W cieniu wieloletnich opóźnień i rosnącej frustracji mieszkańców Dublina Transport Infrastructure Ireland zainicjowała kolejną fazę projektu MetroLink, ogłaszając rozpoczęcie procedury zamówień publicznych. Choć rządowa retoryka próbuje nadać temu wydarzeniu znamiona historycznego przełomu, dla wielu obserwatorów jest to raczej bolesne przypomnienie o dekadach niemocy inwestycyjnej i skomplikowanej strukturze finansowej, która może obciążyć budżet państwa na kolejne pokolenia.
Model partnerstwa publiczno-prywatnego, oparty na zasadzie projektowania, budowy, finansowania i eksploatacji, staje się więc fundamentem inwestycji, której szacunkowa wartość netto opiewa na oszałamiającą kwotę 7,3 miliarda euro. Minister transportu Darragh O’Brien oraz przedstawiciele Krajowego Urzędu Transportu posługują się terminologią „światowej klasy infrastruktury” i „projektu transformacyjnego”, jednak rzeczywistość za oknami dublińskich autobusów i w korkach na drodze M50 sugeruje dużą dawkę ostrożności. Wybór modelu PPP, w którym prywatne konsorcjum przejmuje odpowiedzialność za systemy kolejowe i obsługę metra na ćwierć wieku, rodzi pytania o realne koszty i ostateczny wpływ na kieszeń podatnika. Doświadczenia z wielkich projektów infrastrukturalnych w Irlandii często pokazują, że pierwotne założenia budżetowe rzadko wytrzymują próbę czasu, a skomplikowane struktury finansowe potrafią ukryć narastające koszty pod maską „efektywności sektora prywatnego”.
Zakres kontraktu obejmujący w pełni zautomatyzowaną linię kolejową najwyższej klasy, budowę zajezdni oraz wyposażenie szesnastu stacji, jest imponujący na papierze. Jednak fakt, że największe prace inżynieryjne, takie jak drążenie tuneli, zostały wyłączone z tego konkretnego przetargu i będą zamawiane oddzielnie, budzi obawy o koordynację i ryzyko rozmycia odpowiedzialności. Rozdzielenie tak kluczowych elementów inwestycji może w przyszłości prowadzić do sporów między różnymi wykonawcami, co w irlandzkich warunkach niemal zawsze oznacza opóźnienia i konieczność dopłat ze środków publicznych.
Dyrektor generalny TII Lorcan O’Connor argumentuje, że przetarg ma przyciągnąć doświadczonych partnerów międzynarodowych i zapewnić odpowiednie rozłożenie ryzyka. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że owo „rozłożenie ryzyka” w praktyce często kończy się sytuacją, w której zyski są prywatyzowane, a ewentualne straty i błędy projektowe ostatecznie obciążają skarb państwa.
Siedmioletni etap budowy i dwudziestopięcioletni okres eksploatacji to perspektywa czasowa, która wykracza poza horyzont kilku kolejnych kadencji parlamentarnych, co pozwala obecnym decydentom na składanie obietnic bez konieczności ponoszenia natychmiastowej odpowiedzialności za ich realizację.
Do tego jest wspominanie o walce z emisjami i rozwiązywaniu problemu korków w kontekście tego projektu, który od fazy planowania do realnego uruchomienia przechodził przez dziesięciolecia, a i potrwa kilka ładnych lat, brzmi niemal jak ironia. Dublin, jako jedna z niewielu europejskich stolic tej wielkości pozbawiona jest metra, a potrzebuje konkretnych działań, nie zaś kolejnych kwestionariuszy kwalifikacyjnych. Publiczne zaproszenie oferentów do ubiegania się o umowę jest oczywiście niezbędnym elementem procesu administracyjnego, ale świętowanie tego jako sukcesu rządu, wydaje się przedwczesne, biorąc pod uwagę historię niedoszłych linii metra, które nigdy nie wyszły poza stadium makiet i wizualizacji.
Zwycięskie konsorcjum kontrolować będzie centrum sterowania metrem i całą infrastrukturę komunikacyjną przez 32 lata. To ogromna władza nad ruchem całego miasta, która oddana zostanie w ręce podmiotu komercyjnego. Choć systemy automatyczne GoA4 są standardem w nowoczesnych metropoliach, ich wdrożenie w Dublinie będzie wymagało nie tylko kunsztu technologicznego, ale przede wszystkim politycznej odwagi w egzekwowaniu jakości od prywatnego partnera. Obecna faza zamówień publicznych to nie tyle triumf wizji, ile wejście na bardzo kosztowną i ryzykowną ścieżkę finansową, której finał pozostaje niepewny.
Artykuły i raporty, takie jak Strategia Transportowa Obszaru Wielkiego Dublina malują obraz świetlanej przyszłości, lecz dla mieszkańca Irlandii, który codziennie boryka się z niedostatkami transportu publicznego, to kolejne ogłoszenie na platformie eTenders i jest tylko papierową deklaracją. Prawdziwa wartość MetroLink nie zostanie zmierzona poziomem innowacyjności czy prestiżem międzynarodowych konsorcjów, ale terminowością realizacji i tym, czy po raz kolejny kosztorys nie zostanie przekroczony o miliardy euro. Na razie jednak mamy do czynienia z rozpoczęciem procesu, który zamiast entuzjazmu, powinien budzić najwyższą czujność i rygorystyczny nadzór nad wydatkowaniem publicznych pieniędzy.
Bogdan Feręc
Źr. Business Plus
Fot. Metrolink.ie

