Łukasz Tygerski: Tęczowy Music Box, czyli początki tęczowej zarazy

Jak podają źródła, program emitowany był w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych w państwowej telewizji na kanale pierwszym. Należy jednak pamiętać, że jeszcze wtedy nie było Polsatu. Głównym gospodarzem programu był zespół dziecięcy Tęcza.

Zapewne każdy pamięta i potrafi zanucić „tęcza, tęcza, cza, cza, cza, czarodziejska wstążka ta”.

Jednak Tęczowy Music Box nie był jedynym programem, gdzie udzielała się wokalnie ta ekipa. Innym było Ziarno. Kto nie kojarzy pierwszych formatów tego programu, to zanim pojawiła się Arka Noego i w niedzielę rano, odbywała się przystępna edukacja religijna dla dzieci, gdzie w przenudny, ale czasem pomysłowy sposób przedstawiano nauki katechizmu. W programie występowały dzieci, więc i dzieci śpiewały.

Minęło trzydzieści lat, od kiedy ruszyły oba programy i teraz nagle okazuje się, że ta promowana w Ziarnie i TVP Tęcza jest już dorosłą zarazą. Trochę to jak strzelać sobie w stopę, jeśli pytać mnie o zdanie, ale, co ja tam wiem.

Wiem natomiast jedno, przez kilka pierwszych lat nie było innej alternatywy, można było oglądać to albo nic. Japońskie bajki z włoskim dubbingiem i polskim lektorem na Polonia 1 były dopiero potem (i nie, ajudo to nie znaczy po japońsku pomocy, jakby ktoś jeszcze nie wiedział).

Wygląda to zatem trochę tak, jakby ta cała ekipa sobie tę zarazę wyhodowała. I to nie w laboratorium w Wuhan. Tylko w umysłach dzieci, które sobie chodziły i nuciły piosenki.

Po latach okazało się, że zespół Tęcza nie zrobił dużej kariery, bo kilka dziewczynek miało traumę… po wykorzystywaniu seksualnym. Skąd my to znamy? Hmm?

No to przecież trzeba powiedzieć, że Tęcza jest zła, a osoby nieletnie wykorzystywane seksualnie to zaraza. No nie ma innego wyjścia. Kiedyś za szkalowanie imienia duchownego, groziła chłosta. To się nazywało herezja, bo obrażając namiestnika, obrażali Tego, którego reprezentuje. No a z takim immunitetem… w jednym odcinku „Law & Order: Special Victims Unit”, był seryjny gwałciciel, który się okazał synem konsula. I go też przenieśli do innej parafii.

Mnie to w ogóle nie dziwi, że Ci, wśród których tak liczne są oskarżenia o molestowanie dzieci, odwracają jak mogą uwagę od siebie i koncentrują ją na tych, którzy wcale się nie molestują nawzajem, są dorośli i sami decydują o tym, jak ukierunkują swoje emocje. Bo to wbrew pozorom nie jest jak na imprezie u Jozsefa Szajera na domówce, czasem to jest pewnie jeszcze gorzej niż na pierwszej szkolnej potańcówce w podstawówce, gdzie tak ciężko się było oderwać od ściany i przejść przez cały parkiet na drugą stronę, a potem jeszcze powiedzieć coś i pomodlić by nie padło „nie”.

Z tym że, tam po drugiej stronie, nie czekał na nikogo dorosły facet każący do siebie mówić „ojcze”, któremu nie dało się odmówić. A raczej uczono by zawsze słuchać…

Łukasz Tygerski

Polska-IE: Udostępnij
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian