Doroczna wizyta irlandzkiego premiera w Białym Domu z okazji Dnia Świętego Patryka od dekad ma charakter symboliczny, bo to koniczyna, uśmiechy, deklaracje przyjaźni. W tym roku jednak rytuał dyplomatyczny może odbywać się w zupełnie innej atmosferze. Micheál Martin poleci do Waszyngtonu w momencie, gdy relacje transatlantyckie są napięte jak fortepianowa struna, a Donald Trump ponownie testuje granice presji politycznej i gospodarczej wobec Europy.
Pierwszym i najtrudniejszym tematem rozmów będą zapowiadane przez prezydenta USA 25-procentowe cła na część państw Unii Europejskiej, a także na Wielką Brytanię i Norwegię. Groźby te, powiązane wprost z żądaniem zgody na amerykański zakup Grenlandii, wywołały w UE poczucie przekroczenia czerwonej linii. Dla Irlandii silnie uzależnionej od eksportu i bezpośrednich relacji handlowych z USA, ewentualna wojna celna oznaczałaby realne uderzenie w gospodarkę. Martin będzie musiał balansować między lojalnością wobec wspólnego stanowiska UE a ochroną narodowych interesów, próbując jednocześnie przekonać Trumpa, że eskalacja przyniesie straty po obu stronach Atlantyku.
Drugim wątkiem, którego nie da się ominąć, jest Grenlandia i jej konsekwencje dla europejskiego bezpieczeństwa. Otwarte sugestie amerykańskiej interwencji, w tym niewykluczanie użycia siły wobec autonomicznego terytorium Danii, podważają fundamenty NATO. Dla Irlandii więc państwa wojskowo neutralnego, ale głęboko zakorzenionego w strukturach UE to kwestia o znaczeniu strategicznym. Premier będzie musiał jasno zarysować irlandzkie poparcie dla integralności terytorialnej państw europejskich i dla rozwiązań dyplomatycznych, nawet jeśli rozmówca w Gabinecie Owalnym preferuje język presji.
Na stole pojawi się przypuszczalnie temat obronności, choć zapewne w mniej oficjalnej formie. Niedawny incydent z dronami podczas wizyty Wołodymyra Zełenskiego brutalnie obnażył słabość irlandzkich zdolności obronnych. Brak skutecznego systemu wykrywania i neutralizacji zagrożeń powietrznych stał się przedmiotem krytyki wobec rządu, a nie tylko ze strony ekspertów, ale i opinii publicznej. W rozmowie z Trumpem Martin może zostać skonfrontowany z pytaniami o realny wkład Irlandii w bezpieczeństwo Zachodu, szczególnie w kontekście korzystania przez USA z lotniska Shannon oraz ochrony podmorskiej infrastruktury krytycznej.
Nie bez znaczenia będzie też kwestia przyszłych relacji ekonomicznych UE–USA. Irlandzcy europosłowie już dziś mówią wprost o konieczności „przeciwstawienia się” Trumpowi, jeśli groźby celne zostaną zrealizowane. Taoistach Martin, jako doświadczony polityk będzie starał się sondować, czy istnieje jeszcze przestrzeń do deeskalacji, zanim Bruksela sięgnie po najcięższe narzędzia.
Wreszcie, czy sama obecność premiera w Waszyngtonie ponownie stanie się tematem sporu wewnętrznego. Część opozycji już teraz kwestionuje sens wizyty, argumentując, że symboliczne gesty wobec prezydenta stosującego politykę gróźb i przymusu są nie na miejscu. Rząd odpowiada, że bezpośredni dialog, nawet trudny, jest wartością samą w sobie i jedną z niewielu okazji, by przedstawić irlandzkie stanowisko w cztery oczy.
Tegoroczna wizyta z okazji Dnia Świętego Patryka nie będzie więc raczej tylko świętem irlandzkiej diaspory w Stanach Zjednoczonych ani dyplomatyczną tradycją. Może stać się natomiast testem politycznej dojrzałości, asertywności i zdolności Irlandii do poruszania się w świecie, w którym sojusze przestały być oczywiste, a uśmiech przy koniczynie coraz częściej skrywa bardzo twarde rozmowy.
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News
Photo Public domain The White House

