To nie była zapowiedź ani teoria z rządowych prezentacji, bo to już się wydarzyło i tysiące pracowników odczuło realną różnicę w swoich wypłatach, gdy z ich wynagrodzeń zaczęto potrącać składki na nowy obowiązkowy system emerytalny My Future Fund.
Setki tysięcy zatrudnionych objętych zostało automatycznym zapisem do programu, a pierwsze potrącenia pojawiły się na kontach tuż po rozpoczęciu roku. Łącznie ponad 760 tysięcy pracowników, spełniających kryteria wiekowe i dochodowe, musiało pogodzić się z faktem, że ich pensja netto stała się wyraźnie niższa. Średnio było to około 15 euro tygodniowo. W przypadku pracownika zarabiającego przeciętnie około 52 200 euro rocznie składka na My Future Fund wyniosła około 1,5 proc. wynagrodzenia brutto. W skali roku oznaczało to stratę rzędu 783 euro netto. Dla wielu osób nie była to kwota abstrakcyjna, lecz bardzo konkretna dziura w domowym budżecie.
Jednocześnie każda wpłata pracownika została automatycznie powiększona o podobną składkę ze strony pracodawcy. Do systemu dołożyło się także państwo, które przekazywało 1 euro za każde 3 euro wpłacone przez pracownika. Mechanizm ten miał sprawić, że nawet niewielkie potrącenia z pensji przełożyły się na realne oszczędności emerytalne.
Nowy system przyciągnął również osoby, które nie kwalifikowały się do automatycznego zapisu. W pierwszym miesiącu funkcjonowania My Future Fund ponad 5 tysięcy pracowników zapisało się do niego dobrowolnie, mimo że nie spełniali kryteriów wieku lub dochodu. Automatycznym zapisem objęto natomiast wszystkich pracowników w wieku od 23 do 60 lat, a zarabiających powyżej 20 000 euro rocznie i nieuczestniczących wcześniej w żadnym pracowniczym programie emerytalnym.
Po pojawieniu się pierwszych niższych wypłat doradcy finansowi apelowali o rozwagę. Specjaliści z firmy Gallagher ostrzegali przed pochopną rezygnacją z programu, która mogłaby oznaczać utratę długoterminowych korzyści. Jednocześnie przypominali, że osoby, które uznały składki za zbyt dużym obciążenie, nadal miały prawo do rezygnacji. Rzeczniczka działu usług finansowych Gallagher Teresa Bruen podkreślała, że dla wielu z 760 tysięcy pracowników automatycznie zapisanych do systemu był to pierwszy realny krok w stronę odkładania na emeryturę. Zwracała uwagę, że początkowe składki były relatywnie niskie, a mimo to umożliwiały budowanie kapitału przy wsparciu pracodawcy i państwa.
Jak zaznaczała, szczególnie pracownicy o niskich dochodach mogli odczuwać, że zwyczajnie nie stać ich na dodatkowe potrącenia. Jednocześnie to właśnie dla nich My Future Fund mógł okazać się jedyną szansą na systematyczne gromadzenie oszczędności emerytalnych.
Eksperci wskazywali również na znaczenie programu dla osób pracujących w niepełnym wymiarze godzin. Pracownicy ci, często pomijani przez tradycyjne zakładowe programy emerytalne, zyskali możliwość dobrowolnego przystąpienia do systemu.
Okres rezygnacji z programu został ustalony na sześć do ośmiu miesięcy od momentu automatycznego zapisu. Osoby, które zdecydują się na wycofanie, otrzymywały zwrot własnych składek, jednak wpłaty pracodawcy i państwa pozostawały na ich koncie w funduszu. Co więcej, pracownicy, którzy opuścili program lub zawiesili wpłaty, mieli być automatycznie ponownie zapisani po dwóch latach, o ile nadal spełniali warunki uczestnictwa.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Jakub Żerdzicki on Unsplash

