Micheál Martin powinien wyjechać

Narodowy dysonans, jaki wywołała nieoficjalna zapowiedź wyjazdu premiera Martina, stał się sprawą społecznie komentowaną, a głosy, nie idą w kierunku zgody, na wyjazd szefa rządu z kraju.

Departament Premiera zapowiedział, iż Micheál Martin, rozważa możliwość tradycyjnej wizyty w Waszyngtonie, które corocznie odbywają się w związku z Dniem Świętego Patryka. Ten rok, jak i poprzedni, nie należy do zwykłych, bo i pandemia i zakaz podróżowania, a i słowa premiera, żeby siedzieć w domach, a najdalej, o ile będzie to już możliwe, przemieszczać się w ramach wyspy.

To jednak staje  sprzeczności z zapowiedziami pierwszego ministra, więc wyjazdem do USA, co obudziło krytyków samego Martina, jak i jego zwolenników. Czy jednak któraś ze stron ma rację?

Mają obie, a zależnie jest to od perspektywy, z jakiej będziemy spoglądać na całą sprawę.

O ile ściśle trzymać się będziemy wytycznych rządu, to mają rację ci, którzy twierdzą, że Micheál Martin, jest mieszkańcem Zielonej Wyspy i jego również, obowiązują wszelkie rozporządzenia, choćby był ich autorem.

Inni są zdania, że powinien wyjechać, bo to w końcu przedstawiciel kraju, a jego wizytę, można, a nawet trzeba uznać za podróż niezbędną.

Dlaczego więc niezbędną?

Cóż, nie ze względu na miskę koniczyny, którą otrzyma prezydent Joe Biden, a Pierwsza Dama wywali, jak ta zwiędnie, a ze względów czysto gospodarczych. Samą miskę może zatrzyma, bo szklana i można do niej cukierków nawkładać, ale podupadłe zielsko, trafi do kosza z całą pewnością.

Irlandia poprzez działania związane z Covid-19, celowe lub nie, znalazła się w niezwykle trudnej sytuacji gospodarczej i gdyby nie pożyczki, a te dochodzą już do 27 miliardów euro, dawno utraciłaby jakąkolwiek płynność finansową i można by tylko marzyć o zasiłkach i wypłatach dla urzędników na służbie państwowej. Pożyczki dają jednak możliwość finansowania PUP-owych bezrobotnych, wspieranie zakładów pracy oraz wypłacanie pensji sferze budżetowej.

To jednak tylko jedna strona medalu, bo trzeba przecież, zacząć myśleć o oddaniu tych pieniędzy, a pojawią się one w budżecie, kiedy kraj zacznie wracać do normalnego działania. Nawiasem mówiąc, to my będziemy je oddawać, a będzie to jakieś 44 000 € na łebek, bo tyle w przeliczeniu na jednego mieszkańca Irlandii, wynosi dziura w państwowej kasie. Nie obędzie się też wtedy bez współpracy międzynarodowej, albowiem sprzedaż na rynku krajowym, nie jest na tyle duża, aby pokryła całość potrzeb budżetowych. Należy znaleźć poważnych odbiorców, ale też inwestorów, a ci, w stosunkowo krótkim czasie, pomogą stanąć niewielkiej wysepce na nogi.

Takim państwem, które od wielu lat współpracuje z Irlandią, a i można je uważać za motor postępu na wyspie, są właśnie Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, które poprzez swoje inwestycje i uruchamianie ogromnych zakładów produkcyjnych, wywindowały Republikę do miana Zielonego Tygrysa, a później pomogły wstać z kolan po kryzysie z 2008 roku.

W związku z tym, trzeba chyba jednak uznać, że wizyta Micheála Martina w Gabinecie Owalnym i spotykanie z Joe Bidenem, może przysłużyć się państwu, czyli…

Niech jedzie, a niektórzy dodadzą… i niech nie wraca.

Bogdan Feręc

Zdj: Wizyta byłego premiera Leo Varadkara w USA – w 2020 roku i wręczenie miski koniczyny ówczesnemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi.

Polska-IE - © MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM
Zakaz poszukiwań ro
Już ponad 2000 nauc
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian