Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Niebezpieczny precedens. Czy propozycja Gardy otworzy drzwi do państwowej cenzury internetu?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wzrost liczby niebezpiecznych incydentów na drogach oraz tragiczne wypadki, takie jak tragedia z ubiegłego miesiąca na autostradzie M9 w hrabstwie Kildare, w której zginęło pięciu nastolatków jadących pod prąd, wywołały zrozumiałą falę oburzenia i wymusiły pilną debatę nad bezpieczeństwem ruchu drogowego.

Przedstawiciele organów ścigania zaprezentowali przed Komisją Sprawiedliwości Oireachtas szereg wyzwań, z jakimi na co dzień zmagają się funkcjonariusze. Dane pokazują jasny trend, w którym w ciągu ostatniego roku liczba wykroczeń związanych z prowadzeniem pojazdu pod wpływem alkoholu wzrosła o 10 procent, natomiast przypadki korzystania z telefonów komórkowych za kierownicą skoczyły aż o 19 procent.

W odpowiedzi na kryzys Garda oraz reprezentujące ją stowarzyszenia domagają się zmian prawnych, usprawnienia szkoleń pościgowych i podniesienia progu odpowiedzialności dla samych policjantów biorących udział w akcjach.

Wśród zaprezentowanych postulatów znalazła się jednak propozycja, która wykracza daleko poza tradycyjne zarządzanie ruchem drogowym i wkracza na grząski teren praw obywatelskich. Stowarzyszenie Garda Representative Association (GRA) oraz zastępca komisarza Denis Ferry zasugerowali wprowadzenie przepisów penalizujących publikację w mediach społecznościowych nagrań przedstawiających jazdę pod prąd, a także nałożenie na platformy internetowe obowiązku natychmiastowego usuwania takich materiałów.

Choć motywacje stojące za tym pomysłem wynikają z chęci ukrócenia szkodliwych trendów i zapobiegania promowaniu patologicznych zachowań, to w rzeczywistości propozycja kryminalizacji samej publikacji nagrań budzi, a przynajmniej powinna budzić ogromny niepokój. Zamiast skupić się na skutecznej egzekucji prawa na drogach, policja proponuje rozwiązanie usuwające objawy, a nie przyczynę problemu, stawiając pierwszy krok na drodze do głębokiej ingerencji w wolność słowa.

Systemowe braki i próba przeniesienia uwagi

Zgromadzone dowody jednoznacznie pokazują, że irlandzki system ochrony porządku publicznego cierpi na deficyty proceduralne oraz sprzętowe. Zastępca komisarza Denis Ferry poinformował, że co najmniej 94 procent policjantów w centrach kontroli przeszło przeszkolenie z zarządzania pościgami, jednak profesjonalne szkolenia dla funkcjonariuszy operacyjnych dopiero wystartują pod koniec roku.

Nadinspektor Brian Sugrue wskazał, że w Garda Training College proces ten opiera się na kursach odbywanych we współpracy z policją w Anglii, gdzie 40 instruktorów przechodzi kolejne etapy przygotowań. Pierwsza sześcioosobowa grupa policyjna rozpocznie szkolenia pod koniec listopada, a szersze wdrożenie programu nastąpi dopiero w przyszłym roku.

Na ten organizacyjny marazm nakłada się poczucie braku wsparcia prawnego dla samych funkcjonariuszy. Stowarzyszenie Sierżantów i Inspektorów Gardy (AGSI) wprost formułuje gorzkie wnioski, iż wśród członków dominują obawy, że w razie wystąpienia komplikacji podczas pościgu, zostaną „rzuceni wilkom na pożarcie”. Sekretarz generalny AGSI Ronan Clogher wskazuje jednocześnie na brak jasnych procedur postępowania w przypadku spontanicznych incydentów, chroniczne niedofinansowanie oraz niedostateczne zasoby policji.

Do Departamentu Sprawiedliwości trafił wprawdzie projekt mający podnieść próg karny dla funkcjonariuszy biorących udział w kolizjach na służbie, co jest szczególnie istotne w kontekście faktu, że obecnie dziewięciu policjantów odpowiada za wykroczenia drogowe popełnione podczas wykonywania zadań, jednak zmiany są spóźnione.

W tym kontekście żądanie sekretarza generalnego GRA Ronana Slevina, by karać za udostępnianie w sieci filmów ukazujących piratów drogowych, wygląda jak próba odwrócenia uwagi od niedociągnięć samego systemu dotyczącego funkcjonowania Gardy. Zamiast sprawnie i szybko łapać przestępców, a i przy wykorzystaniu dostarczanych przez obywateli dowodów wideo, Garda woli zakazać pokazywania prawdy o skali zagrożenia na drogach.

Niebezpieczny mechanizm zamiatania problemu pod dywan

Kryminalizacja publikacji nagrań z niebezpiecznych zdarzeń tworzy groźny absurdy prawne. Filmy wrzucane do sieci przez świadków bardzo często stanowią kluczowy dowód w sprawie, pomagają zidentyfikować sprawców i przestrzegają społeczeństwo przed konkretnymi zagrożeniami. Penalizacja takich działań nakłada natomiast kaganiec na obywateli, którzy zamiast dokumentować rzeczywistość, będą musieli zastanawiać się, czy publikacja nagrania z wideorejestratora nie sprowadzi na nich problemów z prawem.

Ponadto spychanie odpowiedzialności na gigantów technologicznych i wymaganie od nich prewencyjnej cenzury zmusza platformy do stosowania nadgorliwych algorytmów filtrujących. W efekcie z przestrzeni publicznej znikają materiały o charakterze informacyjnym, ostrzegawczym czy wręcz dziennikarskim. Usuwanie nagrań nie sprawi, że niebezpieczni kierowcy znikną z autostrad – sprawi jedynie, że społeczeństwo przestanie widzieć, skalę nieudolności służb odpowiedzialnych za ich powstrzymanie.

Moim zdaniem: Od walki z patologią do państwowej cenzury

Sama idea zakazu epatowania zachowaniami naruszającymi prawo i porządek jest w swej istocie intencji dobra. Nikt nie chce, aby media społecznościowe stawały się platformą do promowania skrajnie niebezpiecznych, głupich i zagrażających życiu zachowań, a jazda pod prąd autostradą niewątpliwie stanowi jedno z poważniejszych przestępstw drogowych. Jednak propozycja zaprezentowana przez Gardę tworzy niezwykle niebezpieczny precedens.

Jeżeli taki przepis wejdzie w życie, rządzący otrzymają gotowe narzędzie, które będą mogli w przyszłości dowolnie rozszerzać. Dziś ustawodawca zabroni publikowania filmów z szalonymi jazdami po autostradach, jutro rozszerzy ten zakaz na nagrania przedstawiające zamieszki, brutalność samej policji, nielegalne zgromadzenia czy nieudolnie przeprowadzane interwencje służb. Krok po kroku władza zyska legitymację do tego, by kontrolować wszelkie materiały, jakie trafiają do przestrzeni internetowej, ale oczywiście pod pretekstem „ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego”.

To z kolei można uznać za najczystszą formę cenzury. Każda próba reglamentowania tego, co wolno, a czego nie wolno obywatelom pokazywać w sieci, kończy się ograniczeniem fundamentalnych wolności. Krytyka pomysłu Gardy jest zatem konieczna, bo cała sprawa zacznie się od zablokowania filmików z jazdą pod prąd, a skończy na tym, że internet stanie się medium jednostronnym, życie w Irlandii pozbawionym obywatelskiego nadzoru i w pełni kontrolowanym przez państwo. Na to społeczeństwo obywatelskie nie może się zgodzić.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Julia Taubitz on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version