Łukasz Tygerski: Jak to jest z tymi szczepieniami?

Kuzyn sąsiada poszedł się zaszczepić i zachorował (albo umarł – niepotrzebne skreślić). Tak tłumaczą pseudo eksperci.

Po pierwsze, primo: co to ma wspólnego z Twoją historią medyczną? Czy jak lekarz zapisze Ci antybiotyk, też powiesz, że nie weźmiesz, bo kuzyn sąsiada dostał wysypki?

Po drugie, primo: zeznanie wtórne, nie jest akceptowalne w sądzie. Skąd wiesz, czy nie było innych czynników, od których kuzyn sąsiada zachorował? Czy aż tak ufasz sąsiadowi, że wiesz, że nie przekoloryzował, nie skłamał? Czy informacja jest zweryfikowana u źródła (czyli kuzyna sąsiada)?

Po trzecie, primo ultimo: w którym momencie Twój lekarz Cię zawiódł, że już mu nie ufasz? (no, chyba że od początku chodzisz do foliarzy, to nie mam pytań).

No i tu pojawia się zasadnicza kwestia: od kiedy? No bo nie od zawsze. My, Polacy, mamy pewnie prawie wszyscy bliznę po szczepionce na ramieniu. No i potem taka jedna z drugą się wymądrza, jakie to szczepionki są szkodliwe, a tymczasem na ramieniu blizna. Gdyby szczepionki były szkodliwe, to by nie żyła albo miała jakieś komplikacje i potrafiła to udowodnić swoją kartą medyczną. A tak, to jest znowu kuzyn sąsiada. Teraz dopiero będą się pojawiać pierwsze takie, co powiedzą, że przeżyły bez szczepionki.

Tu pojawia się zatem druga kwestia: moje dziecko, moja sprawa. Czytaj: moja własność, mogę robić z nim, co chcę. No niestety, nie bardzo. Nie możesz go naparzać kablem od żelazka, czy wystawiać na balkon w deszczu na noc. Fakt, dziecko nie może samo podjąć świadomej decyzji w tej sprawie i m.in. dlatego, tyle dzieci nadal jest posyłanych do komunii, czy na religię…, ale to osobna sprawa.

No, ale skoro jest taka kontrowersja w sprawie szczepionek i czasem dorośli nie mogą na tyle ufać lekarzom, by podjąć świadomą decyzję, to jak mogą mieć taką pewność, by robić to za dzieci? Ja tego nie ogarniam, ale najwidoczniej psa można szczepić na wściekliznę, a dzieci już nie. W konsekwencji potem rosną młodociani zagniewani.

Swoją drogą, dlaczego jednorazowa szczepionka ma powodować autyzm, a tona makijażu, który wchłania się przez skórę, usta i oczy już nie? To też dla mnie zagadka. Ale matka wie lepiej, bo to „jej” dziecko i dokładnie wie, co w jego głowie siedzi i czego ono potrzebuje… do czasu wezwania na dywanik przez dyrektora szkoły.

Wtedy, jest na pewnie wina kuzyna sąsiada, bo aniołek nie mógł tego zrobić. Ehh.

Już pojawiają się artykuły i wideo dementujące informacje, jakoby eugeniczna szczepionka na Covida miała robić z ludzi chimery. Jednak znając życie, większość z tych, co to łykają, nawet nie wie lub nie pamięta, co to były te chimery. To tylko podpowiem, że najczęstsze przykłady, jak do tej pory, to wtedy, kiedy zjadłeś swojego bliźniaka we wczesnym stadium ciąży i teraz masz dwa DNA: jego i swoje. Nie wiem, skąd w szczepionce miałby się wziąć Twój brat bliźniak, ale kto wie, co ten Bill Gates ma w lodówce?

Póki co, temat szczepionki nadal powoduje raczej humory aniżeli chimery. Ja tam wiem, że ze mnie wychodzi Mr. Hyde, jak mnie kłują, ale nie ma to nic wspólnego z tym, co jest w strzykawce.

Łukasz Tygerski

Polska-IE: Udostępnij