Polityka bywa teatrem, ale czasem scenografia jest zrobiona z prawdziwych miliardów, a tegoroczne obchody Dnia Świętego Patryka w Waszyngtonie zapowiadają się właśnie w takim stylu. Premier Irlandii Micheál Martin ma pojawić się w Białym Domu nie tylko z symboliczną koniczyną, lecz także z pakietem inwestycji wartym około 5,2 miliarda euro, które irlandzkie firmy planują ulokować w Stanach Zjednoczonych.
Według informacji ujawnionych przez The Wall Street Journal plan ma zostać przedstawiony podczas spotkania Martina z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Gabinecie Owalnym. W praktyce będzie to pokaz gospodarczej siły irlandzkiego biznesu i jednocześnie polityczny sygnał, że relacje między oboma krajami pozostają jednymi z najściślejszych w świecie zachodnim.
Największa część planowanych inwestycji pochodzi od spółki Smurfit Westrock, jednego z globalnych liderów produkcji opakowań. Firma zamierza przeznaczyć około 5 miliardów dolarów w ciągu najbliższych pięciu lat na rozwój działalności w Stanach Zjednoczonych. Kolejny miliard dolarów ma pochodzić od producenta materiałów budowlanych Kingspan. Swoją cegiełkę dołoży także znana firma spożywcza Glanbia, która planuje inwestycję o wartości około 100 milionów dolarów. Z punktu widzenia gospodarki jest to kolejny etap procesu, który trwa od dekad. Irlandzkie przedsiębiorstwa coraz śmielej wchodzą na amerykański rynek, budując tam produkcję, centra technologiczne i zaplecze logistyczne. Dyrektor generalna Enterprise Ireland Jenny Melia podkreśla, że skala zaangażowania irlandzkiego kapitału w Stanach Zjednoczonych osiągnęła obecnie rekordowy poziom.
Nowe inwestycje mają również związek z jednym z najszybciej rosnących sektorów globalnej gospodarki, czyli centrami danych. Irlandzkie firmy planują zwiększyć wsparcie dla operatorów takich jak Amazon. Przykładem jest przedsiębiorstwo CEL Critical Power specjalizujące się w systemach zasilania dla infrastruktury cyfrowej. Firma zamierza rozbudować centrum danych Amazona w Williamsburg w stanie Wirginia, otwarte zaledwie rok temu. Zgodnie z planami liczba pracowników w tym projekcie ma wzrosnąć do około 500 osób do 2030 roku.
Z perspektywy Waszyngtonu takie deklaracje mają znaczenie polityczne i rzecznik Białego Domu Kush Desai ujął to w sposób typowy dla obecnej administracji, więc światowi przywódcy nie przyjeżdżają już do Waszyngtonu po prezenty finansowane z podatków, lecz z konkretnymi umowami handlowymi i inwestycyjnymi. W jego ocenie Stany Zjednoczone pod przywództwem Trumpa stały się najatrakcyjniejszym miejscem inwestycyjnym na świecie. Za tą dyplomatyczną kurtuazją kryje się jednak znacznie bardziej napięte tło polityczne. W zeszłym roku wizyta Martina w Białym Domu odbywała się w atmosferze poważnych sporów handlowych. Prezydent USA zapowiadał wówczas szeroki program ceł i ostro krytykował Unię Europejską oraz model inwestycji zagranicznych w Irlandii.
Trump nie ukrywał frustracji z powodu ogromnej obecności amerykańskich koncernów farmaceutycznych i technologicznych w Irlandii. W jednym z komentarzy stwierdził, że pięciomilionowy kraj „ma w swoich rękach cały amerykański przemysł farmaceutyczny”. Zapytany wprost, czy jego zdaniem Irlandia wykorzystuje Stany Zjednoczone, odpowiedział bez dyplomatycznych ozdobników: „Oczywiście, że tak”. W tamtym czasie Martin bronił relacji gospodarczych między oboma krajami, przypominając o irlandzkich inwestycjach w USA. Nie przedstawił jednak konkretnych planów finansowych. Tegoroczna propozycja miliardowych inwestycji może więc być czymś więcej niż tylko gospodarczą deklaracją. W realiach ostrej polityki handlowej może stać się argumentem, który złagodzi napięcia.
W irlandzkim rządzie panują zresztą poważne obawy przed tegorocznym spotkaniem. Świat znajduje się w stanie rosnącej niestabilności, a wojna na Bliskim Wschodzie, konflikt w Ukrainie, napięcia w Strefie Gazy oraz wewnętrzne spory polityczne w samych Stanach Zjednoczonych tworzą trudne tło dla dyplomatycznych rozmów. W takich okolicznościach gospodarcze deklaracje mogą okazać się dla Martina najbezpieczniejszą kartą. Strategia ta przypomina podejście kanclerza Niemiec Friedricha Merza podczas jego niedawnego spotkania z Trumpem, więc spokojne, bezkonfrontacyjne i skupione na interesach gospodarczych.
***
Irlandia wybiera więc drogę, w której zamiast politycznych sporów stawia na handel, inwestycje i pragmatyzm. Relacje między Dublinem a Waszyngtonem pokazuje zresztą, że taka strategia często przynosi rezultaty, bo w świecie, gdzie polityczne deklaracje zmieniają się z dnia na dzień, miliardy dolarów inwestycji bywają językiem znacznie bardziej przekonującym niż najdłuższe przemówienia dyplomatów.
Bogdan Feręc
Źr. The Wall Street Journal
Photo by Aaron Burden on Unsplash

