Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Paraliż w przestworzach. Fala fałszywych alarmów bombowych uderzyła w europejskie lotnictwo

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Poczucie bezpieczeństwa w europejskiej przestrzeni powietrznej wystawione zostało wczoraj na ciężką próbę. Zorganizowana seria incydentów związanych z zagrożeniem bombowym doprowadziła do natychmiastowej reakcji służb ratunkowych i zakłóciła ruch pasażerski w wielu krajach. W centrum tych wydarzeń znalazły się między innymi maszyny irlandzkiego przewoźnika Ryanair, w tym samoloty startujące ze stolicy Irlandii.

Wydarzenia te pokazały, jak niezwykle wrażliwa na współczesne zagrożenia jest infrastruktura lotnicza i jak niewiele trzeba, aby wywołać chaos na masową skalę.

Wszystko zaczęło się od anonimowych wiadomości e-mail, które w krótkim czasie trafiły do służb odpowiedzialnych za nadzór lotniczy. Wiadomości wywołały zaś natychmiastową lawinę procedur bezpieczeństwa. Które zostały uruchomione w odpowiedzi na potencjalne zagrożenie. Łącznie kontroli poddano co najmniej siedem samolotów pasażerskich, obsługujących trasy w różnych częściach kontynentu. W przypadku dwóch rejsów linii Ryanair, które wyruszyły z Dublina oraz Lizbony w kierunku Włoch, sytuacja wymagała wdrożenia najostrzejszych środków bezpieczeństwa. Samoloty te zostały zmuszone do nieplanowanego, awaryjnego lądowania w Rzymie, na lotnisku Fiumicino, gdzie na płycie postojowej czekały już uzbrojone jednostki policji oraz wyspecjalizowane ekipy saperskie.

Równolegle podobne dramatyczne sceny rozgrywały się na innych trasach. Informacje o rzekomych ładunkach wybuchowych dotarły do załóg maszyn lecących z Manchesteru do hiszpańskiej Murcji, z włoskiego Bergamo do Sofii, a także z Dublina do stolicy Bułgarii. W tym samym czasie w polskiej przestrzeni powietrznej podejmowano decyzje o przekierowaniu samolotu linii LOT lecącego z Londynu, na którego pokładzie znajdowało się ponad osiemdziesięciu pasażerów. Zamiast planowanego lądowania w stolicy, maszyna została skierowana na odosobnione lotnisko w Modlinie, które natychmiast zamknięto dla pozostałego ruchu. Podobne procedury zastosowano wobec samolotu linii SAS przybywającego z Kopenhagi.

Chociaż większość alarmów po dokładnym przeszukaniu samolotów oraz bagaży okazała się groźbami bezpodstawnymi, reakcja służb lotniskowych musiała być pozbawiona jakichkolwiek odstępstw od procedur. Jak zauważają eksperci branży lotniczej, współczesne zasady kryzysowe są bezpośrednim rezultatem tragicznych doświadczeń z przeszłości. Każda, nawet najbardziej niewiarygodna wiadomość, traktowana jest z pełną powagą, dopóki specjaliści od wojskowości i pirotechniki nie dadzą jednoznacznej gwarancji bezpieczeństwa. Różnice w podejściu poszczególnych portów wynikały jedynie z lokalnych ocen ryzyka, jednak priorytetem wszędzie pozostawała ochrona ludzkiego życia.

Choć przedstawiciele portu w Dublinie zapewniali, że tamtejsze lotnisko pracowało bez większych zakłóceń, to incydenty te wywołały falę pytań o źródło zorganizowanej akcji. Zdarzenia te wpisują się w rosnący niepokój dotyczący tak zwanych działań hybrydowych. W obliczu napiętych stosunków międzynarodowych na Starym Kontynencie oraz wcześniejszych incydentów sabotażowych na terenie innych państw europejskich, incydenty te nie są już traktowane wyłącznie jako chuligańskie wybryki. Skoordynowana seria zgłoszeń pokazała, że za pomocą prostej wiadomości cyfrowej można paraliżować kluczowe węzły komunikacyjne, angażować ogromne siły policyjne i generować znaczne straty finansowe.

Załogi samolotów oraz pracownicy służb naziemnych stanęli na wysokości zadania, sprawnie ewakuując pasażerów i przeprowadzając drobiazgowe kontrole. Ostatecznie żaden z czarnych scenariuszy się nie ziścił, a paraliż nie trwał długo. Zdarzenie to pozostawia jednak wyraźny sygnał ostrzegawczy dla całego sektora transportowego. Ochrona nieba wymaga dziś nie tylko tradycyjnych kontroli bagażowych, ale również odporności na cyfrowe prowokacje, które potrafią w ciągu kilku minut zatrzymać ruch lotniczy nad połową Europy.

Podobne procedury bezpieczeństwa wdrożono na lotnisku im. Władysława Reymonta w Łodzi, gdzie służby lotniskowe wstrzymały odloty i poprosiły pasażerów o czasowe opuszczenie lotniska.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Nastya Dulhiier on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version