Podatki są, czy nie są potrzebne?

Ze szkolnych lat pamiętam, że czasach, w których się wychowywałem i brałem nauki, pojęcie podatków obce było ustrojowi socjalistycznemu, a w tym żyłem 18 lat.

To oczywiście było dobre, ale nie było prawdą, bo państwo zabierało swoją część, nie zaprzątając tym głowy obywatelom, co też było słuszne, jak i odejście w niebyt całego systemu politycznego tamtego okresu. Idąc śladami historii, lubię przywoływać czasami słowa brytyjskiej premier Margaret Hildy baronessy Thatcher, która stwierdziła kiedyś, że „za przywilej mieszkania w Wielkiej Brytanii powinno się płacić”.

To zdanie tyczyło bezpośrednio opodatkowania, a sama Thatcher była zwolenniczką podatku liniowego, o czym niewiele osób dzisiaj pamięta, jednak w kilku jej biografiach, można dotrzeć do tej informacji. Toczyła też boje z członkami prowadzonej przez siebie Partii Konserwatywnej, którzy sprzeciwiali się wprowadzeniu jednej stopy podatkowej dla wszystkich, a przekonywano wówczas, że bogaty, nie może płacić takiego samego podatku, jak biedak.

A dlaczego nie? W tym zakresie akurat poglądy Pani Thatcher i moje są zbieżne, bo jaki cel ma karanie osób zarabiających więcej, czyli nakładanie na nich wyższych obowiązków fiskalnych? To akurat uważam za niesprawiedliwe, co oznacza, że jestem zwolennikiem podatku liniowego.

Sam podatek liniowy jest opodatkowaniem wymagającym, a to dlatego, że zmusza zarządzających państwowymi pieniędzmi do odpowiedniego nimi gospodarowania, więc każdy ich błąd, ma potencjalne odbicie w całej puli finansowej kraju. To tylko tak na marginesie, bo obecnie obowiązujące systemy opodatkowania maskują błędy polityków, więc mogą oni właściwie bezkarnie szastać pieniędzmi z danin i nikt się nie połapie, gdzie tak naprawdę znikają budżetowe walory.

Można też dojść do przekonania, a to wynika z ogólnego trendu narzekania, że podatki są zbyt wysokie, wyciągają nam z kieszeni zbyt wiele ciężko zarobionych pieniędzy i idą na polityków, a ci nic nie robią, choć pławią się w luksusach. No dobrze, przyjmijmy teraz, że podatki zostały zniesione, co stworzyło w Irlandii wyspę szczęśliwości, bo nagle wzrosły nasze pensje i mamy dodatkową kasę na różnego typu uciechy. Możemy nagle iść trzy lub cztery razy w tygodniu do pubu, nie musimy kupować w dyskoncie spożywczym, bo zaopatrywać się w delikatesach, a jak komuś przyjdzie fantazja, to może nawet jechać z Galway do Dublina na zakupy, bo kto bogatemu zabroni?

Ma pieniądze, więcej pieniędzy, to może się nimi rozrzucać do woli.

Ale, ale, nie możemy zapomnieć, że bez podatków, kraj szczęścia wspólnego nie będzie już państwem, które znamy obecnie, bo bez danin publicznych, nie będzie też polityków, co akurat nie jest niczym dramatycznym, ale nie ma również Gardy, służby zdrowia, czy szkół. Tzn. może nie w dosłownym tych słów znaczeniu, gdyż zawsze istniały szpitale prywatne, więc takie będą, jednak już na wstępie trzeba będzie sowicie wstrząsnąć trzosem, by doktor zechciał spojrzeć na toczone chorobą ciało. Jeszcze gorzej stanie się w przypadku chorób przewlekłych, bo tych, bez dotacji państwowej, nie będzie opłacało się leczyć, czyli trup na ulicach słać będzie się gęsto. Nie będzie policji, nie będzie przestrzegania prawa, a stanie się anarchia i nie są wtedy wykluczone walki o władzę nad miastami, wsiami, a może nawet nad pojedynczymi ulicami. Będą, bo nie będzie rządu, który trzymałby to wszystko za twarz. Nie będzie też systemu szkolnictwa, który znamy obecnie, więc roje analfabetów i niedouków przemierzać będą ulice każdego z miast.

Nie będzie podatków, nie będzie również systemu ochrony socjalnej, więc tracąc zatrudnienie, trzeba będzie liczyć na odłożone wcześniej pieniądze lub pomoc rodziny. Tak samo stanie się w przypadku emerytów, bo albo będą pracować do zgaśnięcia, albo staną się utrzymankami rodzin.

Już tylko na tych kilku banalnych przykładach widać, że podatki są potrzebne i ważne jest, by je opłacać, ale można się zżymać na ich wysokość, bo czasami człowieka aż boli, że tyle musi oddać fiskusowi.

W dzisiejszych rozważaniach podatkowych należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt naszego życia, więc brak kontroli nad pieniędzmi, które w postaci opodatkowania nam się odbiera, a nie mówię tu o kontroli właściwych temu lub innemu z urzędów, a naszej kontroli własnej. Teraz niech każdy w domowym zaciszu odpowie sobie, kiedy ostatni raz spotkał się z lokalnym radnym, posłem lub senatorem i tegoż zapytał, na co wydano pieniądze z opodatkowania domu lub pensji? Co ciekawe, mamy do tego pełne prawo, bo jako rezydenci Republiki Irlandii, również podatkowi, otrzymaliśmy przywilej wybierania władz lokalnych, a te w naszym imieniu zarządzają pieniędzmi miejskimi. Skąd są te pieniądze? Pochodzą z wpływów za opłaty parkingowe, za płatne miejskie odcinki autostrad, podatków za domy oraz przedszkola i można tego wymienić jeszcze sporo, ale kto sprawdził, na co te pieniądze zostały przeznaczone? Może znajdzie się w miastach kilkadziesiąt lub nawet kilkaset osób, które to zrobiły, ale raczej nie jest to element napływowy, czyli imigranci zarobkowi. Ci nie wiedzą nawet, przynajmniej takie odnoszę wrażenie, że mogą głosować w wyborach na radnych miejskich, a jak wiedzą, to nie są tym zainteresowani.

Tak dochodzimy do skarbca Ministerstwa Finansów, a tym, to już żaden zwykły człowiek się nie interesuje, bo twierdzi, iż nie ma takich możliwości. Oj ma, ma i to całkiem spore i wystarczy zapoznać się z publikowanym corocznie raportem o stanie państwowej kasy, żeby wiedzieć, że politycy wydali więcej, niż mogli, czyli pozostawili dziurę budżetową.

Politycy, a tych oskarża się, że darmozjady, że siedzą i nic nie robią i że nie powinni tyle zarabiać, bo za gadanie i przekomarzanki, nie powinno się brać takiego wynagrodzenia. Podnosi się wtedy larum i mówi o obniżeniu pensji posłów, senatorów oraz ministrów, ale patrząc trzeźwo na tę kwestię, powiedzmy sobie szczerze, że roczne zarobki parlamentarzystów i członków gabinetu razem wzięte, w porównaniu do ogólnych wydatków kraju, stanowią mikroskopijną część pieniędzy, jakie przeznacza się na inne cele.

Konkluzja może być w takim przypadku tylko jedna, podatki są potrzebne, chociaż mogłyby być nieco niższe, a na dodatek w mojej ocenie każdy powinien płacić taki sam procent od zarobionych pieniędzy.

Byłbym zapomniał, a to też mnie doprowadza do szału, czyli nasze emerytury, także opodatkowane. Można tu zakląć soczyście, bo na emerytury odkładamy pieniądze z opodatkowanych zarobków, robimy to w formie podatku, a na jesień życia, płacimy podatek od wypracowanej i odłożonej opodatkowanej wcześniej emerytury.

Z tymi podatkami też jest śmiesznie, a może bardziej śmieszy mnie zwrot „unikanie podwójnego opodatkowania”, ale spójrzmy na to ze strony fiskusa. Idziemy do roboty, zarabiamy pieniądze, żeby mieć na życie, od tych wypracowanych płacimy podatek i wydajemy je następnie w sklepie, gdzie też płacimy podatek. To, czego akurat nie uda nam się przehulać, odkładamy na koncie bankowym i od tych pieniędzy też płacimy podatek, a jak zechcemy zapłacić za coś pieniędzmi z oszczędności, opodatkowanymi już dwa razy, płacimy kolejne podatki, czyli zaklęty krąg trwa i trwać będzie do czasu, aż ktoś nie wymyśli koła po raz drugi i powie, że podatki znikają. Będzie to wtedy przejście do ustroju socjalistycznego, który nawiasem mówiąc, powoli zaczyna pojawiać się w Europie.

Bogdan Feręc

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Bułgaria stawia uch
Życzenia z okazji D
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
Zapraszamy na koncert Dory Goli. Więcej informacji>>>

EnglishGaeligePolskiУкраїнська
Zapraszamy na koncert Dory Goli. Więcej informacji>>>