Nadchodzi czas świętowania

Już wkrótce Polonia w Irlandii będzie mogła spotkać się na wspaniałej uroczystości, a tą będzie pierwsza rocznica bez polskiego ambasadora na wyspie.

Jak przypomniał mi podczas jednej z naszych rozmów redaktor Tomasz Wybranowski, w czerwcu ubiegłego roku placówkę dyplomatyczną w Dublinie opuścił ambasador pełnomocny Ryszard Sarkowicz. Opuścił, gdyż zakończyła się jego kadencja, a od tego czasu stanowisko wakuje, czyli nowego ambasadora ani widu, ani słychu.

Złożonych było przez ten czas wiele obietnic, a to, że będzie we wrześniu roku ubiegłego, następnie osobiście napisałem do Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, skąd przyszła informacja, że po pierwsze to nie oni, a Ministerstwo Spraw niezwykle Zagranicznych desygnuje, ale ten będzie już podczas głębokiej jesieni i żebym spał spokojnie. Zasnąłem więc snem sprawiedliwym, a właściwie uśpiono moją czujność, czyli czekam i czekam, a ambasadora jak nie było, tak nadal go nie ma. Ja oczywiście rozumiem, że są ważniejsze potrzeby w naszej ojczyźnie, a i nikomu się nie śpieszy na deszczową wyspę, bo robota tu trochę monotonna i aura jakaś taka, nie tego…

Co jednak ważne, ambasador być powinien, bo to i podniesie się ranga naszych kontaktów politycznych oraz owa, czy ów, mieliby co robić, bo przez najbliższy rok, bo nazbierało się trochę spraw, więc roboty huk. Taki ambasador mógłby też załatwić coś na linii Dublin-Warszawa, głównie na niwie gospodarczej, aby w czyn przekuć słowa premiera Mateusza Morawieckiego, który stwierdził był niedawno, że nasze produkty są najlepsze.

Skoro jednak nie ma na wyspie naszego wysokiego rangą przedstawiciela Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, skąd ci biedni Irlandczycy mają wiedzieć, że to właśnie my mamy wszystko najlepsze, a i rynek duży, czyli mogą coś podesłać, by w polskim domu zagościły irlandzkie produkty. Owszem, w ambasadzie urzędnicy pracują, placówka dyplomatyczna działa, ale nie ujmując nikomu jego na tym polu zasług i kompetencji, tak trochę na pół gwizdka, bo nie ma ambasadora, więc jej istnienie w takiej formie, można postawić pod znakiem zapytania.

O ile istnieje potrzeba zajmowania się sprawami Polaków na wyspie, z całą pewnością wystarczą konsulaty, a te i powiem to z uznaniem, działają całkiem sprawnie.

W tym tygodniu kolejny raz wyślę pismo do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej, by udzieliło mi odpowiedzi na nurtujące od dawna pytanie, ale mam podejrzenia, iż ponownie otrzymam informację, że mam się przygotować i być czujnym, bo nominacja zbliża się wielkimi krokami.

W każdym razie sprawdzę wkrótce, kiedy dokładnie zakończył swoją misję w Irlandii ostatni ambasador i będę namawiał organizacje społeczne, działaczy lokalnych i wszystkich chętnych, by w ogrodach ambasady zorganizować uroczystości rocznicowe. Wiecu pod bramą, nie przewiduję, żeby mnie nie nazywano elementem wywrotowym, ale może nadszedł czas, aby wymusić na naszych władzach, by kogoś przysłały, jakby w Polsce miał się nudzić. Nie musi być zaraz ktoś ekstra, ale zwykły urzędnik, który zrozumie potrzeby Polaków w Irlandii i będzie im w równym stopniu pomocny, jak i przychylny oraz wesprze nasze inicjatywy.

Bogdan Feręc – opuszczony przez władze zwykły imigrant vel uchodźca zarobkowy, który z utęsknieniem czeka na ambasadora, choćby ten był z obecnej opcji politycznej.

Znajdź nas:

Brexit wejdzie do Pa
Taniej kupić niż w
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn