Nie chcą granicy. Czy Londyn ich posłucha?

Do głosu zaczyna dochodzić tzw. ulica, czyli mieszkańcy Irlandii Północnej, którzy w referendum brexitowym zagłosowali za pozostaniem w Unii Europejskiej, a teraz, mają odmienne zdanie, niż część polityków Północy i co ważniejsze gabinet w Londynie.

Jak wiemy, Boris Johnson chciałby odcięcia się od Brukseli, niezależnie od tego, czy zrobi to z umową, czy też bez takowej, jednak bardziej prawdopodobna jest obecnie ta druga opcja, gdyż jako przeciwnik Unii Europejskiej, nowy premier Wielkiej Brytanii, uważa, że stamtąd płynie całe zło dla jego kraju. Ma prawo, a i potwierdzenie, iż takiego zdania jest/był naród brytyjski, co potwierdzone zostało w referendum wyjściowym.

Jednak do sporej części społeczeństwa Wielkiej Brytanii dotarło, że nie będzie tak pięknie, jak mówiły o tym slogany promujące wyjście z UE, a i teraz przekonuje rząd utworzony przez Johnsona. Co ważniejsze, odmienne zdanie od współpracującej z gabinetem Borisa Johnsona Demokratycznej Partii Unionistów, mają też mieszkańcy Irlandii Północnej i wyraz temu dali w najnowszym badaniu opinii publicznej.

Większość odpowiedziała, iż nie jest zwolennikami utworzenia na wyspie granicy, zarówno lądowej, jak i morskiej.

Wiemy, ponieważ ten pogląd lansowany był przez Borisa Johnsona od dawna, a i takie samo zdanie ma Arlene Foster z północnoirlandzkiej DUP, że kością niezgody jest mechanizm ochronny dla granicy na irlandzkiej wyspie, czyli pozostawienia jej otwartą.

Tu jednak trafiają na opór społeczny i już prawie trzech na pięciu respondentów odpowiedziało, że granica na wyspie, ale i ta na Morzu Irlandzkim, powinna pozostać otwarta w kontaktach między Irlandiami.

Argumenty są poważne, bo chodzi o zachowanie miejsc pracy, ale też odpowiedni wzrost gospodarczy, a z analiz ekonomistów dowiedzieliśmy się niedawno, że po twardym Brexicie, a są to szacunki ostrożne, Irlandia Północna utracić może ponad 40.000 miejsc pracy, ale dozna też szoku gospodarczego, przede wszystkim w sektorze przetwórstwa żywności oraz w rolnictwie. Obie północnoirlandzkie branże, silnie połączone są obecnie gospodarką Republiki, a i tak samo jest w odwrotnym kierunku i na linii Republika – Wielka Brytania.

Zdecydowana większość badanych odpowiedziała również, że popiera zachowanie otwartej granicy, wyłącznie w ramach irlandzkiej wyspy, by uniknąć twardego Brexitu, natomiast chce takiej na poziomie portów, co będzie zabezpieczeniem dla Wielkiej Brytanii, iż towary unijne, nie przedostaną się przez Irlandię Północną na główną brytyjską wyspę, więc takie trochę Salomonowe rozwiązanie problemu granicznego, co nawiasem mówią, byłoby dobre zarówno dla Północy, jak i dla Południa Zielonej Wyspy.

W tej sprawie mamy jeszcze jeden kontekst, a ten powinien szczególnie interesować północnoirlandzkich i brytyjskich polityków, bo czterech na pięciu ankietowanych z Irlandii Północnej, nie wie i nie rozumie, jak ich rząd radzi sobie z negocjacjami w kwestii brexitowej, więc do tej pory pozostaje w chaosie informacyjnym.

Niestety w tej ostatniej opinii Irlandczycy z Północy nie są osamotnieni, bo i my nie wiemy, co tak naprawdę dzieje się na styku UE – UK, a i karmieni jesteśmy szczątkowymi informacjami na ten temat, chociaż można uważać, że nic nowego nie dzieje się w sprawie wyjścia Brytyjczyków z Unii Europejskiej, nic oprócz rzucanych przez obie strony oskarżeń o brak woli porozumienia.

Z mojej perspektywy większą winę ponosi obecnie rząd w Londynie, a to za sprawą prezentowanych przez lidera Partii Konserwatywnej i jednocześnie brytyjskiego premiera Borisa Johnsona opinii, gdyż ten właśnie jest zwolennikiem opuszczenia UE 31 października, choćby miało to doprowadzić do głębokiego kryzysu państwo, którym zarządza. Johnson, nigdy nie krył swojego niepochlebnego zdania o Unii Europejskiej, a jeszcze, jako lider wewnątrzpartyjnej opozycji do rządu Theresy May podkreślał, że chciałby opuszczenia struktur unijnych bez umowy.

Co istotne, premier Boris Johnson, nie realizuje swoich zapowiedzi, które miały być wprowadzone w czyn, tuż po jego wyborze na szefa ugrupowania, a w konsekwencji, po objęciu przez niego urzędu premiera i do tej pory nie rozpoczęły się negocjacje z Unią Europejską, które miały doprowadzić do zmiany lub choćby wprowadzenia poprawek do ustalonej wcześniej umowy wyjściowej.

Johnson i jego rząd zaczął natomiast politykę „tupania nogą”, co nieprzychylnie nastawiło do niego negocjatorów z UE, a i większość rządów państw unijnych.

Komentatorzy z Wielkiej Brytanii dużo spodziewają się po przyszłotygodniowym szczycie G7 w Biarritz, gdzie spotkają się najważniejsi gracze Europy, więc m.in. Merkel, Macron i właśnie Johnson. Tu jednak kolejna moja opinia, bo z pierwszych niemieckich i francuskich zapowiedzi wiemy, że ani Merkel, ani też Macron, nie pójdą na ustępstwa w kwestii mechanizmu ochronnego.

Bogdan Feręc

Źr: Lucid Talk/The Times

Podziel się:

Spreagann comhairleo
Oni wiedzą. To będ
ArabicChinese (Traditional)EnglishFrenchIrishPolishRussianSpanish
ArabicChinese (Traditional)EnglishFrenchIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn