Łukasz Tygerski: Protest

Jak mówi słownik etymologiczny: protestować to wygłaszać zdecydowane stanowisko.

Jest wiele form protestu, ale raczej kojarzy nam się obecnie ze sprzeciwem. Nie było tak zawsze. Kiedyś również się protestowało, ale w formie agitacji. Wszystko jednak sprowadza się do jednego: grymaszenia przy stole. Jak dzieci, które nie chcą jeść groszku. Z tym że ten groszek się zamienia w aborcję, eutanazję, małżeństwa jednopłciowe.

Każdy z nas pewnie widział takie kilkuletnie dziecko robiące sceny przed sklepem, bo ono chce i wydziera się, wpada w szał, bo mamuś czy tatuś nie chcą mu kupić loda lub batonika, albo zestawu klocków lego za pincet plus.

Nie mów mi co mam robić. Nie mów mi jak mam żyć. Do tego się to sprowadza. Sytuacja nie jest jednak taka prosta. Można spróbować wytłumaczyć komuś, dlaczego nie jest w jego interesie, to, czego mamy mu zabronić, ale jak się przekonaliśmy w 2020 roku, argumentacja do ludzi nie trafia, bo zawsze się znajdzie jakaś kontrargumentacja (niejednokrotnie durna).

Jak wiemy stara metoda wychowawcza „nie, bo nie” jest już niewychowawcza. To samo klapsy czy groźby, że się zostawi przed tym sklepem. Co zatem zrobić w tej sytuacji?

Można jak Niemcy: armatką wodną. Jak mówi stare porzekadło: zimny prysznic studzi emocje, czy jakoś tak, ale lepiej tak, niż Tian’anmen.

Tu przypominam sobie, kiedy czytałem, jak reagowali biali Amerykanie na nietanich osiedlach domków jednorodzinnych na peryferiach miast, gdy wprowadzały się tam rodziny innej rasy (czyli ci, których teraz nazywamy Afroamerykanami). Na początku była wojna podjazdowa i rzucanie kamieniami w okna, a potem już transparenty z „wy***ć”.

Więc jak widzę protesty sprzed roku, na których jedni homonormatywni krzyczeli na drugich homonienormatywnych, że mają odejść, a teraz to samo krzyczą kobiety do polskiego rządu, a następnie wychodzą młodzi husarze i to samo krzyczą do Policji i ekhm „kumunistów”; to ja już się po prostu gubię i najchętniej wylałbym na nich wszystkich duże wiadro zimnej wody.

Powiedz komuś, że czegoś nie może i wariuje jest system overload, ale spróbuj wytłumaczyć, że nie może innym mówić, że mają „wy***ć”,  to już jak wciskanie pasty do zębów z powrotem do tubki.

Koniec końców wygląda to dokładnie tak: zrób to… nie, Ty to zrób… nie, Ty… nie, bo Ty… To jak przepychanka dzieci. Po jakimś czasie nawet zapomną, od czego się zaczęło. Zaszczep się… Ty się zaszczep… nie, Ty pierwszy… nie, bo Ty… ja się nigdy nie zaszczepię… to ja Cię zaszczepię…

Jedni i drudzy krzyczą to samo, ale na jednych i drugich wyjedzie ta sama armatka wodna, jednak każdej stronie wciąż będzie się wydawać, że jej protest jest ważniejszy.

Łukasz Tygerski

Polska-IE: Udostępnij
UNICEF: Pandemia COV
NA FIKCYJNYM OBROCIE