Przeglądając najnowsze doniesienia medialne o stanie irlandzkiej przyrody, trudno opanować wrażenie, że uczestniczymy w sprawnie wyreżyserowanym spektaklu. Nagłówki straszą rekordowo suchym lipcem, a na dowód serwuje się odbiorcom dramatyczne zdjęcia satelitarne.
Zielona Wyspa nagle, przynajmniej na ekranach komputerów, przyjmuje odcienie wypalonej słońcem pustyni. Tyle że diabeł, jak to zwykle bywa, tkwi w szczegółach, o których autorzy tych alarmujących przekazów woleliby nie wspominać.
Faktów nikt tu nie zamierza podważać, bo w minionym miesiącu, jak podaje Met Éireann, opadów faktycznie było odczuwalnie mniej i zauważył to każdy, kto mieszka na wyspie. Dane Met Éireann powołujące się na liczby z poszczególnych stacji, takich jak ta na lotnisku w Cork, jasno też wskazują na wyraźny deficyt deszczu.
Problem nie leży więc w pomiarach meteorologicznych, ale w sposobie, w jaki te zjawiska są publicznie interpretowane i sprzedawane masowemu odbiorcy.
Rzut oka na prezentowane ujęcia z kosmosu ujawnia prostą, a wręcz prymitywną manipulację. Fotografie ukazują przede wszystkim tereny silnie zurbanizowane i zamieszkane. To właśnie na tych obszarach wprowadzono oficjalny zakaz używania węży ogrodowych. Osiedlowe trawniki, miejskie skwery czy tereny rekreacyjne po prostu wyschły, bo mieszkańcy i operatorzy ośrodków rekreacyjnych dostosowali się do odgórnych rozporządzeń i przestali je regularnie podlewać.
Zmiana barwy osiedlowej trawy z soczystej zieleni na słomkowy brąz jest więc bezpośrednim skutkiem decyzji administracyjnych, a nie katastrofalnym załamaniem się lokalnego ekosystemu.
Przy okazji w tym samym zestawie obrazów przemyca się ujęcia pogorzelisk czy żółknących pól uprawnych, gdzie ten konkretny kolor wynika po prostu z naturalnego cyklu dojrzewania zbóż przed zbiorami, a nie z wypalonej ziemi.
W centrum tego informacyjnego zamieszania stoi unijny System Obserwacji Ziemi Copernicus. Ośrodek ten, pozostający pod przemożnym politycznym i narracyjnym wpływem Komisji Europejskiej, z pełnym zaangażowaniem dostarcza wizualnych „dowodów” mających utwierdzić opinię publiczną w przekonaniu o postępującym, nieodwracalnym kryzysie.
Udostępnianie narzędzi pozwalających każdemu sprawdzić wygląd własnej okolicy z lotu ptaka tworzyć ma natomiast iluzję obiektywizmu i powszechności zjawiska.
W rzeczywistości jest to zręczny zabieg socjotechniczny. Przez odpowiedni dobór kadrów i nakładanie na to odpowiedniej interpretacji, naturalne, okresowe wahania cyklów pogodowych i rolnych, podnosi się do rangi dowodu w sprawach o znacznie szerszym, klimatycznym ciężarze.
Tworzenie klimatycznego wzburzenia na podstawie pożółkłego trawnika, którego właścicielowi pod groźbą kary zabroniono odkręcania kranu, to jawna kpina z dociekliwości odbiorców.
Zamiast rzetelnej analizy relacji między opadami a strukturą terenu, serwuje się wizualne uproszczenie dopasowane do z góry przyjętej tezy. Odpowiednio wykadrowany obraz z satelity potrafi bowiem opowiedzieć każdą historię, pod warunkiem, że sprytnie przemilczy się to, co dzieje się na ziemi.
Bogdan Feręc
Źr. PA Media/European Union
Fot. Zdjęcia z satelity Copernicus Sentinel
Photo by Andrew Sandeen on Unsplash

