Rozsądek i twarde dane znowu przegrały w starciu z populistyczną retoryką oraz polityczną potrzebą pokazania „zdecydowanego działania”. Urząd ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (RSA) został zmuszony do wycofania się z przetargu wartego 1,5 mln euro, który zakładał montaż nowoczesnych terminali do badania trzeźwości w barach, hotelach i obiektach sportowych na terenie całego kraju. Ostateczny cios nowatorskiej inicjatywie zadała bezpośrednia interwencja rządu, a podsekretarz stanu ds. transportu Seán Canney, bezrefleksyjnie uznał tę decyzję za jedyną słuszną.
Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z kompletnym brakiem zrozumienia materii i politycznym teatrem. Odwołany przetarg obejmował instalację 20 stacjonarnych urządzeń opartych na precyzyjnej technologii czujników firmy Dräger. Aparatura pozwalała określić stan trzeźwości w zaledwie 10 sekund po dmuchnięciu przez słomkę, a w przypadku przekroczenia dopuszczalnej normy podawała szacunkowy czas niezbędny do odzyskania zdolności do prowadzenia pojazdu.
Planowano, że urządzenia trafią m.in. do hrabstw o najgorszych statystykach wypadków, takich jak Monaghan, Donegal, Mayo, Leitrim, Roscommon czy Kerry, a w okresie letnim pojawią się na masowych imprezach w rodzaju Electric Picnic czy Galway Races.
Tym samym polityka znowu wygrała z bezpieczeństwem na drogach, chociaż twarde fakty aż krzyczały o potrzebę ewolucji dotychczasowych metod.
Cała nagonka na RSA, jaka rozgorzała w ostatnich dniach, jest całkowicie pozbawiona racjonalnych podstaw. Krytycy, na czele z przewodniczącym Komisji Transportu Oireachtas Michaelem Murphym z Fine Gael czy Aidanem Farrellym z Socjaldemokratów, podnieśli krzyk o „wysyłaniu sprzecznych sygnałów” i „podważaniu jednoznacznego przekazu”. Zastosowali tanią demagogię, twierdząc, że instalacja urządzeń testujących w miejscach sprzedaży alkoholu zachęca do kalkulowania, ile można wypić przed powrotem za kółko.
To kuriozalny tok myślenia. Przecież alkomat w pubie nie powstał po to, by promować jazdę na krawędzi limitu, ale by dać kierowcom realne narzędzie do weryfikacji własnego stanu w kluczowym momencie podejmowania decyzji. Stałby się niezwykle pomocny w ograniczeniu liczby nietrzeźwych na drogach, wyłapując tych, którym wydaje się, że są w pełni gotowi do prowadzenia samochodu. Wyniki pilotażu przeprowadzonego przez RSA od sierpnia 2024 do lutego 2025 roku jednoznacznie pokazały, jak potężna jest skala błędnego postrzegania własnej trzeźwości.
Spośród ponad 24 tysięcy osób poddanych testom w fazie pilotażowej, aż 45 procent badanych było przekonanych, że nie przekroczyło dopuszczalnego limitu stężenia alkoholu we krwi (50 mg/100 ml), podczas gdy badanie urządzeniem wykazało wynik pozytywny. Wyniki te porażają: 77 procent osób, które błędnie sądziły, że są trzeźwe, deklarowało wcześniej zamiar prowadzenia samochodu. Jeśli dodamy do tego fakt, że w ubiegłym roku na irlandzkich drogach zginęło 188 osób, co stanowi najgorszy bilans od pięciu lat.
W związku z tym, blokowanie działających, empirycznie sprawdzonych rozwiązań edukacyjnych i behawioralnych trąci czystym szaleństwem.
*
Rząd, jak można ocenić jego działania, stawia więc sprawę na głowie i wybiera ruchy pozorne. Bo albo naprawdę walczymy z pijanymi kierowcami na drogach i dążymy do obniżenia wskaźnika śmiertelności wszelkimi dostępnymi sposobami, albo działamy wyłącznie fasadowo, czyli dokładnie tak, jak w przypadku deklarowanej od lat budowy nowych mieszkań, gdzie zapowiedzi i okrągłe słówka zastępują efekty. Przekreślenie projektu mającego na koncie ponad 120 tysięcy udostępnionych testów w imię podtrzymywania skostniałego dogmatu, to nie jest w mojej ocenie odpowiedzialne rządzenie. To ucieczka przed problemem pod przykrywką troski o czystość przekazu. Można też będzie po tej decyzji powiedzieć, że za część wypadków spowodowanych przez nietrzeźwych kierowców, pełną winę na siebie wziął rząd. Brawo, oby tak dalej, a rodziny ofiar zapewne przyklasną tej decyzji.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Tim Mossholder on Unsplash


