Obudź się Irlandio

Od wielu lat zastanawiam się nad modelem gospodarczym Irlandii i chociaż w niektórych sprawach działa całkiem nieźle, to do wielu kwestii można mieć zastrzeżenia.

Od lat nurtuje mnie też kwestia zaopatrzenia irlandzkich sklepów i hurtowni, ale również tych specjalistycznych, które przeznaczone są dla fachowców z różnych dziedzin. Wydarzenie z ostatnich dni stało się przyczynkiem, by przypomnieć, że w taki sposób nie można działać cały czas i należy zacząć zmieniać pewne rzeczy, chociaż wielu sprzedawców w ogóle nie rozumie, jak miałoby im to pomóc w prowadzeniu interesów.

W firmie, w której pracuję, proszony jestem niekiedy, żeby zająć się kwestiami zaopatrzenia i chociaż to nie moja „działka”, wykorzystywany jestem w sprawach ekstremalnych, gdy nasz dział zaopatrzenia nie radzi sobie z nałożonymi na ów zadaniami.

Tak stało się niewiele ponad tydzień temu, a w firmie odmówiły posłuszeństwa dwie istotne z punktu widzenia zakładu maszyny, w których zużyły się niewielkie elementy, jednak bez tych właśnie, urządzenie zajmowało wyłącznie miejsce i było bezużyteczne. Dział zaopatrzenia wziął się wtedy ostro do pracy i rozpoczął poszukiwania części zamiennych. Problem polega jednak na tym, że części muszą być oryginalne, gdyż zamienniki słabo się sprawdzają i maszyna nie działa w taki sposób, w jaki powinna.

Nasz niezwykle sprawny dział zaopatrzenia przez kilka dni próbował zamówić potrzebne części, jednak poszukiwania okazały się daremne.

Wtedy to na scenę wchodzi „big boss”, który zaprasza mnie na lunch i stał się czemuś wyraźnie milszy. To obudziło we mnie podejrzenia i chociaż poszliśmy na obiad, ale bez szaleństw, bo do znanej sieci fast food, to tam właśnie ujawnił prawdziwy powód naszego spotkania. Wyjaśnił mi sytuację i zapytał, czy moimi kanałami, nie mogę kupić części do unieruchomionych maszyn. Kolejny raz się zgodziłem, bo w końcu, cóż to za problem i po powrocie do firmy „usiadłem” na telefonie i wykonałem kilka połączeń. Jak się okazało, sprawa jest skomplikowana, gdyż w całej Irlandii rzeczonych części nie ma, chociaż nie do końca, bo posiada je w ofercie jedna z firm i może mi je sprowadzić w zaledwie dwa tygodnie.

Tu zapaliła mi się czerwona lampka, więc wykoncypowałem, że skoro mogą oni, to mogę i ja. Tak rozpocząłem korespondencję z kwaterą główną producenta urządzeń, jakie odmówiły posłuszeństwa i po kilku wysłanych oraz odebranych e-mailach, miałem już parę adresów dostawców oryginalnych części. Większość z nich znajduje się w Wielkiej Brytanii oraz na kontynencie, więc zacząłem zakrojone na szeroką skalę poszukiwania. Części znalazłem w Holandii i Wielkiej Brytanii, więc wybór był prosty i padł na sąsiednią wyspę.

Kiedy zakończyłem proces zamawiania, nie bez problemów, bo brytyjska firma nie prowadzi sprzedaży wysyłkowej poza UK, więc musiałem poprosić koleżankę z Radia Wnet ze Studia Londyn, by przesyłkę odebrała i przysłała do mnie, co pozwoli na uruchomienie nader ważnego sprzętu. Zgodę wyraziła, czyli sprawa miała się ku szczęśliwemu końcowi, bo części były u mnie w tydzień, a nie dwa.

W tym czasie postanowiłem też, że sprawdzę i porównam ceny produktów, a zacząłem od irlandzkiego oferenta. Tu właśnie się okazało, że trzy niewielkie części, które ważyć mogą razem ok. 30 dkg, kosztowałyby ok. 150 € wraz z przesyłką, co zostało podkreślone, by uatrakcyjnić ofertę. OK., pomyślałem, ale w Holandii dokładnie te same części, również z przesyłką do Galway, kosztowałyby nie 150 a 137 euro, czyli już mamy ciekawą różnicę. Zrobi się jeszcze śmieszniej, gdy podam cenę z Wielkiej Brytanii, bo te oryginalne części z przesyłką z Southampton do Londynu kosztowały mnie, w przeliczeniu 64 euro z groszami. Do tego muszę doliczyć koszt przesłania ich ze stolicy Wielkiej Brytanii do Galway, ale myślę, że kredytu nie trzeba będzie zaciągać, więc koszt całkowity zamknie się kwotą do 80 €.

Tak dochodzimy do clou dzisiejszego felietonu i przebudzenia Irlandii, która nadal tkwi w zakupowym marazmie. Większość sklepów w Irlandii działa w taki właśnie sposób i ich oferta wystawowa, jest nader uboga. Oczywiście klientowi nie należy odpuścić, kiedy już nieopatrznie wpadł w sidła handlowca, więc złożyć mu gwarancję, iż poszukiwany towar otrzyma, ale chwilę to potrwa. Tak właśnie zaczyna się ta nieustająca irlandzka kołomyja, bo sprzedawcy detaliczni, szukają ofert u producentów np. w UK lub w innych krajach Europy, co nawiasem mówiąc, zrobiłem i ja, albo posiłkują się portalami sprzedażowymi i zamówienie klienta realizują. Należy wspomnieć tylko fakt, że cena pozostawia wtedy wiele do życzenia, gdyż jest od 40 do 60 procent wyższa, niż towar u źródła.

Przeanalizowałem też ceny części zamiennych do innych maszyn tego samego producenta, jakie znajdują się w naszej firmie i po porównaniu ich z ofertą krajową, zaproponowałem szefowi, by zapomniał o lokalnym patriotyzmie zakupowym, a potrzebne utensylia, kupował w Wielkiej Brytanii.

Zastanawiam się też, co tak naprawdę podnosi ceny w Irlandii? Czy podróż przez Morze Celtyckie jest aż tak kosztowana, by ten sam produkt w Irlandii był o 60% droższym niż w UK? Wielokrotnie przekonałem się też, że zakup niektórzy towarów i produktów w nieunijnym Albionie, doliczając do tego opłaty celne i koszt przesyłki, i tak daje niższą kwotę końcową, niż tutaj na wyspie. Podobnie jest też z zakupami w USA, ale tam istotną kwestią jest opodatkowanie i cło, więc należy przed zakupem dobrze wszystko policzyć.

Wychodzi też na to, że albo Irlandia sama się obudzi z tego cenowego półsnu, albo zrobią to konsumenci, którzy masowo zaczną robić zakupy w innych krajach. Prywatnie mogę dodać, że większość towarów przemysłowych, kupuję obecnie już poza granicami Irlandii i co ważne, zawsze widzę z tego powodu zyski, bo płacę znacznie mniej.  

Bogdan Feręc

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Ustawa Work Life Bal
XIV Europejski Kongr
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська