Piotr Słotwiński: Pożegnanie z gotówką

Niedawno uświadomiłem sobie że co najmniej od roku, czy to będąc w Irlandii czy w Polsce, ani razu nie zapłaciłem gotówką. Pieniądz którego używam jest już w całości elektroniczny, nawet przy tak drobnych płatnościach jak przejazd taksówką lub autobusem. Czy to dobrze? Jak to mawiał klasyk, są tego plusy dodatnie i plusy ujemne…

Zacznijmy od tego, że obecny pieniądz czy to wyrażony w materialnych znakach jak banknot lub moneta czy też istniejący jedynie jako elektroniczny zapis na naszym bankowym koncie, ma jedynie wartość umowną. Mamy, oczywiście w bardzo dużym uproszeniu, pewną umowę społeczną że dany towar posiada swoją równowartość wyrażoną w tej czy innej walucie. Rzeczywista wartość materialnie istniejących znaków pieniężnych, bez wspomnianej umowy społecznej, jest warta tyle ile materiał użyty do ich produkcji, czyli zadrukowany papier lub ten czy inny metal a nawet plastik. Jeszcze raz podkreślam że piszę to w dużym uproszczeniu.

Pieniądz elektroniczny podlega tym samym prawom, tyle – że jest znacznie tańszy “w produkcji” bo nie posiada swojej materialnej formy. Jest również znacznie wygodniejszy w użyciu, łatwo umożliwiając zakupy internetowe czy szybkie płatności w sklepie za pomocą karty a ostatnio coraz częściej również telefonem i zegarkiem. Trudniej też o fałszerstwa które w Irlandii ciągle mają miejsce, stąd m.in. taka obsesja przed przyjmowaniem banknotów w wyższych nominałach niż 50 euro, pomimo że są one legalnym środkiem płatniczym również na Zielonej Wyspie. Swoją drogą, najchętniej chyba fałszuje się tutaj banknoty 20 eurowe: nikt im nie przygląda się tak jak 50-tkom a fałszowanie niższych nominałów jest już średnio opłacalne.

Pieniądz papierowy ma jednak pewną wyjątkową cechę: umożliwia zachowanie pewnej anonimowości przy płaceniu za towary i usługi lub też łatwo pozwala ukryć część dochodów przed coraz bardziej pazernym fiskusem. Ba, spotkałem się nawet z kolejną spiskową teorią że cała ta koronowirusowa pandemia została wywołana po to, żeby wycofać używanie papierowych pieniędzy i umożliwić całkowite przejście na płatności bezgotówkowe. Faktycznie, sporo miejsc chyba nie do końca legalnie wywiesiło kartki że przyjmują wyłącznie płatności kartą. Wytłumaczenie pozornie oczywiste: bo na banknotach przechodzących z rąk do rąk łatwo o wirusy. Pewnie tak, tyle że za większe zakupy i tak nie da się zapłacić /bez/dotykowo, trzeba włożyć kartę do czytnika i wklepać pin, co przed nami zrobiło tego dnia pewnie wielu innych klientów a dezynfekcja tego sprzętu po każdym kliencie jest oczywiście fikcją.

No dobrze, ale skąd te obawy przed przejściem na system całkowicie bezgotówkowy? Z jednej strony jak wspomniałem, trudno w takim systemie zachować anonimowość przy płatności za towar lub usługę. To prawda, ale nie do końca. Ludzie są bardzo kreatywni i jak mawiał klasyk: “na każdą technikę jest inna technika”. Pomimo że rządy poszczególnych państw starają się to ograniczać, jak grzyby po deszczu wyrastają mniej lub bardziej wiarygodne instytucje finansowe które wydają anonimowe prepaidowe karty płatnicze, które można zasilać środkami za pomocą kodów nabytych w sklepach, itp. Oczywiście korzystanie z takich kart wiąże się często z opłatami wyższymi niż za te standardowe, wydane przez banki i przypisane do naszego konta, no ale – anonimowość kosztuje.

Druga kwestia, które wiąże się zresztą z pierwszą, to chęć unikania opodatkowania. Doświadczeń z Irlandii nie mam /co nie znaczy że ludzie tak nie robią/ ale z Polski – tak, gdzie nie raz spotkałem z takimi kombinacjami. O ile przy płatności za towar sprawa jest jasna: chcemy mieć potwierdzenie zakupu w razie ewentualnej reklamacji i żadna firma tego nie obejdzie, to z usługami jest zgoła inaczej. Z reguły firmy lub raczej osoby prowadzące własną działalność gospodarczą żądają wpłaty zaliczki na bankowe konto ale później przy płatności za całość usługi – zdecydowanie preferują gotówkę, nie śpiesząc się z wystawieniem faktury. A kiedy nie da się przekazać gotówki z rąk do rąk – spotkałem się kilka razy z prośbą o zapłatę przekazem pocztowym: pieniądze trafiają do odbiorcy a śladu transakcji na jego rachunku bankowym – nie ma.

Oczywiście rozumiem niechęć do dzielenia się zyskami z fiskusem ale przy działalności gospodarczej będzie to coraz trudniejsze. Weźmy takie komunistyczne Chiny: wolność gospodarcza jest tam, jak mi się wydaje, znacznie większa od tej w Polsce czy w Irlandii. Widziałem /oczywiście na YT/ babcie sprzedające na ulicach wielkich miast gruszki i pietruszki, nie niepokojone przez jakiś tamtejszy odpowiednik straży miejskiej. Tyle że praktycznie nikt tam już nie używa gotówki. Ludzie płacą telefonami wcześniej skanując indywidualny kod QR, który każda z babć miała wydrukowany na kartce papieru – i już. I wilk syty i owca cała: babcia zarobi swoich kilka juanów a fiskus pobierze dolę. Można? Można.

I taka u nas będzie przyszłość. Płatności będą nie tylko elektroniczne, bo to mamy już teraz, ale po prostu mobilne. Najprawdopodobniej nawet fizyczne karty płatnicze w ciągu kolejnej dekady przestaną istnieć. Sam już jedną z kart których używam mam całkowicie wirtualną, bez jej fizycznego odpowiednika. Wkrótce być może będziemy się obchodzili nie tylko bez gotówki ale i bez kart, ich czytników, itp. Wystarczy telefon i indywidualny kod QR, kto wie – może nawet “dla wygody” na stałe umieszczony na ciele, o czym już 2 tysiące lat temu ostrzegała Biblia: “…i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia.” /Apokalipsa św. Jana 13:17/. Zdumiewające: jeszcze nia tak dawno był to tylko niejasny i kompletnie hermetyczny tekst, dzisiaj – nagle nabiera cech bardzo dużego prawdopodobieństwa. I jak widać nie trzeba nikomu wszczepiać żadnego chipa, kod QR wystarczy.

Ale może wcale nie będzie tak źle, bo jak wspomniałem – ludzie są kreatywni. W najgorszym razie zatoczymy koło i wrócimy do handlu wymiennego: ja Ci pomaluję mieszkanie a Ty dasz mi worek warzyw ze swojego ogródka. Ktoś inny zmieni koła w moim aucie a Ty go modnie ostrzyżesz. Itd., itp. Najprawdopodobniej będzie jeszcze inaczej: owszem, zejdziemy z płatnościami do podziemia ale przy wykorzystaniu technologii: zamiast wirtualną walutą będziemy płacili równie wirtualną kryptowalutą. Jakkolwiek nie będzie, będzie ciekawie a my mamy ten wątpliwy przywilej życia w ciekawych czasach.

Na wszelki wypadek we wszystkim warto zachować zdrowy rozsądek. Pieniądze, nawet te tylko elektroniczne, lepiej trzymać w kilku miejscach. Może warto kupić trochę metali szlachetnych? No i koniecznie trzeba pomyśleć o własnym ogródku: naprawdę niewielkie poletko wystarczy do wyżywienia człowieka na diecie jarskiej. No i zawsze będzie można sprzedać wyhodowaną marchewkę, buraki i czosnek. Jak nie za wymienną usługę, to za pomocą kodu QR…

Autor: Piotr Słotwiński 

Źr: piotrslotwinski.com

Polska-IE: Udostępnij
Wybory w USA. Kto le
Przedświąteczne po