Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Minister zamyka drzwi przed deregulacją rynku taksówek

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Rząd mówi jasno – żadnej pełnej liberalizacji, żadnych prywatnych kierowców jeżdżących bez licencji taksówkarskiej. Minister transportu Darragh O’Brien uciął spekulacje o otwarciu rynku na model znany z innych krajów „nie jest to polityką rządu i nie mamy zamiaru go wprowadzać”.

To odpowiedź na apel Competition and Consumer Protection Commission (CCPC), która chce usunięcia barier regulacyjnych i dopuszczenia usług przewozowych w stylu Uber czy Bolt w formule znanej z wielu państw, czyli z możliwością świadczenia usług przez prywatnych kierowców we własnych samochodach, pod określonym nadzorem.

Minister mówi: nie, a CCPC przekonuje, że rynek nie działa.

Przewodniczący CCPC Brian McHugh twierdzi, że konsumenci cierpią, bo sektor nie nadąża za innowacją. Według komisji otwarcie rynku zwiększyłoby konkurencję i wybór, bez rezygnacji z regulacji i standardów bezpieczeństwa. Minister odpowiada innym priorytetem, więc chodzi o bezpieczeństwo i ochronę konsumenta. Darragh O’Brien podkreśla, że kierowcy w Irlandii przechodzą kontrolę przez An Gharda Síochána, a pojazdy muszą spełniać określone normy. To nie aplikacja ma być fundamentem systemu, lecz licencja i nadzór.

Rząd stoi na stanowisku, że rynek już dziś jest formalnie otwarty i nie ma limitu liczby licencjonowanych kierowców ani pojazdów SPSV (Small Public Service Vehicle). Pod koniec stycznia było ich 27 955 kierowców i 21 071 pojazdów. W ciągu trzech lat dołączyło około 6 tys. nowych kierowców. 65 proc. kursów zamawianych jest przez aplikacje dyspozytorskie, a system ewoluuje, ale w ramach istniejących zasad.

National Transport Authority (NTA) zapowiada przegląd regulacji dotyczących operatorów dyspozytorskich, jednak bez zapowiedzi rewolucji i główny nacisk położy na bezpieczeństwo pasażerów.

Swoje trzy grosze dorzuca branża. Freenow ostrzega, że pełna deregulacja to „wyścig na dno”. Według ich badań kierowcy mogliby stracić średnio 400 euro miesięcznie. Ponad połowa rozważyłaby odejście z zawodu, gdyby dopuścić nielicencjonowanych kierowców. Argument jest prosty, jeśli każdy może wejść na rynek bez tych samych kosztów i wymogów, profesjonalny kierowca przestaje mieć ekonomiczny sens. Z kolei przedstawiciele Ubera apelują o „poważny proces reform” i krajową strategię taksówkarską.

W tle widoczny jest jednak stary spór, czy większa konkurencja automatycznie oznacza lepszą usługę? Teoria ekonomii mówi – często tak, ale praktyka transportowa bywa bardziej złożona. Rynek przewozów to nie tylko cena i dostępność, ale też odpowiedzialność, ubezpieczenia, kontrola przeszłości kierowców, standardy pojazdów. Liberalizacja bez precyzyjnej architektury regulacyjnej może poprawić dostępność, ale też rozmyć odpowiedzialność.

Minister O’Brien wybrał stabilność zamiast eksperymentu. W kraju, w którym sektor już raz przechodził bolesną liberalizację, polityczna pamięć działa jak zimny prysznic. Rząd stawia na korekty, nie na przewrót.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Fot. Dzięki uprzejmości RTE

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version