Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Państwo umorzy pożyczkę, ale stawia warunek młodym lekarzom

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Rynek edukacji medycznej wchodzi w moment, w którym kończą się półśrodki, a zaczyna się gra o konkret. Departament Szkolnictwa Wyższego rozważa program, który może zmienić zasady gry: pożyczki dla studentów kierunków medycznych, które nie będą musiały być spłacane, jeśli absolwent zdecyduje się pracować w Irlandii. Brzmi jak ulga, ale to nie jest prezent, bo to kontrakt.

Minister szkolnictwa wyższego i uzupełniającego James Lawless nie unika tego języka. Występując w programie stacji News Talk bronił propozycji wprost. Państwo chce zapłacić za kształcenie, ale oczekuje czegoś w zamian. Nie przymusu, nie zakazu wyjazdu, tylko zachęty i kilku lat pracy na rzecz systemu, który dziś odczuwa braki kadrowe.

Najbardziej dotknięty segment to studenci medycyny, bo studia nie są tanie, a koszt wynosi od 15 000 do 20 000 euro rocznie przez cztery lata. W praktyce oznacza to dług, który może ciążyć przez lata. Państwo już dotuje studia licencjackie, ale Graduate Entry Medicine (GEM) pozostaje poza tym parasolem.  Propozycja zmienia ten punkt wyjścia i stypendium lub pożyczka pokrywająca większość kosztów, powiązana z obowiązkiem pracy w kraju, gdy absolwent spełni wymagania. Mechanizm prosty, ale skuteczny, w nie ma tu miejsca na iluzje, bo to inwestycja państwa w kadry, które są potrzebne tu i teraz.

Krytycy pytają, czy taki model nie stworzy podziału, czy studenci z niższych dochodów nie zostaną „przywiązani” do kraju, podczas gdy ci, którzy mogą zapłacić z własnej kieszeni, zachowają pełną swobodę wyjazdu? Minister odpowiada bez ozdobników, że dla żadnej rodziny to nie jest łatwe, ale dziś problem wygląda inaczej, gdyż osoby z niższych dochodów często w ogóle nie wybierają medycyny. System już teraz selekcjonuje, tyle że robi to po cichu, przez barierę finansową.

W tej propozycji jest więc próba odwrócenia logiki i zamiast blokady na wejściu, pojawia się warunek na wyjściu. Możesz studiować, możesz zostać lekarzem, ale jeśli skorzystasz z pomocy, państwo zapyta: czy zostaniesz na kilka lat? W czasach globalnej niepewności i rosnących kosztów życia państwo nie może udawać, że problem sam się rozwiąże. Sam minister nie zamyka drzwi przed emigracją. Mówi wprost, że wyjazdy są normalne i często pozytywne. To zdrowe podejście, ponieważ świat nie kończy się na jednej wyspie, ale równocześnie pojawia się obowiązek działania. Skoro system finansuje edukację, ma prawo zapytać, czy istnieje sposób, by zatrzymać choć część talentów. To jest także moment, w którym polityka spotyka się z realnym życiem. Na stole leży nie tylko kwestia długu studenckiego, ale też przyszłości systemu ochrony zdrowia. Braki kadrowe nie są abstrakcją, za to są kolejki, opóźnienia oraz decyzje, które kosztują zdrowie i czas.

W tle pozostaje jeszcze jedna obietnica. Opłaty za studia licencjackie, dziś na poziomie około 2500 euro rocznie, które mają zostać obniżone. Minister deklaruje, że zamierza dotrzymać zobowiązań zawartych w programie rządowym. To ważne, ale nie zmienia faktu, że prawdziwe napięcie koncentruje się wokół droższych ścieżek, takich jak GEM. Cała propozycja pachnie starym, sprawdzonym podejściem, czyli coś za coś. Państwo pomaga, ale oczekuje odpowiedzi.

Na końcu i tak zdecyduje student. Czy wybierze wolność bez wsparcia, czy wsparcie z zobowiązaniem?

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by RUT MIIT on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE – chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version