Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Majaczące widmo baryłki za 250 dolarów. Dlaczego spokój na stacjach paliw może być złudny?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Choć codzienne wizyty na stacjach benzynowych w ostatnich dniach nie przyprawiały kierowców o drżenie rąk, analitycy rynków energii i paliw biją na alarm, iż to trwające obecnie paliwowe zawieszenie broni jest kruche i może zakończyć się gwałtownym skokiem cen.

Pod fasadą obecnej stabilizacji kryje się skomplikowana gra geopolityczna, której centrum stanowi Cieśnina Ormuz, czyli strategiczne wąskie gardło światowej gospodarki. To właśnie tam rozstrzygną się losy portfeli milionów konsumentów, a czarny scenariusz zakłada, że dzisiejsze stawki mogą zostać uznane za wyjątkowo okazyjne, gdy ceny przy dystrybutorach zbliżą się za jakiś czas do obecnie nierealnej w opinii wielu bariery 4 euro za litr.

Kluczowym czynnikiem ryzyka pozostaje przedłużający się konflikt z udziałem Iranu, Izraela oraz Stanów Zjednoczonych. Choć z dyplomatycznych kuluarów docierają sygnały o chęci utrzymania rozmów pokojowych, a nawet mówi się o dłuższym zawieszeniu broni, brak konkretnych terminów sprawia, że rynki pozostają w stanie najwyższej gotowości. Eksperci, w tym dr Oliver Browne z UCC wskazują na fundamentalne zagrożenie, bo przez Cieśninę Ormuz przepływa niemal jedna czwarta światowych zasobów ropy i gazu. Zablokowanie tego szlaku lub trwałe zakłócenie dostaw wywołałoby szok podażowy o skali, przy której kryzys energetyczny wywołany wojną na Ukrainie mógłby wydać się jedynie łagodnym wstępem. O ile Rosja odpowiadała za około 10% światowych dostaw gazu, o tyle paraliż transportu z Zatoki Perskiej uderzyłby w same fundamenty globalnego łańcucha dostaw.

Analitycy Bank of America kreślą w tym przypadku dwa skrajnie i odmienne scenariusze. Optymistyczny zakłada, że porozumienie handlowe oraz przedłużenie zawieszenia broni sprowadzą cenę ropy do poziomu poniżej 80 dolarów za baryłkę. Jednak z każdym tygodniem braku postępu w negocjacjach rośnie prawdopodobieństwo scenariusza z gatunku katastroficznego.

Jeśli ta patowa sytuacja utrzyma się poza połowę maja, możemy wejść w fazę problemów, które pozostawały w sferze fantazji. Wówczas prognozy cen ropy na poziomie 150, 200, a nawet 250 dolarów za baryłkę przestaną być modelem teoretycznym, a staną się brutalną rzeczywistością rynkową. Taki poziom cen surowca nieuchronnie przełożyłby się na dwukrotny wzrost kosztów na stacjach paliwowych, co bez drastycznej interwencji państwa oznaczałoby ceny paliw rzędu właśnie 4 euro za jeden litr.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz europejski komisarz ds. energii Dan Jorgensen nie pozostawiają złudzeń, że nawet „najlepszy” z dostępnych obecnie scenariuszy jest dla gospodarki trudny. Ryzyko globalnej recesji jest realne, a problemy z logistyką i uzupełnianiem zapasów w perspektywie średnioterminowej mogą okazać się niemożliwe do szybkiego rozwiązania. Choć rząd, w naszym przypadku irlandzki, prawdopodobnie próbowałby chronić obywateli kolejnymi tarczami i obniżkami akcyzy, to skala potencjalnego szoku mogłaby zrujnować budżet państwa.

Dzisiejszy spokój na rynku paliw jest więc raczej jedynie chwilową przerwą, która buzuje potężny kryzys podażowy, gotowy w każdej chwili zmienić obraz światowej ekonomii, uderzając niebawem w nasze portfele. Niestety paliwa mają wpływ na każdą dzidzię gospodarki, co jasno wskazuje, że podniesienie ich cen, zobaczymy też na sklepowych półkach i rachunkach za prąd oraz ogrzewanie. To jednak będzie dopiero początek problemów, gdyż gospodarka zacznie wówczas istotnie zwalniać, czyli kryzys, jaki obserwujemy obecnie, postrzegany może być, jako dziecięca igraszka.

Bogdan Feręc

Źr. News Talk

Photo by Marek Studzinski on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version