Niepewność jutra

Końcówka tygodnia obfitowała w wydarzenia, które mogą odmienić sytuację Irlandii, a co stało się teraz bardzo ważne dla kraju, ponownie grozi nam twardy Brexit i to grozi bardzo poważnie.

Wszystko zależeć będzie od osoby, która po rezygnacji Theresy May, a ta odejdzie ze stanowiska szefa ugrupowania i rządu 7 czerwca, przejmie władzę, a to oznacza, że właśnie rozpoczął się wyścig o schedę po urzędującej jeszcze premier. Irlandzcy politycy, w tym premier Leo Varadkar uważają, że weszliśmy w „bardzo niebezpieczny czas dla Irlandii”, a stanie się tak, jeżeli fotel premiera Wielkiej Brytanii, obejmie osoba, która nie będzie baczyć na konsekwencje tego kroku, jakie dla samych Brytyjczyków, jak i reszty Europy i może wywołać opuszczenie Unii Europejskiej bez umowy.

Dla Irlandii ważny jest mechanizm ochronny, czyli niezależnie od formy wyjścia otwarta granica z Irlandią Północną, więc problem ponownie nabrzmiewa i wrócił do głównych tematów zainteresowania irlandzkiej polityki.

Z doniesień prasowych, wiemy, że w celu przejęcia władzy, wewnętrzna opozycja Theresy May, która w Partii Konserwatywnej blokowała przyjęcie umowy wyjściowej, szykuje się do przejęcia władzy, co oznacza, iż już teraz złożyła kilkanaście obietnic, jednak te godzą w dobro kraju i UE, gdyż kierują Królestwo do wyjścia bez umowy.

Niestety w Partii Konserwatywnej jest wielu zwolenników takiego rozwiązania, więc szefem partii może zostać np. Boris Johnson, a ten, o ile zsiądzie na Downing Street, raczej nie będzie nastawiony koncyliacyjnie, więc w takim przypadku, można już teraz porzucić nadzieję, że Brexit odbędzie się w sposób łagodny.

Jest też jeszcze jedna możliwość i kolejnym premierem, co będzie konsekwencją wyboru szefa ugrupowania, zostać może osoba z kręgów wspierających Theresę May, ale eurosceptyczna, więc i to rozwiązanie nie do końca służyć będzie Irlandii, czyli problemy nawarstwiają się lawinowo.

Z rezygnacji Theresy May najbardziej cieszą się zwolennicy Borisa Johnsona, bo mają obecnie szanse na swojego premiera, a i realizację od dawna promowanych tez, że Unia Europejska to samo zło, a wyjść z niej trzeba bez oglądania się za siebie. Takie myślenie nie jest do końca dobre, co podkreśla w swoich najnowszych komentarzach świat brytyjskiej prasy i przyznają to nawet zwolennicy Brexitu w kręgach dziennikarskich, którzy zauważyli, że już w chwili napięć w rozmowach, zarówno rynek wewnętrzny, jak i giełda oraz firmy działające w UK, mocno odczuły niepewność, tracąc ochotę do inwestowania i pozostania na tamtejszym rynku.

Zmieniły się też nieco nastroje ulicy i ta, o ile nadal chce wyjścia w unijnego bloku, to chce wyjścia z umową i po ostatnim okresie walki parlamentarnej, opinia publiczna zauważyła, że pewne regulacje i umowy tymczasowe, więc i pozostanie w unii celnej, jest potrzebne, by brytyjska gospodarka miała czas na przestawienie się na inne tory.

Oczywiście ważna jest nadal dla obywateli UK współpraca z krajami unijnymi, ale ta może się załamać, jeżeli politycy Królestwa postanowią trzasnąć drzwiami przed nosem UE, więc wyjść bez umowy.

Na czołówkach brytyjskich gazet znajdują się już twarze tamtejszych polityków, którzy zastąpić mogą Theresę May, a najczęściej wymienianymi w karuzeli nazwisk są Boris Johnson, Andrea Leadsom była minister ds. wsi i żywności, minister spraw zagranicznych Jeremy Hunt i były sekretarz ds. Brexitu Dominic Raab.

W politycznych komentarzach z Dublina słychać głos, iż kryzys w brytyjskiej polityce trwa, a lider Fianna Fáil Micheál Martin nazwał to „procesem niszczącym i destabilizującym kraj”. „Zły wybór, będzie pogłębieniem tego procesu, a może doprowadzić Wielką Brytanię na skraj kryzysu gospodarczego, z którego nie będzie mogła podźwignąć się przez długie lata”, dodał Martin.

Bogdan Feręc

Źr: FF/BBC/Independent

Znajdź nas:

Facebook zalany fał
Dzień Zielonych
Translate »
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn