Ceny paliw w Irlandii znalazły się pod rosnącą presją polityczną i wicepremier Simon Harris jasno dał do zrozumienia, że firmy energetyczne nie powinny zwlekać z obniżkami, jeśli ceny ropy na światowych rynkach zaczynają się stabilizować. W jego ocenie tempo wcześniejszych podwyżek było zbyt szybkie i trudno będzie wytłumaczyć konsumentom, dlaczego w drugą stronę mechanizm miałby działać znacznie wolniej.
Harris odniósł się do sprawy w chwili, gdy światowe rynki energii pozostają wyjątkowo nerwowe z powodu wojny na Bliskim Wschodzie. W odpowiedzi na zakłócenia dostaw 32 państwa członkowskie Międzynarodowej Agencji Energii zdecydowały się uwolnić na rynek 400 milionów baryłek ropy ze strategicznych rezerw. Celem jest zwiększenie podaży i uspokojenie rynków w najbliższych tygodniach. Irlandzki wicepremier w tej sytuacji liczy, że ten ruch przełoży się na realne korzyści dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. W jego ocenie decyzja Agencji „ma sens”, ponieważ powinna ograniczyć zmienność cen i przywrócić większą stabilność na rynku energii.
Jednocześnie Harris nie ukrywa frustracji związanej z sytuacją na stacjach paliw. Jak podkreślił, jest „głęboko zaniepokojony” faktem, że ceny przy dystrybutorach nie spadają wraz z obniżką cen ropy na rynkach światowych. Podczas rozmowy z dziennikarzami zaznaczył, że rząd nie wyklucza podjęcia działań, choć ewentualne kroki muszą być, jak to ujął, „odpowiednie”. Jedno zdanie wicepremiera wybrzmiało jednak szczególnie mocno, bo jeżeli firmy energetyczne potrafiły natychmiast podnieść ceny po wybuchu wojny, równie szybko powinny je obniżyć, gdy sytuacja się uspokoi.
„Tempo, w jakim ceny rosły, było znacznie szybsze, niż sugerowały dostępne mi analizy ekonomiczne” – przyznał Harris.
W jego opinii trudno zignorować fakt, że podwyżki pojawiły się niemal natychmiast po wybuchu konfliktu. Dlatego w momencie stabilizacji rynku nie powinno być, jak podkreślił, żadnych opóźnień w obniżaniu cen dla konsumentów.
Sprawą zajmuje się również irlandzka Komisja Ochrony Konkurencji i Konsumentów (CCPC), która prowadzi dochodzenie dotyczące wzrostu cen paliw i oleju opałowego od początku wojny. Harris wyraził nadzieję, że śledztwo będzie „pilne i gruntowne”. Według niego szczególnej analizy wymagają duże różnice w podwyżkach między poszczególnymi stacjami paliw. Komisja, co warto zaznaczyć, posiada szerokie uprawnienia, włącznie z możliwością nakładania wielomilionowych kar finansowych oraz kierowania spraw do sądów.
Na irlandzkim rynku sytuację komplikuje także struktura zużycia paliw. Wicepremier zwrócił uwagę, że w wielu domach wykorzystywana jest nafta, co w pewnym stopniu wpływa na tempo wzrostu cen oleju opałowego w porównaniu z innymi krajami Europy. Nie zmienia to jednak faktu, że skala podwyżek w ostatnich tygodniach była „niepokojąca”.
Harris w komentarzu do słów Ursuli von der Leyen o powrocie do atomu stwierdził, że europejscy przywódcy słusznie podkreślają problem uzależnienia Unii Europejskiej od importowanych paliw kopalnych. Jednocześnie zaznaczył, że Irlandia nie planuje zmiany swojej strategii energetycznej i pozostaje skoncentrowana na rozwoju odnawialnych źródeł energii. W jego ocenie największym wyzwaniem jest dziś przyspieszenie budowy infrastruktury energetycznej. Bez tego Irlandia może mieć trudności z osiągnięciem celów klimatycznych na 2030 rok, co w najgorszym scenariuszu groziłoby karami liczonymi w miliardach euro.
Na razie jednak najważniejsze pytanie jest znacznie bardziej przyziemne. Kierowcy i właściciele domów ogrzewanych olejem opałowym czekają na moment, w którym rachunki zaczną spadać tak samo szybko, jak wcześniej rosły. Wicepremier nie pozostawia złudzeń, jeżeli ceny ropy się ustabilizują, branża energetyczna będzie musiała pokazać, że potrafi reagować w obie strony równie sprawnie.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Saad Ahmad on Unsplash

