Sygnał wysłany przez ministra finansów Simona Harrisa, a sugerujący możliwość ulżenia podatkowego osobom ciężko pracującym, które mimo wysiłku ledwo dopinają domowe budżety, poruszył wrażliwą strunę w irlandzkim społeczeństwie. Najnowsze badanie Sunday Independent / Ireland Thinks wskazuje, że choć pośród ekonomistów trwa tradycyjny spór o zasadność takiego kroku, polityczna kalkulacja stoi po stronie podatników.
Aż 56% respondentów domaga się obecnie, aby obniżki podatków stały się priorytetem nadchodzącego budżetu. To wyraźna zmiana wobec układu sił sprzed ostatnich wyborów, gdy cel ten popierało 40% badanych. Jednocześnie słabnie chęć bezwarunkowego pompowania środków w wydatki publiczne. Przełamuje to utarty mit, jakoby obywatel w rozmowie z ankieterem zawsze wybierał deklaratywne dobro wspólne, a dopiero w zaciszu domowym liczył własne oszczędności. Rozbieżność ta nie wynika jednak z rosnącego egoizmu społecznego, lecz z bilansu przykrych doświadczeń.
Skandynawski mit a irlandzka rzeczywistość
Zwiększanie obciążeń podatkowych można obronić tylko wtedy, gdy przekłada się ono na namacalną poprawę jakości usług dostarczanych przez państwo. Irlandzcy podatnicy doskonale dostrzegają rozdźwięk między teorią a praktyką i, o ile wyższe podatki sprawdzają się w modelach państw skandynawskich, o tyle na gruncie lokalnym stały wzrost nakładów finansowych rzadko przynosi proporcjonalną poprawę funkcjonowania ochrony zdrowia czy infrastruktury.
Ten powracający cykl rozczarowań rodzi poczucie głębokiej niesprawiedliwości. Irlandzki system podatku dochodowego za krzywdzący uważa dziś 65% respondentów, podczas gdy pozytywnie ocenia go zaledwie 27%. Nawet ten skromny odsetek zadowolonych bywa sztucznie zawyżony, bo jedna trzecia pracowników w ogóle nie płaci podatku dochodowego, co sprawia, że ciężar utrzymania aparatury państwowej spoczywa na stosunkowo wąskiej grupie zarabiających.
Ryzyko finansowania z niepewnych źródeł
Eksperci ds. polityki fiskalnej słusznie przestrzegają przed dwojakim ryzykiem. Dalsze uszczuplanie bazy podatkowej poprzez ulgi dla klasy średniej przy jednoczesnym finansowaniu budżetu zmiennymi wpływami z podatku od osób prawnych (CIT) niesie ze sobą niebezpieczeństwo niestabilności. Rekordowe dochody z CIT nie są dane raz na zawsze, na co we wcześniejszych analizach zwracała uwagę Irlandzka Rada Doradcza ds. Fiskalnych, wskazując na tempo wzrostu wydatków rządowych przewyższające dochód narodowy.
Dlatego sama korekta stawek dochodowych nie rozwiąże problemu, jeśli nie pójdzie za nią dyscyplina po stronie wydatków państwowych, w tym odchodzenie od nawyku dosypywania publicznych pieniędzy przy każdej kryzysowej sytuacji. Rezygnacja z jednorazowych zapomóg i dodatków, które maskują jedynie problem, jak w przypadku dopłat energetycznych. Przestawienie uwagi z samych nakładów na twarde wskaźniki wykonania zadań.
W stronę dojrzałej debaty publicznej
Zmiany podatkowe wymagają również przewartościowania oczekiwań samych wyborców. Stałe wyczekiwanie doraźnych rekompensat od państwa przesłania podstawowy fakt, że wsparcie publiczne jest jedynie częściowym zwrotem środków wcześniej odebranych obywatelom w formie podatków.
Inicjując dyskusję o obniżkach obciążeń dla klasy średniej, minister Harris dotknął kwestii spóźnionej, ale niezbędnej. Przez lata przekonywano osoby o średnich dochodach, że ich obciążenia, a na tle wskaźników międzynarodowych, nie są wysokie, ignorując realne poczucie zmniejszania się dochodu rozporządzalnego. Próba budowania poczucia winy wokół naturalnej chęci zatrzymania większej części własnej pracy przestała działać. Społeczeństwo domaga się dziś realnej polityki finansowej, w której państwo przestaje mylić sprawność zarządzania z wysokością pobieranych podatków.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Jakub Żerdzicki on Unsplash

