dyskusja na temat systemowych przywilejów. Radna Erika Doyle wyraziła głębokie zaniepokojenie faktem, że nowy program ochrony pozwoli niektórym Ukraińcom na oficjalne zapisanie się na listy osób ubiegających się o mieszkania socjalne. Jej obawa nie wynikała jednak z faktu, że doprowadzi to do drastycznego wydłużenia kolejek dla ludzi, którzy na własny kąt czekają latami, a o to, czy rada otrzyma dodatkowe fundusze i wsparcie, by sprostać napływowi nowych wniosków.
Samorządowcy zdają się nie dostrzegać, że dopuszczenie tysięcy nowych osób do drastycznie ograniczonego zasobu komunalnego to bezpośrednie uderzenie w najuboższych obywateli Irlandii. Choć dyrektor Jackie Carroll uspokajała, że obecnie te osoby nie kwalifikują się jeszcze masowo na listy i mogą korzystać „jedynie” z dodatku do czynszu, to jednocześnie przyznała, że na rynku po prostu nie ma wolnych nieruchomości. To rodzi oczywiste pytanie, którego radni bali się zadać: dlaczego w obliczu absolutnego braku mieszkań, władze lokalne marnują czas i środki zespołu ds. integracji (LAIT) na intensywne wsparcie prawne, językowe i finansowe dla jednej grupy, zamiast ratować załamujący się rynek dla wszystkich?
Zamiast twardej i pragmatycznej postawy radni Wicklow wolą stawiać się w roli bezradnych ofiar systemu, jednocześnie sankcjonując uprzywilejowanie migrantów. Carroll otwarcie przyznała, że hrabstwu grozi „ukryta bezdomność”, ponieważ rada nie jest w stanie zapewnić lokali. Jednocześnie z raportu wynika, że wielu migrantów doskonale radzi sobie finansowo, pracuje i mogłoby pozostać w obecnych domach, gdyby płacili obniżone stawki, które i tak sukcesywnie spadają z 600 do 400 euro miesięcznie.
Mimo to radni wolą tworzyć wokół nich aurę permanentnej kryzysowości. Szokujące podsumowanie debaty zaprezentowała radna Corrigan, która ubolewała, że ograniczenia czasowe uniemożliwiły przeprowadzenie pełnej, wielogodzinnej dyskusji nad tym problemem, a to już jawna kpina z wyborców. Radni mają czas na strategiczne debaty w ramach Forum Integracji Społeczności i budowanie długofalowych strategii integracji migrantów, ale nie znajdują go na skuteczną walkę z kryzysem dotykającym stałych mieszkańców Irlandii.
Postawa władz Wicklow pokazuje, że lokalne elity polityczne wolą bronić interesów zewnętrznych beneficjentów pomocy społecznej, traktując własnych obywateli jak petentów drugiej kategorii, którzy mają w milczeniu znosić skutki tej skrajnie nieodpowiedzialnej polityki.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC P L Chadwick

