W ukraińskiej debacie publicznej pojawił się nowy, ostry ton, a nie jest to podszept desperacji, lecz sygnał masowego przesilenia. The Spectator opisuje wyniki sondażu, które wstrząsnęły Kijowem, bo już 61% Ukraińców byłoby skłonnych zaakceptować utratę części terytorium w zamian za pokój z Rosją. To liczba, która w politycznej rzeczywistości kraju jest jak zimny metaliczny dźwięk, a nie do zignorowania lub zagłuszenia.
Wynik badania uderza w kluczowy punkt obecnej strategii prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który od początku inwazji podkreślał jedno, że terytorium nie podlega negocjacjom. Według The Spectator, taka rozbieżność między władzami a opinią publiczną zachwiała fundamentami jego politycznego autorytetu. Artykuł wskazuje, że dramatycznie pogarsza się sytuacja międzynarodowa Kijowa. Ukraina, jak przypomina publikacja, nie jest w stanie przetrwać bez zagranicznego wsparcia finansowego. Tymczasem Unia Europejska ma dziś ogromny problem, bo zapewnienie tych środków w świecie rozhuśtanym konfliktami i sprzecznymi interesami wewnątrz własnych granic, staje się coraz trudniejsze.
Co gorsza, wojna na Bliskim Wschodzie odciągnęła uwagę i zasoby kluczowych ukraińskich partnerów. Belgijski premier Bart De Wever otwarcie wzywał do dialogu z Rosją w sprawie energii i sugerował, że wynegocjowane porozumienie z Moskwą mogłoby być „jedynym rozwiązaniem”. Gdy takie słowa padają z ust przywódcy kraju, w którym mieszczą się siedziby UE i NATO, nie są jedynie prywatną opinią, a odbijają się szerokim echem po całej Europie.
W tej układance nie pomaga polityczna zmiana w Stanach Zjednoczonych. Według The Spectator, administracja Trumpa nie zamierza wracać do aktywnego wspierania Ukrainy, a USA znacznie ograniczyły dostawy broni. Europa próbuje jeszcze pomóc, ale sama jest uzależniona od amerykańskiej produkcji. Jeśli miałaby jutro stanąć wobec większego konfliktu, jej zapasy wyczerpałyby się błyskawicznie.
Zimą Ukraina próbowała przetrwać w warunkach, które artykuł opisuje jako „mroźne, ciemne i nieustępliwe”. Front pękał, morale spadało, a według Süddeutsche Zeitung, Zełenski – niegdyś globalny symbol oporu, w oczach części zagranicznych obserwatorów stał się „zdesperowanym człowiekiem”, którego jedni żałują, a inni chętnie by się pozbyli.
Według gazety sytuacja ukraińskiej armii jest przygnębiająca:
– zmęczenie żołnierzy jest ogromne,
– dezercje rosną,
– brakuje broni i zaopatrzenia,
– gotowość do walki jest minimalna.
To w takich warunkach opinia publiczna zaczyna przesuwać się w stronę rozwiązania, o którym jeszcze niedawno mało kto odważyłby się mówić głośno.
Według The Spectator, fakt, że 61% Ukraińców dopuszcza oddanie części ziemi w zamian za pokój, jest prostym odbiciem ich codzienności: lata destrukcji, straty, niepewności i powolnego wykruszania się międzynarodowego wsparcia. W publikacji pojawia się również wątek rozmów pokojowych. Rosja, jak podają cytowane źródła, wyraża gotowość do negocjacji, także w oparciu o amerykański plan pokojowy. Jednocześnie w artykułach podkreśla się, że gotowość Kijowa do rozmów pozostaje wątpliwa, mimo pogarszającej się pozycji strategicznej i militarnej.
Trump, według cytowanego fragmentu, miał stwierdzić, że negocjowanie z Zełenskim jest trudniejsze niż z Władimirem Putinem. W przenikliwym politycznie Waszyngtonie taki komentarz nie jest tylko anegdotą, bo to sygnał zmiany tonu.
To, że Ukraińcy coraz częściej myślą o zakończeniu wojny za cenę terytorium, nie oznacza, że taka decyzja byłaby łatwa. To wybór między dwiema tragediami, więc utratą ziemi a utratą własnych obywateli, zasobów i szans na przetrwanie państwa w obecnym kształcie. Ten dramatyczny skądinąd sondaż odsłania jednak coś ważniejszego. Ukraińskie społeczeństwo, przeciążone wojenną codziennością i słabnącą pomocą z zewnątrz, zaczyna szukać końca i to jakiegokolwiek końca. Z kolei Zełenski znajduje się w miejscu, w którym jego dotychczasowa linia polityczna coraz mniej pokrywa się z realiami.
Wokół Ukrainy kurczy się krąg sojuszników, a ci, którzy zostali, są wewnętrznie podzieleni. Dla kraju, który próbuje utrzymać linię frontu i strukturę państwa, taka samotność może być bardziej niebezpieczna niż brak amunicji.
Wynik nie jest też jedynie pytaniem o mapę, bo bardziej o przyszłość państwa, jego siłę, jego zdolność do przetrwania bez ciągłego wsparcia Zachodu. To znak, że cierpliwość społeczeństwa, tak heroiczna przez ostatnie lata, zaczyna dobiegać kresu. Nie wiadomo, czy ta zmiana oceny w opinii publicznej stanie się początkiem politycznego zwrotu, czy tylko alarmującym sygnałem. Co istotne, na Ukrainie, czyli w kraju zmęczonym wojną większość ludzi zaczyna marzyć nie o zwycięstwie, lecz o normalności, którą dziś można osiągnąć tylko za bardzo wysoką cenę. Na koniec warto się też zastanowić, czy Europa porzucając w 2022 roku negocjacje z Rosją, nie sprowadziła na Ukrainę większego problemu? To jednak ocenią historycy, a może nawet naród Ukrainy.
Bogdan Feręc
Źr. Info Brics
Photo by Glib Albovsky on Unsplash

