Łukasz Tygerski: Janusze i Grażyny a prawa

Wieści są takie, że kończą się łóżka. (póki co w Paryżu).

Kiedy na początku maja zaczęły się tworzyć fronty antymaseczkowe, które usilnie starały nas przekonać, że epidemii nie ma, że to fikcja spreparowana przez pięć najbogatszych rodzin świata i że trzeba bronić naszych praw do wolności; ja odtworzyłem sobie ponownie skecz George’a Carlina. Bo należy wiedzieć, skąd się biorą prawa. I nie mówię tutaj o prawach boskich, czy jakichś innych ideologicznych indoktrynacjach. Prawa są nadawane przez jednych ludzi drugim. Ówcześnie zapewne wywalczone szantażem lub załatwione przekupstwem.

Dlaczego na pewnym odcinku drogi można jechać 50 km/h, a na innym 80? Niby dlatego, że to jest niebezpieczne, ale kto sobie te cyfry wymyślił? Na pewno nie ten, co opracowywał algorytmy przepustowości ruchu ulicznego. Co z tego, że jest 50, jak w godzinach szczytu nie pojedziesz nawet 10?

Tak samo jest ze służbą zdrowia. Ci wspomniani wyżej chcieliby, żeby nie było lockdownów, biznesy się nie pozamykały, i wszystko wróciło do normy, ALE… w normie nie ma czterech tysięcy przypadków krytycznych w szpitalach (jak obecnie we Francji).

Wirusolodzy mówią, że jest Covid. Janusz z Grażyną mówią, że nie ma. Kiedyś to nawet nie byłaby to kwestia do negocjacji.

W późniejszych terminach zaczęła się kolejna argumentacja, że przecież są inne choroby, na które umiera globalnie więcej ludzi i to co roku. Jednak to po raz kolejny krzyczą chyba tylko ci, którzy do lekarza chodzą z kaszelkiem.

Podajmy prosty przykład: krwiodawstwo. Oddajemy ok. 450 ml krwi, co stanowi jakieś 10% całości. Jak podają oficjalne strony informacyjne, odbudowanie tego zapasu trwa około czterech dni i zalecane jest, żeby następnego dnia po zabiegu nie przemęczać się i spędzić go na odpoczynku. Co znaczy mniej więcej tyle, że organizm jest osłabiony. Nieznacznie i dla osób młodych, w pełni formy, lekko odczuwalnie, ale jednak.

No to teraz wyobraźmy sobie taką chemioterapię…

Jeśli tam lata wirus, który tylko czeka, aż któryś organizm będzie osłabiony, to jak ten pacjent po zabiegu ma zostać zabezpieczony? Tam wystarczy tylko mała dawka i mamy efekt domina. Wtedy rodzina chorego, składa pozew i lekarze ze strachu nie leczą nikogo. Czy ktoś wtedy będzie winił antymaseczkowców? Nie sądzę.

Także to jest mniej więcej tak, jak z oglądaniem piłki nożnej w telewizji. Niektórzy się tym ekscytują, krzyczą na sędziego lub na zawodników (jakby mogli w ogóle usłyszeć). No, ale gdyby któryś z nich miał pobiegać dziewięćdziesiąt minut (średniozaawansowany biegacz robi jakieś sześć i pół kilometra na godzinę to przez cały mecz, daje jakieś 10 km) to by wypluł płuca. Nie wspominając już o kopaniu piłki.

Tym samym prawo do opieki medycznej jest tylko wtedy, kiedy dostępna jest opieka medyczna. A ilu pacjentów może przyjąć na raz, wie każdy, kto kiedykolwiek był na ostrym dyżurze. Czyli prawo prawem, a rzeczywistość lubi dawać z liścia.

Nie czekajmy zatem, aż Janusze i Grażyny tego świata, przekonają się o swoim błędzie. Bo po pierwsze nigdy się do tego nie przyznają, a po drugie „a nie mówiłem” jest smaczne, ale, gdy nie wymawia się tego na pogrzebie.

Należy pamiętać, że przede wszystkim, prawo jest zawsze po stronie prawodawcy i w każdej chwili może być cofnięte. Czy się nam to podoba, czy nie. Miejmy to na uwadze w przeddzień globalnego kryzysu.

Łukasz Tygerski

Polska-IE: Udostępnij
Premier przyrzekł,
Dlaczego Polska nie