Początek irlandzkich problemów już się rozpoczął

Dominacja tematów związanych z koronawirusem widoczna jest na każdym kroku, ale mało kto wspomina o samej gospodarce, co jest zastanawiające w świetle tego, co się z nią stało.

Wielu przedsiębiorców ma nadzieję, że z czasem, wrócą do swoich biznesów, a i powrócą do nich klienci. W dużej części tak właśnie się stanie, ale po pierwsze obawy o przyszłość, kierować będą decyzjami nabywców, czyli prawdopodobnie zaczną oszczędzać, a po drugie, pozostanie spora ilość bezrobotnych, którzy zmuszeni będą przetrwać za 203 € na tydzień.

To wpływać będzie na wysokość obrotów, więc i dochody firm, a co za tym idzie, na utrzymujący się stosunkowo wysoki poziom bezrobocia, bo mała ilość klientów, nie pozwoli zwiększyć zatrudnienia.

Naczynia połączone, jakimi są wszelkie wydarzenia gospodarcze, wpływają zarówno na zamożność mieszkańców państw, jak i na poziom zatrudnienia, więc i siłę nabywczą poszczególnych gospodarstw domowych. To z kolei odzwierciedla moc rynku wewnętrznego, czyli również, jego zdolność pokrycia zapotrzebowania. O ile popyt się zmniejsza, zmniejsza się też podaż, co jest zabiegiem mającym uchronić przedsiębiorstwo przed nadmiernymi wydatkami, a w konsekwencji przed stratami.

Takie zjawisko pociąga za sobą kolejne kroki, a chodzi tu o zmniejszenie się oferty asortymentowej, która w Irlandii jest i tak uboga.

Obecnie karmieni jesteśmy przez rząd prognozami na najbliższe miesiące, a te mają uchronić nas przed popadaniem w depresję, bo ma się wtedy nadzieję na odbudowanie gospodarki, a i zmniejszenie do akceptowalnego poziomu stopy bezrobocia. Nikt nie mówi jednak, że po ominięciu tej rafy, czyli koronawirusa, na horyzoncie widać już kolejną, chociaż obecnie zasłonięta jest chwilowo mgłą pandemii. Tak, mówię tu o brexicie, a ściśle rzecz ujmując o wyjściu Wielkiej Brytanii z unii celnej, co w przypadku bez umowy, będzie tzw. wstrząsem wtórnym dla Zielonej Wyspy, a geolodzy potwierdzą, że ten niekiedy jest silniejszy, niż wstrząs główny.

Mamy teraz, pozostając przy nazewnictwie sejsmologicznym, wstrząsy przepowiadające, które nikną nam w gąszczu wstrząsów pandemicznych. Rozmowy handlowe pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytanią są w formie szczątkowej i nie ustalono w tym zakresie niczego, co mogłoby dać podstawy, iż uda się przejść przyszły gospodarczy rok, suchą stopą. W mojej ocenie nałożone na siebie zjawiska pandemicznej degrengolady ekonomii Irlandii oraz brexitu, dadzą nam zjawisko głębokiego kryzysu, który bez odpowiednich działań osłonowych rządu, przyczyni się tylko do upadku kolejnych przedsiębiorstw i wzrostu bezrobocia.

Ważne jest, że prognozy o irlandzkiej stopie bezrobocia na ten i przyszły rok, a mówi o tym zarówno Unia Europejska i gabinet w Dublinie, są ostrożnie optymistyczne, jednak ja nie widzę w nich uwzględnienia wpływu brexitu na ekonomię naszej wyspy.

Teraz wystarczy wrócić do słów premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona, a wypowiedział je niedawno, bo w ubiegłym tygodniu, iż nie będzie granicy celnej pomiędzy Wielką Brytanią a Irlandią Północną, co z kolei nakłada na Republikę wiele nowych zadań. Granica, niezależnie od wcześniejszych umów i zapewnień, będzie musiała powstać na 500-kilometrowym odcinku dzielącym obie Irlandie, więc nijak ma się to do twierdzeń o pasie przygranicznym, wolnym od kontroli celnych. O ile towary z Wielkiej Brytanii przybywać będą drogą lotniczą lub morską do Irlandii Północnej, to nie zostaną opodatkowane, ale tylko wtedy, jeżeli tam pozostaną. W innym przypadku, czyli po przekroczeniu granicy z Republiką, nałożone na ten towar zostaną cła, a wydaje się, że wysokie, czyli zgodne z przepisami Światowej Organizacji Handlu. To w pierwszym okresie podniesie ceny detaliczne na towary z UK, a następnie doprowadzi do zamierania handlu na tym kierunku.

Irlandia może oczywiście próbować chronić się przed takim zjawiskiem, czyli zdywersyfikować łańcuchy dostaw, jednak prace w tym kierunku wstrzymał wybuch pandemii koronawirusa, i jak nie byliśmy gotowi na pełny Brexit w styczniu, tak nie jesteśmy na ten przygotowani obecnie.

Chciałbym się mylić, ale mam przekonanie, że prognozy bezrobocia, jakie ma być obserwowane w końcówce tego roku i w roku przyszłym, są mocno niedoszacowane, a i irlandzka gospodarka będzie w gorszej kondycji, niż przedstawia się to obecnie. Nie widzę obecnie żadnych podstaw ekonomicznych do tak optymistycznych przewidywań Dublina, bo tych najzwyczajniej w świecie nie ma. Wróćmy teraz do słów ministra finansów Paschala Donohoe, który powiedział, że deficyt budżetowy wyniesie w tym roku 30 mld €. Pytam więc: W jaki sposób wyjście Brytyjczyków z unii celnej, bez umowy, wpłynie korzystanie na braki w irlandzkiej państwowej kasie, a i pomoże w rozwinięciu ekonomicznym kraju, odciętym od rynku, z którym bardzo głęboko współpracował?

Na koniec tylko jedno, czyli dziura budżetowa w wysokości 30 mld €. Ta nie zniknie 1 stycznia 2021 roku, ale o tym już nikt nie wspomina.

Bogdan Feręc

Polska-IE: Udostępnij...
Czy wiecie, że...
Rząd nie chce przys
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish