Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Państwo, które nie dopilnowało szpitala, marzy o metrze, czyli przepis na kolejną katastrofę

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Jest w tym coś tragikomicznego, choć śmiech więźnie w gardle, gdyż rząd Republiki Irlandii, który od lat nie potrafi doprowadzić do końca realizacji jednego szpitala dziecięcego, dziś z powagą staje przed kamerami i snuje wizje wielkich projektów infrastrukturalnych. Metro. Nowoczesność. Skok cywilizacyjny. Tyle że fundamenty tej opowieści są kruche jak tynk w niedokończonym Narodowym Szpitalu Dziecięcym. Bo spójrzmy na fakty, bez lukru i PR-owych zaklęć.

Narodowy Szpital Dziecięcy, projekt za 2,24 miliarda euro, wciąż nie jest gotowy. Children’s Health Ireland nie otrzymało nawet tzw. wcześniejszego dostępu do budynku, choć same przygotowania do uruchomienia placówki mają ruszyć latem tego roku. CHI deklaruje gotowość od 1 lipca, ale zamiast brzęku kluczy słychać tylko ciszę. Zegar tyka, dzieci czekają, a wykonawca najwyraźniej nie czuje presji.

Po którymś z kolei przekroczeniu terminu oddania do użytku szpital miał być ukończony do końca września 2025 roku. Tymczasem kluczowe obszary nie spełniają standardów „braku usterek. W przypadku szpitala to nie są detale, to nie są kosmetyczne poprawki, bo to jest infrastruktura zdrowotna, gdzie „prawie dobrze” oznacza „nie do przyjęcia”.

Ten projekt nie dotrzymał już 14 terminów i w normalnym świecie po trzecim byłaby poważna analiza, po piątym – zmiana zarządzania, a po dziesiątym – polityczne konsekwencje. Tu mamy jednak czternaście i wciąż ten sam spektakl, czyli rozczarowanie, zdziwienie, kolejne obietnice.

David Cullinane z Sinn Féin nazwał ten projekt jednym z najbardziej frustrujących przedsięwzięć infrastrukturalnych, jakie widział i trudno się z tym nie zgodzić, ponieważ to inwestycja nękana od początku kontrowersjami, opóźnieniami oraz chaosem decyzyjnym. Kilka miesięcy temu zapewniano, że proces uruchamiania ruszy wcześniej, że dostęp będzie zapewniony. Dziś wiemy, że były to słowa bez pokrycia.

I teraz najważniejsze pytanie – nie techniczne, lecz polityczne.

Skoro rząd nie potrafi dopilnować wykonawcy jednego szpitala, projektu o jasno określonej funkcji, ograniczonej skali i absolutnym priorytecie społecznym, to, dlaczego mielibyśmy wierzyć, że poradzi sobie z metrem? Projektem wielokrotnie bardziej złożonym, rozciągniętym w czasie, pod ziemią, z ryzykiem geologicznym, prawnym i finansowym?

To nie jest pesymizm. To jest wnioskowanie na podstawie faktów, a te są takie, że wykonawca, czyli przedsiębiorstwo BAM, wciąż może liczyć na kolejne państwowe kontrakty, jak w np. rozbudowy i modernizacji Atlantyckiego Uniwersytetu Technologicznego w Galway.

Metro będzie więc, a właściwie już jest w rękach tego samego aparatu państwowego, z tą samą kulturą nadzoru, z tym samym brakiem skutecznej kontroli wykonawców i tą samą alergią na odpowiedzialność, grozi tym samym scenariuszem, czyli opóźnieniami, przekroczeniami kosztów, wzajemnym przerzucaniem winy i komunikatami o „postępie prac”, które istnieje głównie w prezentacjach oraz zapewnieniach.

Warto tu powiedzieć, że państwo, nawet Irlandia, nie buduje wiarygodności wielkimi zapowiedziami. Buduje ją doprowadzaniem spraw do końca, a szpital dziecięcy miał być symbolem troski o najsłabszych. Stał się jednak pokazowym modelem niemocy i dopóki rząd nie pokaże, że potrafi wyegzekwować odpowiedzialność od wykonawców, a także urzędników, każda kolejna wielka inwestycja będzie nie obietnicą rozwoju, lecz ostrzeżeniem. Nie przed brakiem ambicji, a przed powtarzaniem tych samych błędów, tylko na większą skalę.

Bogdan Feręc

Źr. Breaking News

Fot. Wizualizacja projektowa wykonawcy

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version