Bliski Wschód znów stał się epicentrum napięć, a skutki geopolitycznych decyzji widać nie tylko na wojskowych mapach, lecz także na tablicach odlotów europejskich lotnisk. Podróżni z Irlandii boleśnie się o tym przekonali, gdy Dublin Airport potwierdziło serię odwołanych rejsów w związku z eskalacją konfliktu po wspólnych atakach Stany Zjednoczone i Izrael na Iran.
Działania militarne doprowadziły do poważnych zakłóceń w ruchu lotniczym w całym regionie Bliskiego Wschodu, a ich konsekwencje sięgnęły znacznie dalej niż tylko przestrzeń powietrzna nad Zatoką Perską. Jednym z kluczowych ogniw światowej siatki połączeń są Zjednoczone Emiraty Arabskie, popularny kierunek turystyczny wśród irlandzkich urlopowiczów, ale też strategiczny hub łączący Europę, Afrykę i Azję. Decyzja o zamknięciu przestrzeni powietrznej przez ZEA oraz inne państwa regionu sparaliżowała ruch w trzech głównych portach przesiadkowych.
Loty obsługiwane przez przewoźników bazujących w Dubaju, w tym Emirates i FlyDubai, zostały poważnie zakłócone. W sobotę odwołano już kilka rejsów z i do Dublina, a i część niedzielnych wylotów również wstrzymano. Rzecznik lotniska w Dublinie potwierdził, że „z powodu ograniczeń w przestrzeni powietrznej na Bliskim Wschodzie możliwe są dalsze zakłócenia w rozkładach lotów”.
Szczególnie dotkliwie sytuacja uderzyła w połączenia z Dohą i Abu Zabi. Qatar Airways odwołał cały niedzielny rozkład lotów między Dublinem a Doha, który nie będzie kontynuowany również w tym tygodniu. Z kolei Etihad Airways oraz Emirates anulowały czasowo rejsy w obie strony, a pozostałe połączenia objęto przeglądem operacyjnym. Pasażerom zalecono bezpośredni kontakt z przewoźnikami. W realiach dynamicznie zmieniającej się sytuacji geopolitycznej to linie lotnicze dysponują najbardziej aktualnymi informacjami operacyjnymi.
Równolegle do chaosu w lotnictwie cywilnym pojawiły się wyraźne sygnały ostrzegawcze ze strony władz. Ambasada Irlandii w Abu Zabi wezwała obywateli do pozostania w domach, unikania zbędnych podróży i stosowania się do zaleceń lokalnych władz. Ostrzeżenie objęło również Katar i Kuwejt. Placówka poinformowała, że przestrzeń powietrzna ZEA, Kuwejtu i Kataru została tymczasowo zamknięta. W przypadku nagłych sytuacji konsularnych udostępniono numery alarmowe. Jednocześnie podkreślono, że w obecnej sytuacji bezpieczeństwa obywatele i rezydenci Republiki Irlandii nie powinni podróżować do regionu Zatoki Perskiej do odwołania.
Minister spraw zagranicznych Helen McEntee wyraziła „głębokie zaniepokojenie” decyzją USA i Izraela o rozpoczęciu szeroko zakrojonego konfliktu zbrojnego przeciwko Iranowi oraz reakcją Teheranu. Podkreśliła, że dalsza eskalacja jedynie pogłębi niestabilność regionu i zagrozi życiu cywilów. Irlandia, jak zaznaczyła minister, konsekwentnie wspierała porozumienie nuklearne z Iranem, znane jako JCPOA, oraz działania dyplomatyczne mające ograniczyć ryzyko konfrontacji militarnej.
W krótkiej perspektywie należy spodziewać się dalszych opóźnień, przekierowań i anulowania lotów nie tylko do ZEA, Kataru czy Kuwejtu, lecz także na trasach tranzytowych prowadzących do Azji Południowej i Australii. Bliski Wschód to krzyżówka światowych korytarzy powietrznych i gdy jeden węzeł przestaje działać, cała siatka zaczyna drżeć.
Możliwe są również:
– wydłużone trasy omijające zamkniętą przestrzeń powietrzną,
– wzrost kosztów operacyjnych przewoźników (a w konsekwencji cen biletów),
– ograniczenia liczby rejsów na mniej rentownych kierunkach,
– napięcia logistyczne w transporcie towarowym.
Lotnictwo cywilne jest bardzo często nazywane barometrem stabilności politycznej i kiedy milkną silniki odrzutowców, zwykle oznacza to, że dyplomacja zawiodła bardziej niż prognoza pogody, co dla pasażerów oznacza śledzenie komunikatów przewoźników.
Bogdan Feręc
Źr. The Mirror/Department of Foreign Affairs
Photo by Alireza Akhlaghi on Unsplash

