Partia Pracy w Irlandii przygotowuje na ten weekend ogólnokrajową demonstrację przeciwko planowanej wizycie prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Organizatorzy chcą, aby protest stał się nie tylko sprzeciwem wobec samego amerykańskiego prezydenta, ale również manifestacją poparcia dla wartości, które – w ich ocenie – powinny wyznaczać kierunek irlandzkiej polityki: solidarności, równości, praw człowieka i ochrony środowiska.
Demonstracja zaplanowana została na sobotę o godzinie 13:00 w Ogrodzie Pamięci (Garden of Remembrance) na Parnell Square w Dublinie. Do udziału w niej wezwano członków Partii Pracy, sympatyków ugrupowania oraz wszystkich mieszkańców, którzy sprzeciwiają się wizycie Trumpa. Inicjatywę firmuje poseł Ciarán Ahern, który w wystosowanym apelu do członków partii przedstawia demonstrację jako wyraz sprzeciwu wobec polityki amerykańskiej administracji.
„Trump reprezentuje wszystko, czemu się sprzeciwiamy”
W przesłaniu skierowanym do członków Partii Pracy i społeczeństwa Ahern argumentuje, że ugrupowanie powinno być obecne na ulicach, ponieważ Donald Trump stoi – w jego ocenie – w całkowitej sprzeczności z wartościami irlandzkiej lewicy.
>>>Panie pośle, tak na marginesie, to akurat nic odkrywczego, skoro Donald Trump deklaruje się, jako osoba o konserwatywnym rodowodzie.<<<
Partia Pracy deklaruje jednocześnie, że chce Irlandii „życzliwszej, sprawiedliwszej i bardziej zrównoważonej”, w której zwykli pracujący ludzie traktowani są lepiej, a solidarność, równość i internacjonalizm nie pozostają wyłącznie hasłami politycznymi.
>>>I znowu mój wtręt, bo jak słyszę słowa „równość i internacjonalizm”, to stają mi przed oczami hasła z czasów głębokiego komunizmu w Europie Środkowej i Wschodniej.<<<
Na tym tle Trump przedstawiany jest jako symbol dokładnie przeciwnego kierunku. „Donald Trump reprezentuje wszystko, czemu się sprzeciwiamy” – napisano w apelu, jednocześnie sprzeciwiając się pomysłowi organizowania amerykańskiemu prezydentowi oficjalnego, szczególnie uroczystego przyjęcia. Szczególne emocje budzi kwestia pola golfowego należącego do Trumpa w Irlandii, które ma być uznane za klub gospodarza Irish Open. Dla Partii Pracy jest to decyzja polityczna, a nie wyłącznie sportowa.
Organizatorzy protestu twierdzą, że do takiego rozwiązania nie doszłoby bez zgody irlandzkiego rządu. Ich zdaniem władze w Dublinie liczą na wyjątkowo przychylne przyjęcie amerykańskiego prezydenta.
To właśnie ten element wizyty może okazać się jednym z najbardziej kontrowersyjnych. Irlandia od lat stara się utrzymywać szczególnie bliskie relacje ze Stanami Zjednoczonymi, zarówno ze względów gospodarczych, jak i historycznych. Jednocześnie Trump jest postacią, która w irlandzkiej polityce wywołuje zdecydowanie większe emocje niż wielu jego poprzedników.
Lista zarzutów jest długa
Partia Pracy nie ogranicza swojej krytyki do kwestii organizacyjnych związanych z wizytą. W apelu wymieniono szereg zarzutów dotyczących polityki Trumpa zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na arenie międzynarodowej. Autorzy protestu oceniają, że polityka administracji Trumpa doprowadziła do poważnych konsekwencji dla pokoju, klimatu oraz praw człowieka. Krytyka obejmuje również politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych, w tym działania dotyczące konfliktów zbrojnych oraz stanowisko Waszyngtonu wobec wojny w Strefie Gazy. Partia Pracy oskarża administrację Trumpa o wspieranie działań, które przyczyniają się do trwającej tragedii Palestyńczyków.
W apelu pojawia się również niezwykle mocne określenie dotyczące izraelskich działań w Gazie. Autorzy mówią o „trwającym ludobójstwie w Palestynie”, zarzucając Trumpowi bezpośrednie sprzyjanie takiej polityce.
To stanowisko jest z kolei częścią szerszej krytyki amerykańskiej polityki zagranicznej, a prowadzonej w ostatnich latach przez obecnego prezydenta.
Klimat i gospodarka również na celowniku
Kolejnym elementem protestu jest polityka klimatyczna i według nierozsądnie szafującej słowami Partii Pracy, Trump cofnął istotną część postępów osiągniętych w Stanach Zjednoczonych w walce z domniemanymi zmianami klimatu. Krytycy prezydenta wskazują przede wszystkim na jego sceptyczne podejście do polityki klimatycznej, wspieranie krajowego przemysłu paliw kopalnych oraz dystans wobec międzynarodowych mechanizmów mających ograniczać emisję gazów cieplarnianych.
Dla irlandzkiej lewicy jest to szczególnie istotne, ponieważ polityka klimatyczna pozostaje jednym z najważniejszych elementów jej programu, czyli wskazuje na podporządkowanie się Brukseli. Trumpowi zarzuca się również destabilizowanie światowej gospodarki. Autorzy apelu wskazują na koszty, jakie – oczywiście ich zdaniem – polityka gospodarcza amerykańskiej administracji może przynosić także irlandzkim gospodarstwom domowym.
Nie chodzi więc wyłącznie o wielką geopolitykę. W narracji organizatorów protestu decyzje podejmowane w Waszyngtonie mają bezpośrednio przekładać się na życie mieszkańców Irlandii.
Imigranci, kobiety i osoby LGBTQ+
Partia Pracy krytykuje również politykę wewnętrzną Trumpa. W apelu wymieniono prawa imigrantów, kobiet oraz osób LGBTQ+, a także sytuację artystów i robotników. Zdaniem organizatorów administracja prezydenta USA ogranicza swobody obywatelskie i podporządkowuje politykę państwa interesom politycznym oraz ekonomicznym swojej administracji.
Retoryka protestu jest bardzo ostra. Trump został przedstawiony jako polityk, który otacza się ludźmi określanymi przez autorów apelu jako faszyści, mizogini, rasiści i dyktatorzy.
>>>A to wszystko mówi się w ramach „życzliwszej” Irlandii, że przypomnę własne słowa spadkobiercom komunistów.<<<
„Człowiek, który dobrze czuje się w towarzystwie faszystów, mizoginów, rasistów i dyktatorów, nie powinien czuć się mile widziany w Irlandii” – głosi przesłanie.
To zdanie prawdopodobnie stanie się jednym z najbardziej charakterystycznych haseł sobotniej demonstracji.
Irlandia między Waszyngtonem a własnymi wartościami
Protest Partii Pracy dotyka przy okazji znacznie szerszego problemu. Irlandia znajduje się w szczególnej sytuacji, jeśli chodzi o stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. Relacje obu państw są wyjątkowo silne. Łączą je wieloletnie więzi gospodarcze, ogromna obecność amerykańskich przedsiębiorstw w Irlandii oraz liczna irlandzka diaspora w USA. Dla irlandzkiego rządu dobre relacje z Waszyngtonem mają więc znaczenie znacznie większe niż zwykłe kontakty dyplomatyczne.
Z drugiej strony irlandzka polityka społeczna i zagraniczna jest w wielu kwestiach zdecydowanie bardziej liberalna niż program Trumpa. Dotyczy to m.in. polityki migracyjnej, praw kobiet, praw osób LGBTQ+, ochrony klimatu czy stosunku do wielostronnych instytucji międzynarodowych.
>>>Nie będę sobą, jeżeli nie wyjaśnię, że przecież Irlandia nie jest obecnie zarządzana przez siły konserwatywne, więc stała się brukselsko-lewicująca, a to właśnie wskazuje na odmienność prowadzonych polityk.<<<
Powstaje więc pytanie, które wykracza daleko poza sobotnią demonstrację: czy Irlandia powinna oddzielać swoje interesy gospodarcze od oceny polityki zagranicznej i wewnętrznej amerykańskiego prezydenta? Partia Pracy odpowiada na to pytanie jednoznacznie. Jej zdaniem nie należy urządzać Trumpowi uroczystego powitania, jeśli jednocześnie jego polityka stoi – według ugrupowania – w sprzeczności z wartościami, które Irlandia powinna reprezentować.
>>>Ergo – obraźmy się na USA.<<<
Protest ma być demonstracją solidarności
Organizatorzy podkreślają, że sobotnie wydarzenie ma być również wyrazem solidarności z ruchem postępowym w Stanach Zjednoczonych. To ważne rozróżnienie. Protestujący nie występują przeciwko Amerykanom ani przeciwko samym relacjom irlandzko-amerykańskim. Ich celem ma być przede wszystkim polityka obecnego prezydenta USA.
>>>Dokładnie to samo powiedział niedawno Putin. Nie walczę z Europejczykami, a z ich elitami.<<<
Partia Pracy chce pokazać, że bliskie stosunki między państwami nie muszą oznaczać bezwarunkowej akceptacji każdego działania amerykańskiej administracji.
Sobotnia demonstracja będzie zatem także sprawdzianem dla irlandzkiej lewicy. Jeżeli na Parnell Square pojawią się setki lub tysiące demonstrantów, będzie to sygnał, że sprzeciw wobec Trumpa pozostaje w Irlandii politycznie nośnym tematem. Jeżeli natomiast frekwencja okaże się niewielka, może się okazać, że emocje politycznych działaczy są większe niż zainteresowanie przeciętnego mieszkańca.
Jedno jest pewne: Donald Trump nie jest w Irlandii postacią neutralną. Jego wizyta, zamiast być wyłącznie wydarzeniem dyplomatycznym i gospodarczym, staje się również przedmiotem ostrego sporu politycznego. Partia Pracy zdecydowała się jednak ten spór wyprowadzić na ulicę i teraz trzeba obserwować, co z tego wyniknie.
Demonstracja odbędzie się w sobotę o godzinie 13:00 w Ogrodzie Pamięci na Parnell Square w Dublinie. Jej organizatorzy zapowiadają głośny sprzeciw wobec wizyty Trumpa oraz polityki, którą reprezentuje. Dla jednych będzie to więc obrona wartości demokratycznych i praw człowieka. Dla innych – kolejny przykład coraz ostrzejszej politycznej konfrontacji wokół amerykańskiego prezydenta.
W każdym razie Dublin w sobotę będzie miał okazję pokazać, że irlandzka gościnność ma swoje granice.
*
Partię Pracy chciałbym jednak uczulić, że jak już przysyła mi informacje z prośbą o udostępnienie, powinna sprawdzić, czy pamięć mi już szwankuje, czy może moją wiedzę polityczną wykorzystam przeciwko nieprzemyślanym sformułowaniom.
Bogdan Feręc
Źr. Labour Party
Graf. Labour Party

