Oficjalne dane napływające z najwyższych szczebli zarządzania publiczną służbą zdrowia nie pozostawiają złudzeń. Zarząd Służby Zdrowia (HSE) znalazł się w głębokiej zapaści finansowej, a skala przekroczenia założeń budżetowych zaczyna przybierać znamiona kryzysu systemowego.
Oficjalne potwierdzenie, że już na koniec maja bieżącego roku wydatki na publiczną opiekę medyczną przekroczyły zakładany plan o astronomiczne 400 milionów euro, to czerwona kartka dla całego systemu. Jeśli to tempo się utrzyma, druga połowa roku upłynie pod znakiem dramatycznej walki o przetrwanie i łatanie dziury budżetowej, która w skali rocznej może zbliżyć się do miliarda euro.
Przesłuchania przed parlamentarną Komisją ds. Zdrowia Oireachtas obnażyły główne źródła tego finansowego tąpnięcia. Szefowa HSE Anne O’Connor wprost zakomunikowała parlamentarzystom, że głównym motorem generującym potężny deficyt są koszty pracownicze. Rachunek za pracę personelu medycznego drastycznie wykroczył poza ramy przewidziane przez planistów. Sytuację pogorszył wyjątkowo trudny i intensywny okres zimowy, który zmusił placówki do funkcjonowania na najwyższych obrotach przy skrajnym obciążeniu infrastruktury.
W odpowiedzi na te alarmujące dane kierownictwo podjęło co prawda realizację zakrojonego na szeroką skalę programu, którego celem jest drastyczne ograniczenie uzależnienia publicznych szpitali od niezwykle kosztownego personelu kontraktowego z agencji zewnętrznych. Choć szefowa Zarządu starała się tonować nastroje, wskazując, że w ostatnich tygodniach dynamika wzrostu samego deficytu nieco spowolniła, to ogólny obraz sytuacji pozostaje skrajnie pesymistyczny.
W podobnym, alarmującym tonie wypowiadał się nowo mianowany sekretarz generalny Departamentu Zdrowia Derek Tierney, dla którego było to pierwsze, niezwykle trudne wystąpienie przed komisją Oireachtas. Jego diagnoza nie pozostawia złudzeń co do kondycji struktur odpowiedzialnych za zdrowie obywateli. HSE działa obecnie pod presją, jakiej nie notowano od lat. Tierney wskazał na potężne i stale rosnące naciski wynikające bezpośrednio z gwałtownych zmian demograficznych oraz coraz większej złożoności procedur medycznych. Przekłada się to na drastyczne wydłużenie czasu oczekiwania na pomoc i utrudniony dostęp do specjalistów, co przy jednoczesnych restrykcjach kadrowych doprowadziło do bezprecedensowego spadku morale wśród lekarzy i pielęgniarek. W ocenie nowego sekretarza, uratowanie stabilności systemu wymaga natychmiastowego, niezwykle ostrożnego zarządzania każdym wydawanym euro, przy jednoczesnej – niemal karkołomnej w tych warunkach – próbie utrzymania i podnoszenia jakości świadczonych usług.
Równie dramatycznie przedstawia się sytuacja wokół flagowej inwestycji sektora zdrowotnego, czyli Narodowego Szpitala Dziecięcego. Zapytany wprost przez członków komisji o postępy prac, Derek Tierney przyznał ze skrajną szczerością, że na placu budowy nie nastąpiła żadna zauważalna poprawa. Wykonawca, czyli firma budowlana BAM, nie dotrzymał aż 19 kolejnych terminów pośrednich. W efekcie jako realny termin faktycznego zakończenia prac konstrukcyjnych wskazuje się dopiero koniec sierpnia. Informacje te potwierdza Krajowa Rada Rozwoju Szpitala Pediatrycznego (NPHDB), nadzorująca tę kluczową inwestycję. Harmonogramy przedstawione przez wykonawcę zakładają ukończenie bryły budynku pod koniec lata, jednak rada studzi optymizm i podkreśla, że data ta musi zostać poddana rygorystycznej weryfikacji oraz testom przez niezależnego przedstawiciela pracodawcy. Taka procedura potrwa kolejne długie tygodnie, co spycha moment realnego otwarcia placówki na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Mimo że prace budowlane nieuchronnie zbliżają się ku końcowi, napięcie między inwestorem a wykonawcą pozostaje ogromne. NPHDB publicznie przypomina, że partner budowlany jest bezwzględnie zobowiązany kontraktem do realizacji projektu zgodnie z obecnymi deklaracjami, włączając w to konieczność zmobilizowania wszelkich niezbędnych zasobów ludzkich i materiałowych.
Z kolei firma BAM w oficjalnym oświadczeniu zapewnia o ścisłej współpracy z radą oraz organizacją Children’s Health Ireland w celu jak najszybszego i bezpiecznego oddania obiektu do użytku. Te dyplomatyczne deklaracje nie są jednak w stanie przesłonić faktu, że opóźnienia generują potężne, dodatkowe koszty.
Finansowe tąpnięcie w bieżącej działalności operacyjnej HSE w połączeniu z inwestycyjną sagą wokół szpitala dziecięcego pokazuje, że irlandzki system opieki zdrowotnej znalazł się pod ścianą, a jego przetrwanie w obecnym kształcie stoi pod wielkim znakiem zapytania.
*
Tak na marginesie, we wszystkich krajach Europy, gdzie służba zdrowia boryka się z przekroczeniami budżetu wykazano, iż największy wpływ na rosnące koszty systemu lecznictwa mają właśnie płace. Tak dzieje się również w Polsce, Niemczech i Hiszpanii.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Marcelo Leal on Unsplash

