Scena polityczna przypomina obecnie materiał, który pod wpływem rosnącej temperatury zaczyna przybierać niepokojące kształty. Podczas gdy szef rządu próbuje studzić emocje i zapowiada hamowanie podwyżek, z gabinetu płyną jednoznaczne sygnały, a sugerujące, że portfele kierowców wkrótce opustoszeją.
W efekcie mieszkańcy Irlandii otrzymują dwa sprzeczne komunikaty: jeden ma uśpić obawy przed zbliżającą się drożyzną na stacjach paliwowych, drugi zaś brutalnie przypomina o budżetowych realiach. Ta dwugłosowość nie jest jedynie subtelną różnicą zdań, lecz wyraźnym sygnałem wewnętrznego napięcia wokół decyzji o kluczowym znaczeniu dla portfeli milionów rodzin.
Oficjalnie wstrzymanie pierwszej transzy powrotu do wyższych stawek podatkowych pozostaje na razie w sferze deklaracji premiera, bo formalne procedury nie weszły jeszcze na etap prac legislacyjnych. Stanie się to dopiero za kilka dni, kiedy parlament, a zwołany w trybie nadzwyczajnym z letniej przerwy, przegłosować ma odpowiednie rozporządzenie.
Tymczasem minister przedsiębiorczości Peter Burke publicznie wskazuje, że obecny stan zawieszenia jest sytuacją tymczasową i nie może trwać bez końca. Zamiast czekać na ostateczne rozstrzygnięcia, przedstawiciel resortu głośno mówi o konieczności powrotu do wyższych obciążeń podatkowych, podbijając rynkowy niepokój i budując grunt pod nadchodzące podwyżki.
Trudno nie dostrzec, że polityka cenowa stała się obszarem wyjątkowo wrażliwym. Decyzje o obniżeniu akcyzy o kilkanaście lub kilkadziesiąt centów na litrze benzyny i oleju napędowego były bezpośrednią reakcją na falę społecznego niezadowolenia. Poważne utrudnienia w dystrybucji, blokada rafinerii i masowe protesty pokazały, jak szybko rosnące koszty transportu potrafią przełożyć się na kryzys o skali ogólnokrajowej. Wprowadzony wówczas pakiet osłonowy opiewający na kwotę 750 milionów euro miał być małą stabilizacją w trudnym okresie, jednak dziś staje się poważnym obciążeniem dla państwowej kasy.
Każdy miesiąc utrzymywania preferencyjnych stawek oznacza ubytek w dochodach szacowany na sto milionów euro. Z punktu widzenia resortów gospodarczych, taka utrata płynności jest trudna do zaakceptowania w dłuższej perspektywie, zwłaszcza gdy zbliża się termin prezentacji nowego budżetu.
Departament wskazuje przy tym na konieczność dbania o stabilność finansów publicznych, przypominając, że sztuczne zaniżanie podatków utrudnia długofalowe planowanie wydatków. Z drugiej strony obniżka akcyzy realnie wpłynęła na zahamowanie wskaźników inflacyjnych, a odebranie tej osłony, może wywołać ponowny skok cenowy.
Dylemat rządzących jest natomiast złożony. Powrót do stawek sprzed ostatniej obniżki akcyzy w momencie, gdy litr paliwa znajduje się blisko granicy dwóch euro, grozi bezpośrednim uderzeniem w domowe budżety. Presja ze strony opozycji oraz obawy przed odnowieniem się społecznych protestów skłoniły jednak liderów dwóch ugrupowań rządzących do ostrożności i szukania możliwości przesunięcia terminów w czasie.
Z drugiej strony globalna niepewność i zmienna sytuacja na rynkach surowców utrudniają precyzyjne prognozowanie skutków każdej z możliwych ścieżek.
Ważna jest jednak inna kwestia, bo brak jednolitego stanowiska wewnątrz koalicji, z pewnością nie sprzyja budowaniu zaufania do rządzących. Próby łagodzenia nastrojów przez premiera Micheála Martina zderzają się z twardym stanowiskiem ministra, tworząc obraz decyzyjnego dwugłosu.
Natomiast mieszkańcy Irlandii stoją dziś przed perspektywą decyzji, które z jednej strony mają chronić finanse państwa, z drugiej zaś mogą bezpośrednio obniżyć ich standard życia. Ostateczny kształt przyjętych rozwiązań pokaże, która z tych racji okaże się ważniejsza przy ostatecznym głosowaniu. Nie należy się jednak spodziewać, że głos taoiseacha Martina będzie jedynie sporem pomiędzy nim, a finansami kraju. Wiadomo już dziś, że na przesunięcie powrotu do starych stawek akcyzy omówione zostało z koalicjantami, a może i niechętnie, ale pewnego rodzaju zgodę dał też wicepremier i minister finansów Simon Harris.
Co też istotne, cała opozycja parlamentarna w Irlandii zagłosować ma w piątek za odsunięciem w czasie stopniowego przywracania stawek opodatkowania paliw pędnych i grzewczych, więc nie należy się spodziewać, że posłowie zrobią nam jakiegoś psikusa. Gwoli ścisłości, już wcześniej część posłów z koalicji Fianna Fáil i Fine Gael publicznie wyrażało opinię, że i oni poprą zmianę terminu powrotu wcześniejszych stawek akcyzy.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Rock Staar on Unsplash

