Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Na celowniku Brukseli. Kiedy unijnym urzędnikom zaczyna przeszkadzać nawet wygląd aplikacji

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Unia Europejska od lat próbuje pozycjonować się jako globalny żandarm cyfrowego świata, jednak jej najnowsze działania zaczynają przekraczać granice zdroworozsądkowej regulacji. Tym razem urzędnikom w Brukseli nie spodobał się sam wygląd i sposób funkcjonowania najpopularniejszych platform społecznościowych.

Komisja Europejska oficjalnie uznała, że Instagram oraz Facebook naruszają unijne cyfrowe przepisy, głównie ze względu na swój „uzależniający design”. Oznacza to, że europejskim regulatorom zaczyna przeszkadzać niemal wszystko – od sposobu, w jaki aplikacje prezentują treści, po mechanizmy, które czynią je atrakcyjnymi dla użytkownika.

Wstępne ustalenia Brukseli, oparte na flagowym akcie o usługach cyfrowych (DSA) z 2023 roku, brzmią jak drobiazgowy podręcznik inżynierii społecznej. Komisja Europejska wprost żąda od koncernu Meta głębokich zmian w architekturze wizualnej obu platform. Urzędnicy domagają się między innymi likwidacji funkcji nieskończonego przewijania (infinite scroll) oraz przymusowego wprowadzenia przerw na ekran. Według europejskich biurokratów, elementy takie jak automatyczne odtwarzanie wideo, powiadomienia push czy systemy rekomendacji wprowadzają mózgi użytkowników w stan „autopilota”, zmuszając ich do kompulsywnego spędzania czasu w sieci.

Tak na marginesie, wszystkie te funkcje można bezproblemowo wyłączyć samemu.

Unijny aparat regulacyjnego ucisku podpiera się badaniami Eurobarometru, z których wynika, że młodzież w wieku od 13 do 18 lat spędza w mediach społecznościowych średnio 4,5 godziny w dni powszednie i ponad 6 godzin w weekendy. Ponad jedna trzecia ankietowanych deklaruje, że czuje z tego powodu stres lub smutek. Choć statystyki te mogą budzić niepokój, to już proponowane przez UE lekarstwo, rodzi pytania, przede wszystkim o granice państwowego ograniczania autonomii jednostki.

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej ds. suwerenności technologicznej Henna Virkkunen zapowiada bezwzględne egzekwowanie prawa, a na horyzoncie pojawiają się kolejne raporty ekspertów oraz rozważania nad odgórnymi restrykcjami wiekowymi.

Dla gigantów z Doliny Krzemowej te estetyczno-techniczne zastrzeżenia Brukseli mogą oznaczać astronomiczną cenę. Jeśli Meta nie przemodeluje wyglądu swoich flagowych produktów zgodnie z dyktatem unijnych urzędników, grozi jej kara do 6 procent całkowitego rocznego obrotu na świecie. Biorąc pod uwagę ubiegłoroczny przychód koncernu na poziomie ponad 198 miliardów dolarów, maksymalny wymiar grzywny mógłby sięgnąć kolosalnych 10 miliardów euro. Rzecznik koncernu Meta zapowiedział już, że firma nie zgadza się ze stanowiskiem UE, wskazując, że Bruksela ignoruje dotychczasowe zabezpieczenia, takie jak specjalne konta dla nastolatków, możliwość nocnego blokowania dostępu przez rodziców czy limity czasu ekranowego.

Konflikt ten narasta również na poziomie lokalnym, bo oprócz śledztwa prowadzonego przez irlandzki organ regulacyjny Comisiún na Meán. Jak informuje Meta, koncern wytoczył już cztery procesy przed Sądem Najwyższym przeciwko regulatorowi z Irlandii.

*

Można oczywiście uczciwie przyznać, że właściciele platform społecznościowych święci nie są i regularnie nadużywają zaufania swoich klientów, żerując na ludzkiej potrzebie uwagi i dopaminy. Jednak w działaniach Unii Europejskiej coraz trudniej dostrzec autentyczną troskę o zdrowie psychiczne młodzieży. Cała ta krucjata przeciwko „uzależniającemu designowi” wygląda raczej na podszytą zazdrością walkę z dostawcami nowoczesnych technologii. Europa, która od dekad nie potrafi stworzyć własnego globalnego czempiona w sektorze cyfrowym ani wykreować innowacji na miarę amerykańskich gigantów, próbuje leczyć swoje kompleksy za pomocą restrykcyjnych paragrafów.

Skoro nie potrafimy czegoś zbudować, to przynajmniej zakażemy im projektowania aplikacji tak, by podobały się ludziom, zdaje się brzmieć dewiza brukselskich urzędników, którzy zamiast stymulować rozwój, wolą nakładać miliardowe kary i formatować internet pod linijkę własnych, biurokratycznych czarnobiałych wyobrażeń.

Podtrzymuję więc swoją opinię, że europejscy politycy mają problem z łączeniem się synaps.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Julian on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version