Moja Irlandia, moje Galway, mój rząd – kolejny rok na wyspie

Wiele osób zwraca się do mnie z pytaniami, a są one różnej natury, chociaż najczęściej pytany jestem o sprawy gospodarcze i tło polityczne wydarzeń historycznych w Irlandii.

Staram się wtedy udzielić pełnej odpowiedzi, wytłumaczyć wszelkie zawiłości, jakie doprowadziły do takiej lub innej decyzji, ale co istotne, są to zawsze moje opinie, nie zaś zaczerpnięte z wypowiedzi innych osób. Tak też dzieje się z niektórymi sformułowaniami, jakich bardzo często używam, głównie w audycjach radiowych Studio 37 i Studio Dublin, nadawanych w Radiu Wnet, a wtedy, pojawiają się słowa krytyki i zarzuty, że nie jestem już Polakiem.

Byłem, jestem i będę, chociaż rozpocząłem proces ubiegania się o irlandzki paszport, a moje polskie korzenie i polska natura, do tej pory wysuwają się na plan pierwszy, o czym mogą zaświadczyć moi irlandzcy znajomi i przyjaciele.

Ważne jest jednak, iż wielu słuchaczom audycji nadawanych ze Studia Dublin, a także ze Studia Riverside w Galway, nie podoba się, kiedy używam stwierdzenia „moja Irlandia, moje Galway, mój rząd”, mówiąc o Szmaragdowej Wyspie.

Właśnie ten swoisty ostracyzm dla słów, mój, moje, moja, trochę zaczął mnie zastanawiać, bo tak na dobrą sprawę biorąc, po kolejnej, dziewiątej, a mijającej 13 lutego rocznicy pobytu na Zielonej Wyspie i kilku chwilach zastanowienia, wrosłem w ten kraj, uważam się za jego część, a i chyba za jego cząstkę jestem uważany, o czym świadczą wydarzenia z mojego życia prywatnego oraz zawodowego.

Istotą dzisiejszego felietonu są jednak słowa określające wyspę, jako moją, trochę zawłaszczoną wcześniej przeze mnie, ale uważaną od kilku lat, za moją.

Moją, bo tu mieszkam, chcę tu zostać, lubię ten kraj, lubię jego mieszkańców, szczególnie jedną rodowitą mieszkankę, a na dodatek, Irlandia, ale nie ta wielkomiejska, ma dla mnie jakąś magię, która wciąż mnie do siebie przyciąga. Tak było również za pierwszym razem, kiedy wpadłem na dwa miesiące z wizytą do Moycullen w hrabstwie Galway, by po kolejnych kilku, pojawić się tutaj na stałe. Polubiłem też tę pogodę, a może bardziej się do niej przyzwyczaiłem, nauczyłem się nie dostrzegać deszczu, wiatru i 20-stopniowych upałów, a cieszyć się nawet chwilowymi przebłyskami słońca.

Mój jest też rząd, a to jest całkiem proste, bo to ja płacę niemałe podatki na utrzymanie an taoiseacha Martina, tánaiste Varadkara, ministrów posłów i senatorów, więc, jako poniekąd ich chlebodawcą, mam prawo mówić, że rząd kraju, w którym mieszkam, jest moim rządem i tego zdania nie zmienię.

Podobnie jest z moim Galway, pięknym i tajemniczym miastem, ale zawsze, nie licząc czasów zarazy, pełnym ludzi, ulicznych korków i wiatru. Moje Galway jest moje, a to trochę za sprawą jego położenia, ale też osób, jakie tutaj poznałem, bo od przynajmniej kilku lat, czuję się tutaj bardziej u siebie, niż w innym mieście, np. Dublinie, gdzie jednak dosyć często też przebywam.

Kończąc ten kolejny rocznicowy felieton, albowiem w samą rocznicę, będę trochę zajęty, gdyż przyszło mi prowadzić koncert Dory Goli i Dildo Bagginsa oraz galę finałową wyróżnienia „Wnetowa Koniczynka” w Dublinie, mam nadzieję, że za kolejne 9 lat, wciąż czekał będę na emeryturę, by odebrać z budżetu państwa to, co teraz on mi skrupulatnie zabiera. Będzie to też chichot historii, bo najpierw on (budżet) mnie, a później ja ów doić będę, bo zamierzam żyć w Irlandii długo i szczęśliwie. Na marginesie dodam, że zacząłem uczyć się języka irlandzkiego, co trochę mnie niepokoi, bo moja nauczycielka, twierdzi, że jestem jej porażką edukacyjną, już na samym początku. Cóż, to też moja polska natura, więc przeciwstawiam się przymusowi mówienia po irlandzku i to jeszcze z dobrym irlandzkim akcentem. Po dwóch miesiącach nauki wiem już, jak przeklinać po irlandzku, powiedzieć dżem, wymówić poprawnie nazwy funkcji premiera, wicepremiera i siedziby prezydenta, więc w mojej ocenie, to i tak sukces. 😉 Kolejną ciekawostką, wciąż owianą aurą tajemniczości jest, że wraz z moim przyjacielem, Tomkiem Wybranowskim, piszemy książkę, pod roboczym tytułem „Moja Irlandia”, a w tej, składającej się z dwóch części, opisujemy nasze życie na wyspie, ale i jej historię, która działa się na naszych oczach.  

Bogdan Feręc

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Rząd musi działać
Untaken Annual Leave
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська