Łukasz Tygerski: Świąteczny dżingiel

Doszły mnie słuchy, że są jakieś święta i nie tylko o covidzie ciągle, tylko że mam jakiś specjalny świąteczny kawałek napisać.

“Last krysmas aj gejw ju a kaf end de wery next dej ju gejw yt ełej. Dys jer tu sejw mi from def ajm loking majself in de bafrum”.

Pisanie dżingli ma to do siebie, że zawsze jest jakieś oczekiwanie – albo że będzie to jak mowa Williama Wallace’a na końcu Bravehearta, albo że się nagle wszyscy cofną w czasie do rozpakowywania lego spod choinki.

Ale rok w rok się po prostu nie da w kółko tego samego wałkować. Kogo obchodzi, że mi zajebiaszczy barszcz wyszedł mi, a nie Pani Ani z lokalnego polskiego sklepu. No nikogo to nie obchodzi. Jutro to w ogóle będzie wczorajsza gazeta do owijania ryby.

Gdzie indziej marudzą, że kiedyś był biały grudzień. No kiedyś to była Pangea, a wszyscy biali pochodzą z Afryki i w każdym z nas, jest coś z Michaela Jacksona.

All I want for Christmas is… móóóózg. Dla tych, co to wykazują się wybitną odpornością na rzeczywistość. Jezus się nie urodził w grudniu, bo, gdyż, przecież, zanim wprowadzono kalendarz juliański, nowy rok zaczynał się pierwszego marca (dlatego luty taki krótki, bo dni zabrakło), a że Rzymianie celebrowali Saturnalia w okolicy zimowego przesilenia, to po co było kombinować i zmieniać tradycję na jakiś koniec lutego.

Już pomijam fakt, że do kościoła po opłatek, ekhm, co łaska, iść, to jak upuścić w więzieniu mydło pod prysznicem. Jeszcze było coś o sianku pod obrusem, ale od czasów Łowców kropka be i „pacz ile nietoperzy”, kojarzy mi się to tylko z O Brucem Lee.

Jeśli ktoś potrzebuje świąt, żeby życzyć innym miłych rzeczy, czy wyznawać im swoje uczucia, to ja na takich mówię Mr (or Mrs or Ms or whatever) Wymówka. Taki czy taka to zawsze coś znajdzie. Problem goni problem na problemie z problemem na smyczy, gonieni przez problemy na jeszcze większych problemach. Takich to nawet postraszyć na bosaka nie pomoże.

No ale świąteczny dżingiel musi być, bo inaczej się tradycjonaliści zaczną czuć niezręcznie i będzie im trzeba rozruszniki ręczne odpalić. Meh.

Najlepiej cos w stylu „Listów do M.”:

Drogi Covidzie,

Proszę Cię, aby w przyszłym roku pisiaczki łapały Cię jak Ojciec Tadeusz Maybachy. Żeby każdy poseł, który palnie jakąś kompromitację paszczą, wylądował na respiratorze. A to nie dlatego, że ja im źle życzę, tylko dlatego, żeby nauczyli się pokory i zaczęli doceniać, jakie wspaniałe mają życie i że naprawdę już nie potrzebują więcej i mogą sobie iść. Nie w***ć, tylko bezpiecznie w odstępach iść. Tobie, Drogi Covidzie, też bym życzył, żebyś sobie poszedł, ale zapewne masz jeszcze dużo do załatwienia. Takie jakby wirusowe porachunki. Jak już się ludzkość ogarnie, to na pewno Ci podziękujemy za udział w tej telenoweli, a póki co, Merry Covidmas.

Do tego może niech odczyta Maciej Stuhr i sukces gotowy. Ja to co najwyżej mogę sobie przypiąć brodę świętego Mikołaja, założyć sandał i jak ktoś podejdzie, coś ode mnie chcieć to kopnąć: nie, bo jest covid. Po spartańsku.

Łukasz Tygerski

Polska-IE: Udostępnij
EU clears Polish sta
Premier emanuje rado
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian