Pięć milionów euro wydanych, ponad dwie dekady sporów, dwa postępowania arbitrażowe i wciąż ani jednej wbitej łopaty. Historia Narodowego Centrum Nauki dla Dzieci w Dublinie staje się kolejnym symbolem tego, jak łatwo publiczne pieniądze mogą rozpływać się w urzędniczych procedurach bez żadnego widocznego efektu dla podatników.
Najnowsze informacje ujawnione przed Komisją Finansów Publicznych Dáil pokazują skalę problemu. Urząd Robót Publicznych (OPW) wydał już ponad milion euro na same koszty prawne związane z projektem, na którego realizację nie ma zabezpieczonych funduszy. Co więcej, tylko w tym roku przeznaczono kolejne 22 tysiące euro na konsultantów technicznych przygotowujących dokumentację przetargową dla budynku, który najprawdopodobniej nigdy nie powstanie.
To sytuacja, która budzi coraz większą frustrację parlamentarzystów. Wiceprzewodniczący Komisji Finansów Publicznych Paul McAuliffe nie krył oburzenia, podkreślając, że ktoś w końcu powinien nacisnąć przycisk „STOP”. Trudno się z nim nie zgodzić. W czasach kryzysu mieszkaniowego, przeciążonej służby zdrowia i rosnących kosztów życia państwo nadal wydaje pieniądze na przygotowywanie dokumentacji dla projektu pozbawionego realnych perspektyw finansowania.
Jeszcze bardziej niepokojące są pytania dotyczące samego sposobu podejmowania decyzji. Kontroler i Audytor Generalny Seamus McCarthy zwrócił uwagę na fundamentalny problem, jak doszło do sytuacji, w której OPW zobowiązało się prawnie do realizacji inwestycji bez wcześniejszego uzyskania finansowania od Departamentu Wydatków Publicznych?
Koszt budowy centrum nauki szacowany jest obecnie na około 70 milionów euro. Żaden resort nie chce jednak wziąć odpowiedzialności za finansowanie przedsięwzięcia. Departament Edukacji sygnalizuje, że realizacja projektu mogłaby oznaczać rezygnację z budowy kilku szkół. Trudno wyobrazić sobie polityka, który publicznie uzasadniałby odkładanie inwestycji edukacyjnych na rzecz projektu muzealnego. W efekcie państwo znalazło się w pułapce własnych decyzji. Z jednej strony istnieją zobowiązania prawne wynikające z umowy zawartej jeszcze w 2003 roku. Z drugiej – nie ma pieniędzy ani politycznej woli, by inwestycję ukończyć.
Cała historia przypomina podręcznikowy przykład pojawiających się od dłuższego czasu błędów administracyjnych. Pierwotnie muzeum miało powstać w pobliżu stacji Heuston w Dublinie. Projekt zatrzymał kryzys finansowy z 2008 roku. Później rozpoczęły się wieloletnie batalie arbitrażowe, które organizacja National Children’s Science Centre wygrywała zarówno w 2013, jak i w 2022 roku. Mimo upływu 23 lat od ogłoszenia projektu państwo nie jest ani o krok bliżej jego ukończenia.
Dziś uwagę skupia nowe miejsce – północne skrzydło Narodowej Sali Koncertowej przy Earlsfort Terrace. Pozwolenie na budowę wydano już w 2024 roku, ale ponownie brakuje pieniędzy na realizację inwestycji. Parlamentarzyści opisują ten obiekt jako niemal opuszczoną przestrzeń. Korytarze, w których nadal znajdują się ślady po dawnych czasach, gdy budynek należał do University College Dublin, stoją niewykorzystane. Pomieszczenia pozostają puste, a kolejne lata mijają bez konkretnego planu zagospodarowania, a coraz większa ilość polityków mówi wprost o katastrofalnym błędzie. Poseł Socjaldemokratów Aidan Farrelly określił całą sytuację mianem „katastrofalnego eksperymentu”, ostrzegając, że bez zdecydowanej interwencji rządu państwo nie wyciągnie żadnych wniosków z tej kosztownej lekcji.
Trudno nie odnieść wrażenia, że jest to przykład problemu znacznie szerszego niż jeden projekt. To historia o braku odpowiedzialności za publiczne pieniądze, o podejmowaniu zobowiązań bez pokrycia i o urzędniczej machinie, która nawet wtedy, gdy wiadomo, że projekt utknął w martwym punkcie, nadal generuje kolejne koszty.
Pięć milionów euro wydanych bez efektu to już poważny problem. Jeśli jednak państwo będzie nadal finansować dokumentację, konsultantów i procedury dla inwestycji bez zapewnionego budżetu, rachunek dla podatników będzie tylko rósł. Najdroższą częścią całej tej historii może okazać się jednak nie samo centrum nauki, lecz lata bezczynności i błędnych decyzji, za które nikt nie chce wziąć odpowiedzialności.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. Wizualizacja projektu

