Na jakiej podstawie wprowadzono ograniczenia?

Część z ekspertów uważa, że raczej nie ma tutaj podstaw naukowych, bo nie ma żadnych dowodów, przynajmniej do tej pory, iż wariant Omicron, jest groźniejszy od poprzedników.

Wg profesora immunologii eksperymentalnej w Trinity College Kingstona Millsa, jak widać, nie ma jeszcze żadnych przesłanek, ani nie ma też dowodów naukowych, że najnowsza mutacja, jest groźniejsza od innych koronawirusowych odmian. Są natomiast zmiany w budowie tej odmiany, jednak potrzeba szczegółowych analiz i kontroli transmisji, by z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jest tak, jak się obecnie uważa.

Obawy medyków poszły też w kierunku zmniejszenia ochrony szczepionkowej w zakresie mutacji Omicron, jednak i tutaj profesor Mills zaleca ostrożność w ocenach, bo i tu nie ma dowodów, że szczepionka, nie będzie radzić sobie z tą odmianą. Profesor dodaje jednak, że nie można odrzucić z całym przekonaniem idei szczepień przypominających, gdyż przy groźniejszych wariantach, mogą stać się one niezbędne, by wesprzeć układ immunologiczny. Tak może się dziać również w przypadku Omicron, jeżeli uznamy, że ten wariant jest groźniejszy.

W dalszej części wypowiedzi immunolog dodał, że zmniejszenie pojemności w lokalach, przyniesie spodziewany efekt, bo mniej osób kontaktować będzie się ze sobą, ale „niewykonalne” jest, wprowadzenie takich ograniczeń podczas spotkań domowych i ograniczenie wizyt świątecznych do trzech lub czterech gospodarstw domowych. Żeby skontrolować, czy społeczeństwo stosuje się w święta Bożego Narodzenia do takiego  ograniczenia, należałoby wysłać do każdego domu funkcjonariusza Gardy, który sprawdziłby, kto aktualnie biesiaduje przy stole, sugeruje ekspert.

Profesor Kingston Milles:

– Wiele osób po prostu to zignoruje. Łatwiej jest teraz wdrożyć regulacje dotyczące barów i klubów nocnych, ale nie ma szans na nadzorowanie ich w domach. To też mocny argument za wprowadzeniem szczepionek przypominających.

Podobnego zdania jest adiunkt na Wydziale Architektury, Planowania i Polityki Środowiska w UCD Orla Hegarty, ale ta zwraca uwagę na inny problem, bo ograniczenie ilości osób w lokalach, porównuje do wprowadzonego kilka lat temu zakazu palenia. Mówi też, że są miejsca bardziej i mniej bezpieczne, a chodzi tu o większe skupiska osób, więc teoretycznie, zmniejszenie pojemności restauracji, pubów i kawiarni do 50% ich standardowych możliwości, nie jest do końca tym, co zabezpieczy kraj przed rozprzestrzenianiem się wirusa. Wykładowczyni zwróciła uwagę, że przez większość czasu w lokalu, osoby, które tam przebywają, nie mają masek, więc nie mają też żadnej ochrony, a i o dystansie społecznym, nie może być mowy.

Orla Hegarty:

– Wszyscy oddychają tym samym powietrzem. To trochę jak powrót do palenia w pubach i stwierdzenie, że możesz palić, ale tylko przy stole.

Samo wprowadzenie zasady minimalnej odległości 1 metra od kolejnego stolika, też nie zmieni sytuacji, o ile w lokalach, nie będzie wydajnego systemu wentylacji lub oczyszczania powietrza. Wg Hegarty, powinno się iść w tym kierunku, co pozwoli na szybką wymianę powietrza, a jednocześnie drogi przemieszczania się wyziewów, zostaną zmienione.

Z badań przeprowadzonych przez ESRI w dniach od 16 do 23 listopada wynika, że w ujęciu ogólnym, od chwili ponownego wzrostu ilości zakażeń, mieszkańcy kraju, stali się ostrożniejsi w kontaktach z innymi osobami, ale wzrost w tym zakresie jest niewielki. Niewiele jednak zmienił się model wizyt domowych, bo grupa wiekowa 40+ i emeryci, nie ograniczyli w znacznym stopniu odwiedzin u znajomych, więc tych miejsc, nie uważają za stwarzające zagrożenia wirusowe. Niewiele wzrósł też poziom obaw pracowników i ci, w zakładach pracy, niespecjalnie przejęli się wzrostem zakażeń, więc środki ochrony, stosują, ale nieprzesadnie.

Bogdan Feręc

Źr: Independent

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Over 20.5 million Po
To jest wojna gabine
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська