Dublin stoi dziś przed wyborem, który zadecyduje o jego pozycji na całe pokolenia. Nie chodzi o estetykę, wygodę ani też prestiż, bo o fundamenty gospodarki. MetroLink nie jest fanaberią stolicy ani projektem dla klasy średniej z północnych przedmieść, to infrastruktura krytyczna, taka sama jak sieć energetyczna, porty czy światłowody.
Podczas dorocznego zgromadzenia Izby Handlowej w Dublinie jej nowy prezes David Kelly postawił sprawę jasno i powiedział, że inwestycje infrastrukturalne w stolicy nie są opcjonalne. Są konieczne. Ponad jedna trzecia wszystkich miejsc pracy w Irlandii znajduje się właśnie tutaj. Dublin nie jest jednym z wielu ośrodków gospodarczych, jest jego sercem, a serce bez tętnic przestaje pompować i MetroLink ma być jedną z tych tętnic. Przez dekady Irlandia zbyt często odkładała wielkie projekty na później, tłumacząc się kosztami, procedurami lub polityczną ostrożnością. Efekt widać każdego ranka na zatłoczonych drogach, w przepełnionych autobusach i w czasie, który pracownicy tracą nie na produktywność, lecz na stanie w korkach. To nie jest drobna niedogodność, a realny koszt gospodarczy, który obniża konkurencyjność kraju.
Kelly nazwał realizację takich projektów „testem wiarygodności” Irlandii, bo globalne firmy, inwestorzy i instytucje nie oceniają państw na podstawie deklaracji, lecz na podstawie zdolności do realizacji. Metro nie jest więc symbolem ambicji, a dowodem sprawczości.
Infrastruktura transportowa i infrastruktura energetyczna tworzą wspólny ekosystem wzrostu. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają centra danych i inne energochłonne inwestycje, które często przedstawiane są jako zagrożenie dla systemu energetycznego. Kelly odwrócił tę tezę i to właśnie one mogą stać się motorem modernizacji. Zapotrzebowanie na energię tworzy ekonomiczne uzasadnienie dla rozbudowy sieci, inwestycji w odnawialne źródła i zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego. Konkurencyjność gospodarki oraz ambicje klimatyczne nie muszą się wykluczać, one mogą się wzajemnie napędzać.
To samo dotyczy transportu, ponieważ bez wydajnego systemu transportu masowego rozwój gospodarczy zaczyna się dusić. Miasto przestaje być dostępne, a jego potencjał wykorzystany. MetroLink ma połączyć lotnisko z centrum i dalej z południowymi dzielnicami, tworząc szybki, niezależny od korków kręgosłup mobilności. To inwestycja nie tylko w wygodę mieszkańców, lecz w produktywność całej gospodarki, argumentował.
Europejskie metropolie pokazują tę zależność bez wyjątków i wystarczy spojrzeć na Londyn, Paryż, Madryt czy Kopenhagę, a one wszystkie nie budowały metra dlatego, że były bogate. Stały się bogate między innymi dlatego, że je zbudowały. Transport podziemny zwiększa dostępność rynku pracy, podnosi wartość inwestycji i pozwala miastu rosnąć bez paraliżu komunikacyjnego. Irlandia znajduje się dziś w momencie, który zdarza się rzadko, mówił dalej David Kelly, ma silną gospodarkę, globalne znaczenie technologiczne i rosnącą populację, ale przewaga konkurencyjna nie jest dana raz na zawsze. Bez infrastruktury może zniknąć szybciej, niż się pojawiła.
MetroLink nie jest więc projektem transportowym. Jest projektem gospodarczym, energetycznym i cywilizacyjnym jednocześnie, więc to decyzja o tym, czy Dublin pozostanie miastem możliwości, czy stanie się ofiarą własnego sukcesu.
Podziemna infrastruktura stolicy nie jest luksusem, jest warunkiem, by przyszłość w ogóle mogła się wydarzyć nad ziemią.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Gabriel Ramos on Unsplash

