Nowy Rok w Wielkiej Brytanii

Rozpoczęcie Nowego Roku w Wielkiej Brytanii było w wielu miejscach tragiczne w skutkach. Jeszcze przed północą, na dworcu Victoria w Manchesterze doszło do ataku nożowniczego, którego ofiarą padły trzy osoby – dwoje pięćdziesięcioletnich pasażerów i policjant. Ranni zostali przewiezieni do szpitala, zaś napastnika szybko obezwładniła policja. Atak został potraktowany jako terrorystyczny, gdyż sprawca wykrzykiwał w jego czasie islamistyczne hasła. To nie pierwsze tego typu wydarzenie w Manchesterze. Przypomnijmy, że w maju 2017 roku tuż obok dworca Victoria, przy wyjściu z Manchester Arena samobójca zdetonował ładunek, zabijając siebie oraz dwadzieścia dwie osoby i raniąc kolejne 140. Na szczęście tym razem obyło się bez ofiar śmiertelnych.

Dużo gorzej było natomiast w Londynie. Od noża zginął tutaj pracownik ochraniający prywatną imprezę w centrum miasta, na którą chciał się wedrzeć tłum nieproszonych gości. Rannych zostało dwóch innych ochroniarzy i kobieta, próbująca nieść im pomoc. Kilka godzin wcześniej w południowym Londynie zadźgano kobietę. Zaś we wschodniej części miasta inna kobieta została postrzelona w nogę.

Niestety nie są to odosobnione przypadki. Przestępczość w Londynie rośnie w ostatnich latach. W ubiegłym roku po Sylwestrze w dwóch atakach życie straciło czterech młodych ludzi. W Londynie popełnia się już więcej przestępstw z użyciem broni niż w Nowym Jorku. Jednakże różnica między obydwoma miejscami polega na tym, że o ile w Stanach Zjednoczonych prawo do posiadania broni gwarantuje jedna z poprawek do konstytucji, o tyle w Wielkiej Brytanii w miejscach publicznych nie wolno nosić nie tylko broni palnej, ale jakichkolwiek ostrych narzędzi, czy chociażby prywatnego elektroshockera. W moich oczach ten fakt wytrąca z ręki argument osobom i organizacjom walczącym o rozbrojenie obywateli, twierdzącym, że broń zabija. W Unii Europejskiej dostęp do różnego rodzaju broni i środków odstraszających jest dużo szerszy  niż w Wielkiej Brytanii. Jednak ilość przestępstw z jej użyciem jest dużo niższa.

Co sprawia, że przestępczość rośnie w zastraszającym tempie? Poprawne politycznie media w całej Europie twierdzą, że nie ma to żadnego związku z napływem imigrantów. Jednak tak naprawdę nikt jeszcze nie przeprowadził konkretnych badań na ten temat, więc wszelkie teorie pozostają jedynie w sferze domysłów.

Mimo że od zabójstwa ochroniarza minął tydzień, część drogi na West Endzie, przy której do niego doszło, nadal jest zamknięta dla ruchu samochodowego, wprowadzając poważne utrudnienia w tej ruchliwej części miasta. Również dzisiaj, w poniedziałek, przed sądem stanie mężczyzna oskarżony o popełnienie kilka dni temu innego zabójstwa w Surrey, w podlondyńskim pociągu. Mimo wzrastającej fali przemocy, władze Londynu zdają się kompletnie nie mieć pomysłu na opanowanie sytuacji, oprócz zaproponowania podwyżki lokalnych podatków na opłacenie pracy policji. Osobiście wątpię, czy to w jakikolwiek sposób pomoże.

Oprócz przestępczości z użyciem broni, w Wielkiej Brytanii narasta również fala nielegalnej imigracji. W ciągu kilku miesięcy, na niewielkich łodziach pontonowych zaczęły przybijać do brytyjskich brzegów setki uchodźców, przybywających tu z Francji. Sytuacja jest na tyle poważna, że do kraju ściągnięto dwa wojskowe kutry patrolowe, odbywające misję w innej części Atlantyku. Na nogi postawiono również straż przybrzeżną, służby graniczne i lokalną policję hrabstw południowo wschodnich.

Kwestia szczelności granic jest zresztą jednym z głównych tematów w trwających jeszcze negocjacjach brexitowych. Brytyjczycy obawiają się, że po wyjściu z Unii, przez granicę z Irlandią, która jest teraz otwarta, do kraju napływać będą tysiące niechcianych i nielegalnych imigrantów. Kwestia staje się coraz bardziej paląca, gdyż już za dwa i pół miesiąca Zjednoczone Królestwo ma przestać być członkiem Unii, a – mimo dwuletnich negocjacji z Brukselą – wiele spraw nadal pozostało nierozwiązanych. Co więcej, swoją wersję porozumienia w sprawie Brexitu strona europejska przedstawiła już kilka tygodni temu, twierdząc, że nie będzie już ona dalej negocjowana. I teraz piłeczka znajduje się po brytyjskiej stronie boiska. A tutaj dochodzi do sporych przepychanek. Wielu parlamentarzystów chce, żeby odrzucić projekt porozumienia, twierdząc, że brytyjska premier nie ugrała tyle, ile by mogła. Takie rozwiązanie narażałoby kraj na tak zwany „twardy Brexit”, czyli brak jakichkolwiek ustaleń i jedną wielką niewiadomą, co stanie się po wyjściu.

Kolejnym z tematów, które w ciągu minionych dni zdominowały debaty parlamentarne, jest kwestia proponowanych zmian w służbie zdrowia. Projekt zakłada zwiększenie wydatków na National Health System o 20 miliardów funtów przez kilka nadchodzących lat. Czy to rozwiąże problemy służby, borykającej się od lat z coraz większą ilością problemów i która – będąc coraz bardziej obciążona – staje się po prostu niewydolna? To pokaże czas. Jednak byłbym sceptyczny. Gdyż sam w brytyjskiej służbie zdrowia pracowałem przez kilka lat i stwierdziłbym, że potrzebuje ona nie tyle finansowej, co strukturalnej reformy. Gdyż problemem tutaj są nie tyle pieniądze, ile po prostu niewłaściwa organizacja. A może już wkrótce – kompletna dezorganizacja. Gdyż istnieje obawa, że po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii, ubędzie w tym kraju personelu medycznego, rekrutującego się w dużej mierze spośród imigrantów.

Czy – i jak – problemy, przed którymi stanęło Zjednoczone Królestwo u progu roku 2019, zostaną rozwiązane? Zobaczymy już wkrótce. Życzę wszystkim wspaniałego tygodnia. Do zobaczenia za kilka dni.

Alex Sławiński

Podziel się z innymi:
Campaign aims to boo
Zlot szpaków

Translate »