W czasie gdy kryzys mieszkaniowy w Irlandii osiąga kolejne rekordy, rząd zamiast walczyć o wyższe standardy życia mieszkańców kraju, postanowił zaakceptować nową rzeczywistość, czyli mniejsze mieszkania mają stać się normą. Minister mieszkalnictwa James Browne opublikował właśnie projekt nowych standardów projektowania mieszkań, które formalnie utrzymują kontrowersyjne zmiany wprowadzone wcześniej przez rząd.
Choć w oficjalnych komunikatach mówi się o „zachowaniu równowagi” między jakością mieszkań a zwiększeniem ich podaży, krytycy nie mają wątpliwości. W ich ocenie państwo nie rozwiązuje problemu niedoboru mieszkań, lecz obniża oczekiwania ludzi co do tego, jak powinny wyglądać warunki życia w jednym z najdroższych krajów Europy. Najbardziej kontrowersyjnym elementem obowiązujących już wytycznych było zmniejszenie minimalnej powierzchni kawalerek z 37 do 32 metrów kwadratowych. Choć nowe krajowe oświadczenie planistyczne nie idzie dalej w tym kierunku, utrzymuje wcześniej przyjęte rozwiązania. Oznacza to, że decyzja o zmniejszeniu minimalnej przestrzeni mieszkalnej została w praktyce przypieczętowana.
To istotna zmiana filozofii prowadzenia polityki mieszkaniowej. Jeszcze kilka lat temu debata koncentrowała się wokół jakości życia, dostępności przestrzeni dla rodzin oraz tworzenia trwałych i funkcjonalnych osiedli. Dziś coraz częściej słyszymy argument, że mieszkania muszą być mniejsze, ponieważ większych po prostu nie opłaca się budować.
Rząd argumentuje, że koszty budowy osiągnęły poziom, który wymaga nowych rozwiązań. Minister stanu ds. planowania John Cummins podkreśla, że należy zrobić wszystko, aby obniżyć koszty realizacji inwestycji mieszkaniowych. Według władz elastyczniejsze przepisy mają pomóc zarówno państwu, jak i prywatnym deweloperom szybciej reagować na potrzeby rynku. Jednak dla wielu obserwatorów jest to odwracanie logiki problemu, bo zamiast zastanawiać się, dlaczego budowa mieszkań w Irlandii jest tak kosztowna, państwo dostosowuje standardy do rosnących kosztów. Innymi słowy, skoro budowa odpowiednio dużych mieszkań jest coraz trudniejsza, obniża się wymagania dotyczące ich wielkości.
Taki kierunek budzi poważne obawy o długofalowe skutki społeczne, bo przecież mieszkanie nie jest zwykłym produktem konsumpcyjnym. To przestrzeń, w której ludzie pracują, wychowują dzieci, odpoczywają i spędzają znaczną część swojego życia. Każdy metr kwadratowy mniej oznacza realne pogorszenie komfortu codziennego funkcjonowania. Szczególnie niepokojące jest to, że zmiany wprowadzane są w czasie, gdy wiele osób pracuje z domu, a ceny nieruchomości i czynszów pozostają na rekordowo wysokich poziomach. Wielu mieszkańców może odnieść wrażenie, że płacąc coraz więcej, otrzymują coraz mniej.
Kontrowersje wzmacnia również fakt, że obecne wytyczne pozostają przedmiotem sporu prawnego. Wysoki Trybunał skierował pytania do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczące między innymi tego, czy poprzednie regulacje powinny zostać objęte strategiczną oceną oddziaływania na środowisko. Sprawa została zainicjowana przez grupę samorządowców i działaczy publicznych, którzy zakwestionowali sposób procedowania wcześniejszych wytycznych. W odpowiedzi departament zdecydował przyjąć ostrożniejsze podejście i przygotować szczegółową ocenę środowiskową dla nowego dokumentu.
Rzecznik Partii Pracy ds. mieszkalnictwa Conor Sheehan uważa, że rząd powinien wycofać się z planów obniżania standardów mieszkaniowych i wrócić do prac nad rozwiązaniami, które zwiększą podaż mieszkań bez pogarszania jakości życia przyszłych mieszkańców. „Przyszłe pokolenia nie powinny być zmuszane do akceptowania mniejszych domów i gorszych warunków życia” – podkreślił polityk.
Trudno nie zauważyć, że właśnie wokół tego zdania koncentruje się istota całego sporu. Zwolennicy zmian mówią o pragmatyzmie i konieczności dostosowania się do realiów rynku. Przeciwnicy odpowiadają, że państwo powinno walczyć o wyższe standardy życia obywateli, a nie przyzwyczajać ich do coraz mniejszej przestrzeni życiowej. W kraju, który od lat zmaga się z niedoborem mieszkań, rekordowymi cenami nieruchomości i rosnącymi czynszami, decyzja o utrzymaniu mniejszych standardów powierzchniowych może okazać się symbolem szerszego problemu. Zamiast usuwać przyczyny kryzysu, rząd wydaje się dostosowywać definicję tego, co uznawane jest za akceptowalne warunki mieszkaniowe.
Dla wielu ludzi będzie to trudne do zaakceptowania. Tym bardziej że kryzys mieszkaniowy miał zostać rozwiązany poprzez budowę większej liczby domów i mieszkań, a nie poprzez zmniejszanie przestrzeni, którą otrzymują mieszkańcy.
Bogdan Feręc
Źr. The Irish Times
Photo by Frames For Your Heart on Unsplash

