Turysta kupujący wełnianą bluzę w Kerry nie kupuje przecież tylko kawałka dzianiny, a bardziej opowieść. Zieloną Irlandię, rzemiosło, lokalną tradycję i odrobinę celtyckiej legendy zapakowaną w papierową torbę z koniczyną. Dlatego sprawa firmy Quills Retail Ltd, a działającej pod marką Quill’s Woollen Market, jest czymś znacznie poważniejszym niż zwykłym naruszeniem przepisów handlowych. To historia o fałszowaniu autentyczności.
Firma przyznała się przed sądem w Killarney do dwóch zarzutów naruszenia irlandzkiego prawa ochrony konsumentów po postępowaniu wszczętym przez Komisję Ochrony Konkurencji i Konsumentów (CCPC). Sprawa dotyczyła odzieży oznaczonej jako „Made in Ireland”, choć, jak ustalili kontrolerzy, rzeczywiste pochodzenie produktów mogło być zupełnie inne. CCPC rozpoczęła działania po skargach konsumentów. Funkcjonariusze przeprowadzili kontrole we wrześniu i listopadzie 2024 roku w sklepach Quills w Killarney i Kenmare. To właśnie tam natrafiono na bluzy z metkami sugerującymi irlandzką produkcję. Problem polegał na tym, że pod nowymi oznaczeniami kryły się ślady ingerencji w oryginalne etykiety. W niektórych przypadkach pierwotne metki nadal wskazywały kraj pochodzenia: Pakistan.
I tu kończy się marketingowa mgła, a zaczyna zwykłe oszustwo, bo konsument ma prawo wierzyć, że jeśli płaci za produkt reklamowany jako irlandzki, to nie finansuje masowej produkcji z drugiego końca świata. Właśnie dlatego irlandzka ustawa o ochronie konsumentów z 2007 roku traktuje podawanie fałszywych lub wprowadzających w błąd informacji jako przestępstwo, szczególnie wtedy, gdy mogą one wpłynąć na decyzję zakupową klienta.
Sędzia David Waters nie miał wątpliwości co do charakteru działania firmy i nazwał je „celową próbą wprowadzenia kupujących w błąd”. Quills Retail Ltd została skazana za oba zarzuty i na firmę nałożono grzywnę w wysokości 500 euro oraz obowiązek pokrycia 1000 euro kosztów postępowania poniesionych przez CCPC. Kwota kary może wydawać się zaskakująco niska, zwłaszcza dziś, gdy luksus „autentyczności” stał się walutą samą w sobie. Jednak w tej sprawie znaczenie ma nie tylko wymiar finansowy. Wyrok uderza w coś znacznie cenniejszego, bo w reputację.
Przewodniczący CCPC Brian McHugh powiedział wprost, że takie praktyki są „nie do obrony” i trudno się z nim nie zgodzić. Fałszywe oznaczenia pochodzenia nie szkodzą wyłącznie klientowi, który przepłacił za produkt. Uderzają także w uczciwych rzemieślników, lokalnych producentów i cały rynek oparty na zaufaniu.
W czasach globalnej produkcji napis „Made in Ireland” staje się czymś więcej niż informacją techniczną. To obietnica jakości, lokalności i tradycji, a jeśli ta obietnica okazuje się fikcją, pęka coś więcej niż tylko metka. Pęka wiara, że autentyczność jeszcze cokolwiek znaczy, a to już problem znacznie większy niż jeden sweter z Killarney.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. Dzięki uprzejmości RTE

