Nie do śmiechu

Od dłuższego czasu, kiedy przychodzi mi pracować z ludźmi młodymi, w głowie dźwięczą mi słowa „Satyry na bożą krówkę”, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Już pierwsze zdanie wiersza, oddaje powagę sytuacji, bo pytanie, jest jakże adekwatne do zachowań tych ludzi, czyli „Po cholerę toto żyje”? No właśnie, pracuję z uczniami pewnego zawodu, którego, jak twierdzą, chcą się nauczyć, ale ani w nich woli, ani szacunku, a na każdym kroku próbują udowodnić, że są lepsi ode mnie, a tak nie jest.

Cała sprawa jest dosyć ciekawa, bo te chłopy na schwał, 18-, 19- i 20-latkowie, pełni energii, chęci zdobywania świata, nie garną się, by opanować podstawy zawodu i liznąć teorii, a chcą przejść do czynów, co kończy się sromotną klęską.

W tym roku miałem już czterech „artystów” i każdy z nich, oprócz tego, że standardowo ma połączenie ze swoim telefonem, który wrósł w nich niczym paznokieć w duży palec u nogi, polegli w starciu z praktyką, więc rozjechani zostali przez pojawiające się problemy. Tych z kolei, mogli w prosty sposób uniknąć, gdyby tylko wsłuchali się w moje słowa, a przy tym, zastosowali do tych porad.

Niestety, tak to wszystko nie działa, bo oni, ci żądni świata zdobywcy, wiedzą ode mnie wszystko znacznie lepiej, chociaż dopiero zaczynają swoje pracownicze życie i uczą się zawodu.

Kiedyś trochę mnie to denerwowało, teraz śmieszy, bo chcę w to wierzyć, że ja w ich wieku, czyli jakieś 30 lat temu, byłem taki sam. Tu jednak moja pamięć odświeża zamierzchłą przeszłość i przypomina, że belfrów, trochę się jednak słuchało, a i istniały wtedy jakieś autorytety. To obecnie w młodzieży zanikło lub jest w formie szczątkowej, ale to zła droga, bo konfrontacja z nami, czyli pierwsza ocena umiejętności, zazwyczaj nie jest notą, której oczekują. Co ciekawe, również ogólna ocena pracy ucznia i raport o jego postępach, idzie w inną stronę, niż uważa zainteresowany, gdyż oceniając wykonane zadania, skupiamy się na samej pracy, nie zaś na osobistych sympatiach lub antypatiach.

Jeszcze gorzej jest z nowymi pracownikami, którzy także do nas trafiają, bo ci z kolei, wiedzą już wszystko i nie musimy ich już niczego absolutnie uczyć. OK., nie ma żadnego problemu, bo to zawsze mniej pracy dla nas, ale ów się ujawnia, kiedy zlecona praca, nie jest tej jakości, jakiej oczekują szefowie firmy. Niejednokrotnie zdarza się, że zmuszeni jesteśmy naprawiać błędy młodszych kolegów, a ci, z ogromnym zdziwieniem mówią, iż to niemożliwe, że to „dało się jeszcze wyprowadzić”. Dało, i to bez specjalnych problemów, a wystarczyło mieć trochę więcej wiedzy i pokory dla swojej pracy, często wymagającej znajomości zasad chemii, fizyki, a i materiałoznawstwo się przydaje.

Nie o tym jednak, a o tych młodych ludziach, którzy wychowani są bezstresowo, ale jednocześnie o ich zachowaniu, nerwowym, impulsywnym i bez najdrobniejszej nawet chwili refleksji. Tu kolejne moje rozmyślania, bo o ile młodzież wychowywana jest bezstresowo, to czemuż tyle w niej złości, tak duży brak cierpliwości, a i zwykłej ludzkiej ogłady?

Niestety tego nigdy chyba nie będziemy mogli zrozumieć, ale mam nadzieję, że kiedyś, to oni zrozumieją, że nie jesteśmy ich wrogami, a ludźmi, którzy mogą doprowadzić ich na szczyt kariery.

Na koniec wyjaśnienie, dlaczego raz używam liczby mnogiej, a raz pojedynczej, bo, nie jest to tylko moja opinia, gdyż również moich kolegów, którzy także szkolą osoby młode, a uważani są za wybitnych fachowców w swoich dziedzinach.

Zgodnie z naszą umową, felieton poświęcam wam, bo chcieliście powiedzieć to głośno i zaznaczyć, że błędne jest aktualnie, „młodzieży chowanie”, jak napisał niegdyś Jan Zamoyski. Żeby jednak złagodzić ton felietonu, mamy też sukcesy i kilku naszych uczniów, okazało się na tyle bystrych, umiejących wykorzystać szansę, że skończyło się to uruchomieniem własnych firm, które prowadzą z sukcesami. A to cieszy.

Bogdan Feręc

Polska-IE - © MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM
Podwójne standardy
Kiedy złożenie ska
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian