Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Meta tnie tysiące etatów, bo przyszłość firmy ma należeć do AI

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Kiedyś Dolina Krzemowa sprzedawała światu wizję cyfrowej utopii, miejsca, w którym technologia tworzy nowe zawody, nowe możliwości i nową klasę dobrze opłacanych specjalistów. Dziś ten sam świat coraz częściej przypomina chłodną halę produkcyjną, w której człowiek staje się kosztem do optymalizacji. Meta, właściciel Facebooka, Instagrama i WhatsAppa, właśnie kolejny raz pokazuje, jak zmienia się logika współczesnego Big Techu.

Firma rozpoczyna proces zwolnień obejmujących około 8000 pracowników na całym świecie. To blisko 10 procent całej siły roboczej technologicznego giganta. Redukcje objąć mają wiele działów, choć wciąż nie wiadomo, jak mocno uderzą w irlandzki oddział firmy, gdzie zatrudnionych jest około 1800 osób. W Dublinie atmosfera niepokoju unosi się nad biurami niczym ciężkie, burzowe chmury. Pracownicy dobrze pamiętają poprzednie fale cięć, które już wcześniej przetoczyły się przez firmę. To nie jest jednak zwykła restrukturyzacja, bo sygnał znacznie większej zmiany, czyli momentu, w którym sztuczna inteligencja przestaje być dodatkiem do biznesu, a zaczyna stawać się jego głównym mechanizmem.

Według informacji przekazanych przez Reutersa zwolnieniom towarzyszyć będą szerokie zmiany organizacyjne związane z rozwojem AI. Meta zamierza przesunąć około 7000 pracowników do nowych inicjatyw opartych na sztucznej inteligencji, jednocześnie eliminując część stanowisk kierowniczych i upraszczając strukturę firmy. Korporacyjny język mówi o „spłaszczaniu zespołów” i „usprawnianiu przepływów pracy”. W praktyce oznacza to jedno, iż będzie mniej ludzi, więcej algorytmów.

Mark Zuckerberg nie ukrywa już kierunku tej transformacji i szef Meta otwarcie zapowiadał, że rok 2026 będzie momentem przełomowym dla rynku pracy w sektorze technologicznym. Według niego sztuczna inteligencja zacznie radykalnie zmieniać sposób funkcjonowania firm, a projekty, które dawniej wymagały całych zespołów specjalistów, będą mogły być realizowane przez jedną wyjątkowo uzdolnioną osobę wspieraną przez AI. To zdanie wybrzmiewa dziś jak manifest nowej epoki korporacyjnego kapitalizmu. Epoki, w której wydajność liczy się bardziej niż doświadczenie, a algorytm staje się cichym współpracownikiem i jednocześnie konkurentem każdego pracownika.

Jeszcze kilka lat temu branża technologiczna zatrudniała na potęgę. Kampusy gigantów przypominały futurystyczne miasta dobrobytu, gdzie darmowe jedzenie, strefy relaksu i astronomiczne wynagrodzenia miały symbolizować nowoczesny model pracy. Dziś ten obraz pęka. Firmy technologiczne odkrywają, że po pandemicznym boomie przyszła era chłodnych kalkulacji. Inwestorzy chcą efektywności, zarządy chcą automatyzacji, natomiast AI daje obietnicę jednego i drugiego jednocześnie.

Irlandzki oddział Meta już wcześniej boleśnie odczuł skutki tej strategii, bo w listopadzie 2022 roku oraz maju 2023 roku firma zwolniła w Irlandii około 840 pracowników. W styczniu ubiegłego roku ogłoszono kolejne cięcia obejmujące około 5 procent „najsłabszych” pracowników na świecie. W marcu pojawiły się informacje, że następnych 15 stanowisk w irlandzkim oddziale jest zagrożonych bezpośrednio z powodu wdrażania narzędzi sztucznej inteligencji. To już nie są pojedyncze korekty kadrowe, a systematyczna przebudowa rynku pracy.

Wielkie korporacje technologiczne zaczynają działać według nowej filozofii: skoro AI może pisać kod, analizować dane, tworzyć reklamy, moderować treści i organizować procesy, to ilu ludzi naprawdę potrzeba do utrzymania cyfrowego imperium? Pytanie, które jeszcze niedawno wydawało się abstrakcyjne, dziś staje się brutalnie konkretne dla tysięcy pracowników otwierających służbowe skrzynki mailowe. Sedno tej rewolucji jest uderzające i firmy takie jak Meta budowały przecież swoją potęgę dzięki ludziom, ich kreatywności, wiedzy i zdolności tworzenia produktów używanych przez miliardy użytkowników. Teraz te same firmy inwestują miliardy dolarów w technologie, które mają ograniczyć zależność od ludzkiej pracy. Oczywiście korporacje przedstawiają to jako nieunikniony marsz postępu, bo AI ma zwiększać produktywność, przyspieszać innowacje i pozwalać firmom działać szybciej niż konkurencja. Problem polega na tym, że za każdą prezentacją o „efektywności operacyjnej” stoją konkretni ludzie, więc specjaliści, menedżerowie, analitycy oraz programiści, którzy nagle odkrywają, że ich doświadczenie można zastąpić modelem językowym i kilkoma narzędziami automatyzacji.

Dolina Krzemowa przez lata przekonywała świat, że technologia zawsze tworzy więcej miejsc pracy, niż niszczy. Dziś po raz pierwszy na taką skalę sami twórcy cyfrowej rewolucji zaczynają wyglądać jak ofiary własnego wynalazku. Być może właśnie dlatego obecne zwolnienia w Meta budzą tak silny niepokój daleko poza branżą technologiczną, bo jeśli nawet Facebook – symbol internetowej ekspansji XXI wieku uznaje, że przyszłość należy do mniejszych zespołów wspieranych przez sztuczną inteligencję, to pytanie przestaje brzmieć „czy AI zmieni rynek pracy?”. Pytanie brzmi teraz: ilu ludzi stanie się zbędnych, zanim państwa i społeczeństwa zrozumieją skalę tej zmiany?

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Dima Solomin on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE – chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version