Irlandia znalazła się w punkcie, w którym polityka migracyjna przestaje być wyłącznie kwestią deklaracji, a staje się sprawdzianem zdolności państwa do zarządzania rzeczywistością. Najnowsze działania władz wskazują na wyraźną zmianę kursu: system, który przez lata był rozbudowywany w odpowiedzi na kolejne kryzysy, dziś zaczyna być porządkowany. Nie jest to jednak proces ani prosty, ani wolny od napięć.
Kluczowym elementem tej zmiany jest decyzja dotycząca osób przebywających w ośrodkach IPAS. Ponad tysiąc mieszkańców, w tym 473 rodziny oraz około 700 osób samotnych, otrzymało informację o konieczności opuszczenia tych placówek do początku lipca. Powód jest formalnie jednoznaczny, bo osoby te uzyskały już status uchodźcy lub prawo do pozostania w kraju, co oznacza, że nie kwalifikują się do dalszego zakwaterowania w systemie przeznaczonym dla osób oczekujących na decyzję.
Z perspektywy administracyjnej logika jest klarowna. System IPAS, w którym przebywa ponad 33 tysiące osób, znajduje się pod ogromną presją. Władze argumentują, że musi on w pierwszej kolejności służyć tym, którzy dopiero ubiegają się o ochronę międzynarodową. Utrzymywanie w nim osób z uregulowanym statusem prowadziłoby do jego paraliżu. Problem zaczyna się jednak tam, gdzie kończy się teoria, a zaczyna praktyka. Irlandia od lat zmaga się z głębokim kryzysem mieszkaniowym, który sprawia, że znalezienie lokum na wolnym rynku graniczy z cudem i to nie tylko dla migrantów, ale i dla samych obywateli. Organizacje wspierające osoby opuszczające ośrodki IPAS podkreślają, że nawet przy gotowości do samodzielności, brak dostępnych mieszkań, wysokie ceny oraz bariery administracyjne skutecznie blokują proces pełnego zaistnienia w społeczeństwie.
Efekty już są widoczne i setki osób zgłosiły się do służb pomocy bezdomnym, szczególnie w Dublinie, gdzie system wsparcia działa na granicy wydolności. Dane wskazują, że w ciągu ostatnich dwóch lat ponad 1300 osób opuszczających system zakwaterowania bezpośredniego szukało tymczasowego schronienia w stolicy. Co więcej, według przedstawicieli sektora pomocy społecznej, jest to obecnie jeden z głównych czynników napędzających wzrost liczby osób bezdomnych wśród dorosłych singli.
Niepokój wyrażają także urzędnicy i korespondencja między Departamentem Mieszkalnictwa a Departamentem Sprawiedliwości ujawnia obawy przed powtórką scenariusza z poprzedniego roku, kiedy podobne działania doprowadziły do gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na pomoc kryzysową. Szczególnie alarmujące są przypadki rodzin z dziećmi oraz osób w sytuacjach szczególnie wrażliwych.
Rząd stoi więc przed klasycznym dylematem polityki publicznej, czyli jak pogodzić ograniczone zasoby z rosnącymi potrzebami, nie doprowadzając przy tym do destabilizacji społecznej. Z jednej strony istnieje presja, by uporządkować system i ograniczyć jego przeciążenie. Z drugiej mamy zaś rosnące ryzyko, że zbyt gwałtowne działania stworzą nowy, jeszcze trudniejszy problem.
W tle tej sytuacji pojawia się szersza zmiana podejścia do migracji. Coraz wyraźniej widać, że Irlandia odchodzi od modelu reaktywnego, opartego na doraźnych rozwiązaniach, na rzecz bardziej selektywnego i kontrolowanego zarządzania przepływami ludności. Nie oznacza to zamknięcia kraju, lecz próbę odzyskania kontroli nad systemem, który zaczął wymykać się spod nadzoru. Szczególnie wrażliwym elementem tej układanki pozostaje kwestia wsparcia dla Ukraińców. Ograniczanie pomocy, w tym finansowania zakwaterowania, jest narzędziem, które może przyspieszyć proces usamodzielniania się części migrantów. Jednocześnie jednak, jeśli nie zostanie skoordynowane z realnymi możliwościami rynku i systemu wsparcia, może prowadzić do efektów odwrotnych od zamierzonych.
Podobnie wygląda sytuacja z osobami spoza Europy przebywającymi w ośrodkach IPAS. Presja na opuszczenie tych placówek rośnie, ale bez stworzenia realnych ścieżek wyjścia, czy to poprzez integrację, czy nawet powrót do ojczyzn, mogą jedynie przesunąć problem z jednego segmentu systemu do drugiego.
Na końcu tej układanki pozostaje kwestia najtrudniejsza, więc, jak przeprowadzić konieczne zmiany w sposób, który nie doprowadzi do powstania nowych napięć społecznych. Porządkowanie systemu migracyjnego jest nieuniknione, ale jego skuteczność będzie zależała od precyzji i odpowiedzialności. Jeśli państwo zdecyduje się ograniczać wsparcie i przyspieszać proces opuszczania ośrodków, musi jednocześnie zapewnić realne możliwości wyjścia z tej sytuacji, a zarówno poprzez dostęp do rynku pracy i mieszkań, jak i poprzez sprawne, godne procedury powrotu dla tych, którzy zdecydują się opuścić kraj.
W przeciwnym razie ryzyko jest oczywiste i zamiast rozwiązania problemu, powstanie jego nowa, bardziej widoczna oraz trudniejsza do kontrolowania forma. A wtedy polityka przestaje być zarządzaniem, a zaczyna gaszeniem pożarów, które samemu się wznieciło.
*
Powiedzmy to wprost, na irlandzkich ulicach może pojawić się tysiące migrantów, którzy nie będą mieli ani gdzie mieszkać, ani nie będą mieli źródła utrzymania. Będą mieli za to dużo czasu i potrzeby, które w jakiś sposób zechcą zaspokoić. Czy więc bezpieczeństwo kraju nie zostanie wystawione na poważną próbę? To wszystko będziemy wiedzieć już po połowie roku.
Bogdan Feręc
Źr. The Irish Times
Photo by mostafa meraji on Unsplash

